Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk podzieliły się punktami. Nie ma zadowolonych [ZDJĘCIA]

Ruch Chorzów podzielił się punktami z Lechią Gdańsk, a taki wynik z pewnością nie zadowolił żadnej z drużyn. Niebiescy nadal są w strefie spadkowej, a zespół z Trójmiasta dalej od mistrzowskiej ósemki 
Waldemar Fornalik, trener Ruchu Chorzów, podkreśla, że dom buduje się od fundamentów. Ta zasada na piłkarskim boisku znaczy nie więcej niż tyle, że zanim pomyślisz o tym, żeby gola strzelić zadbaj o to, żeby go nie stracić.

Obrona to podstawa. Dobrze zorganizowana, wybiegana, przewidująca zagrania rywala... Czasami wystarczy zmiana jednego zawodnika i z bandy przeciętniaków tworzy się kolektyw. Tak było po przyjściu do klubu z Cichej trenera Jana Kociana. Słowak przesunął na środek defensywy Marcina Malinowskiego i szybko zbudował wspomniany na wstępie fundament. Dom Ruch stał niemal do końca sezonu, który niebiescy zwieńczyli zdobyciem brązowego medalu mistrzostw Polski.

Dziś to jednak znowu rozklekotana chałupa. Malinowski kontuzjowany. Rafał Grodzicki, który miał być lekiem na problemy niebieskich, mocno niepewny. Piotr Stawarczyk tylko na rezerwie.

Przed meczem z Lechią trener Fornalik sięgnął więc po Michała Helika. I to było dobre posunięcie. Wychowanek klubu czyścił w tyłach aż miło. Przy jego wzroście (193 cm) skuteczna walka o górne piłki to obowiązek, ale Helik popisywał się również udanymi wślizgami. Z jego ruchów biła pewność. Przekonanie, że zdąży, powstrzyma, wygra...

Tyle że obrona to formacja. Tu w ciemno muszą rozumieć się wszyscy. I tego właśnie zabrakło w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Słaby pressing, błędy w kryciu i tuż przed nosem Matusa Putnockiego - bramkarza chorzowskiej drużyny, wyrósł Sebastian Mila. Wydawało się, że Grodzicki powstrzyma reprezentanta Polski. I można powiedzieć, że nawet to zrobił. Tyle że miał pecha, bo piłka trafiła go w rękę. Rzut karny, bramka Kevina Friesenbichlera.

Na prowadzenie wyszedł zespół, który na pewno nie miał tylu okazji na zdobycie bramki co Ruch. Niebiescy żałowali wtedy okazji Eduardsa Visnakovsa (dwóch), Filipa Starzyńskiego, Helika... Lechia poza tym karnym nie miała pod bramką niebieskich niemal nic. Fornalik schodził na przerwę do szatni z niedowierzaniem kręcąc głowa.

Po przerwie piłkarze niebieskich szybko jednak zadbali o nerwy i zdrowie swojego szkoleniowca. Pomógł w tym również grecki stoper Lechii Mavrudis Bugaidis, który w narożniku pola karnego przewrócił Visnakovsa. Jedenastkę pewnym strzałem zamienił na gola Starzyński. Po chwili Ruch mógł, a nawet powinien prowadzić. Po składnej akcji piłka trafiła pod nogi Rołanda Gigołajewa, który w przerwie zmienił Jakuba Kowalskiego. Rosjanin długo składał się do strzału, ale ostatecznie posłał piłkę tuż obok słupka.

Ostatecznie spotkanie skończyło się sprawiedliwym remisem. Podział punktów jednak nikogo nie zadowolił. Ruch nadal jest w strefie spadkowej, a Lechia dalej od mistrzowskiej ósemki.



Górnik Zabrze i Ruch Chorzów zdobyli dotąd po czternaście tytułów mistrza Polski. Który z tych klubów szybciej sięgnie po piętnasty tytuł?