"Janek, Janek Kocian" czy "Waldek King"? Niecodzienne starcie trenerów na Cichej

Piątkowy mecz Ruchu Chorzów z Pogonią Szczecin to nie tylko walka o cenne ligowe punkty, ale i powrót na Cichą uwielbianego przez kibiców niebieskich Jana Kociana.


Gdy latem 2012 roku z drużyną z Chorzowa żegnał się Waldemar Fornalik, który awansował wtedy na selekcjonera reprezentacji Polski, napisaliśmy, że każdy kolejny szkoleniowiec Ruchu będzie dla kibiców zespołu z Cichej niczym grypa. Po prostu trzeba będzie go przeczekać. Przeczekać aż do klubu wróci Fornalik. A ten miał wtedy pozycję tak mocną, że gdyby na klubowym parkingu stanął jego pomnik to też byśmy się nie zdziwili.

Po Fornaliku zespół przejął jego młodszy brat Tomasz, a potem Jacek Zieliński. Nie wyszło im, nie było wyników, ani piłkarskiej chemii. Zespół utrzymał się w lidze tylko dlatego, że licencji na grę w ekstraklasie nie otrzymała Polonia Warszawa.



Jesienią 2013 roku na Cichej pojawił się Kocian. Znane za naszą południową granicą nazwisko. Kapitan reprezentacji Czechosłowacji, uczestnik mistrzostw świata, obrońca, który miał za sobą grę w Bundeslidze. Tyle że doświadczenie, a przede wszystkim dokonania trenerskie, miał marne. Przegrywał w 2. Bundeslidze. Zarabiał na życie w dalekim Hongkongu. Na Kociana tak naprawdę uparł się Mariusz Klimek, były właściciel klubu, a dziś doradca zarządu. I to był strzał w dziesiątkę!

Kocian odmienił zespół i wbrew zdrowemu rozsądkowi poprowadził go do trzeciego miejsca w lidze. To już na pewno nie była grypa, którą chce się przeczekać. To był trener, który mógł stanąć ramię w ramię z Fornalikiem.

Niestety, kolejny, czyli aktualny sezon, Kocian i jego zespół zaczęli źle. Kolejne porażki zepchnęły drużynę na miejsce spadkowe. Działacze nie mówili tego wprost, ale dawali do zrozumienia, że Słowak źle przygotował zespół do sezonu. Kocianowi nie pomagały też powtarzające się wypowiedzi w stylu "nie wiem, co się dzieje".

Zarząd Ruchu postanowił więc działać i - wbrew kibicom - zwolnił Kociana. Stawiamy, że gdyby nie fakt, że niebiescy mieli możliwość postawić na Fornalika, to na Cichej do dziś trwałaby kibicowsko-działaczowska wojna.

Fornalik robi co może, ale Ruch wciąż jest pod kreską. Czy w piątek na Cichej "Waldek King" okaże się lepszy od "Janka Kinga"? Jedno jest pewne, ten zaśpiew "Janek, Janek Kocian. Lala, lalalala..." usłyszymy na Cichej na pewno.