Sport.pl

Ślązacy, którzy rozsławili Legię Warszawa. Symbol Górnika Zabrze. Symbol Polonii Bytom. "Mecenas" z Ruchu Chorzów

Ruch Chorzów szykuje się do piątkowego meczu z Legią Warszawa, a my przypominamy, że nie byłoby wielu sukcesów stołecznego klubu, gdyby nie piłkarze ze Śląska.


W kadrze mistrza Polski próżno szukać dziś Ślązaków, ale przed laty niejeden piłkarz z naszego regionu napędzał wygrane Legii. Najbardziej znani? A chociażby pochodzący z Rudy Śląskiej Ernest Pohl. Symbol Górnika, patron zabrzańskiego stadionu, zanim zdobył pięć tytułów mistrza Polski na Śląsku, to cieszył się z dwóch dubletów (mistrzostwo i Puchar) właśnie w barwach Legii.

Legenda warszawskiego klubu Lucjan Brychczy to także przecież Ślązak z krwi i kości. Trzykrotny król strzelców ekstraklasy uczył się grać w piłkę w Pogoni Nowy Bytom, a zanim trafił do stolicy, reprezentował również ŁTS Łabędy i Piasta Gliwice.

Hanys z Warszawy

Edward Szymkowiak, znakomity bramkarz, który również świętował w Warszawie zdobycie dwóch mistrzowskich tytułów, jest wychowankiem Unii Dąbrówka Mała, a także byłym graczem Ruchu i Polonii Bytom. Bramki dla Legii strzelał też Henryk Kempny (król strzelców w roku 1956), który trafił do warszawskiego klubu z Polonii Bytom. Ze Śląska (Naprzód Lipiny) wyemigrował również do Legii Antoni Piechniczek.

W ostatnich dekadach trudno o tak spektakularne i ważne transfery śląskich piłkarzy, ale warto odnotować, że w Legii grali też Jacek Bednarz, Mariusz Śrutwa i Piotr Mosór (wszyscy Ruch), a także Bartosz Karwan i Wojciech Szala (obaj GKS Katowice).

Ciekawym przypadkiem w tym gronie jest Bednarz, który występował w Legii aż przez sześć sezonów, a po zakończeniu kariery został jej dyrektorem sportowym. - Trudno nagle być hipokrytą i pytanym o Legię odpowiedzieć: "Nie. To nie miało miejsca". Urodziłem się na Śląsku. Od 7. do 28. roku życia mieszkałem w Chorzowie. Tutaj chodziłem do szkoły, w Katowicach studiowałem. Czuję się hanysem. Klubem, w którym grałem najdłużej, był AKS Chorzów. To było jedyne takie miejsce w mojej karierze, gdzie miałem do czynienia z prawdziwym sportem. To było sto procent przyjemności, ale i wiele poświęceń. Potem przyszedł czas na Ruch Chorzów, w którym byłem już zawodowym piłkarzem. Spędziłem na Cichej cztery wspaniałe lata. Przyszedł jednak taki moment, że trener nie do końca widział mnie w składzie i trzeba było się rozstać. Postawiłem na Legię i nie żałuję. Zostałem tam znakomicie przyjęty. Do dziś świetnie się tam czuję. Także dlatego na stałe mieszkam w Warszawie - mówi Bednarz, który z racji prawniczego wykształcenia był nazywany na boisku "Mecenasem".

Maszynka do wygrywania

Bednarz jest dziś prokurentem zarządu Ruchu Chorzów i odpowiada w klubie z Cichej za organizację i finanse. Pewnie sprawdziłby się też w roli dyrektora sportowego, bo w takim charakterze również pracował w Warszawie.

- Z szeregu transferów, za jakie byłem odpowiedzialny, najbardziej sobie cenię ten Jana Muchy. To był wtedy drugi, a może i trzeci bramkarz Żiliny. Kosztował niewiele, bo około 15 tysięcy euro.

Braliśmy więc - zdaniem wielu - bramkarza, jakich wielu. Dla nas miał jednak potencjał i to się potem potwierdziło. Wypaliło! Mucha pomógł Legii wygrać wiele ważnych spotkań, a potem został jeszcze z zyskiem sprzedany - wspomina Bednarz.

Dziś w kadrze Legii próżno szukać Ślązaków. Ostatnim zawodnikiem Ruchu, który zamienił Chorzów na stolicę, był Grzegorz Tomasiewicz. 19-letni wychowanek Szczakowianki Jaworzno gra dziś już jednak dla

Arki Gdynia. W warszawskiej drużynie są za to byli gracze niebieskich, czyli Tomasz Brzyski i Igor Lewczuk. Co ciekawe, były za to transfery w drugą stronę. Legię na Ruch zamienili przecież Wojciech Skaba, Michał Efir i Kamil Mazek.

- Legia to wciąż maszynka do wygrywania. Nie bronią co prawda mistrzostwa Polski tak łatwo, jak się wielu spodziewało, ale tak to już na boisku bywa. My mordujemy się, walcząc o utrzymanie, ale przecież nikt nie wie, na co nas będzie stać za kilka miesięcy, gdy ruszy kolejny sezon. To jest krótki cykl. Ten zespół, ci sami ludzie, a wyniki mogą być diametralnie inne.

- Do takiego rywala jak Legia zawsze trzeba podchodzić z szacunkiem, ale nie powinno się go bać. Chociaż z tym strachem też różnie bywa. Strach także może być na boisku dobrym motywatorem.

Jeżeli ktoś tak długo jak Legia przewodzi ligowej stawce, to musi być mocny. Stwierdzenie, że warszawski zespół nie jest faworytem meczu na Cichej, zakrawa na brak zdrowego rozsądku. Chcemy zapunktować w meczu z Legią, a potem w kończącym pierwszą część sezonu spotkaniu z Jagiellonią Białystok. Jeżeli ktoś jednak uważa, że będzie o to łatwo, to jest w głębokim błędzie - kończy Bednarz.

Więcej o:
Komentarze (3)
Ślązacy, którzy rozsławili Legię Warszawa. Symbol Górnika Zabrze. Symbol Polonii Bytom. "Mecenas" z Ruchu Chorzów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX