Sport.pl

Ruch Chorzów wygrał w Łęcznej. Niezawodny Grzegorz Kuświk

Napastnik niebieskich na początku drugiej połowy zdobył bramkę być może nie tylko na wagę trzech punktów, ale także utrzymania w lidze.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Górnik, z którym zmierzyli się w sobotę niebiescy, nie gra ostatnio dobrze na własnym stadionie. Drużyna z Łęcznej ostatni raz wygrała u siebie na początku marca. Dlatego w potyczce z Ruchem gospodarze za wszelką cenę chcieli przełamać tę fatalną passę. Tym bardziej że zwycięstwo - przy remisie Bełchatowa z Zawiszą w drugim sobotnim spotkaniu - zapewniało im zachowanie ligowego bytu. W podobnej sytuacji byli zresztą goście, którzy zgromadzili tyle samo punktów co ich rywale. Stawka meczu była więc olbrzymia.

Gospodarze przystąpili do tego spotkania osłabieni brakiem kontuzjowanych Grzegorza Bonina, Miroslava Bożoka i Łukasza Mierzejewskiego. Natomiast w zespole trenera Waldemara Fornalika zagrał jednak Filip Starzyński, którego występ do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania.

Początek był wyrównany. Obie drużyny jakby się badały. Potem kilka groźniejszych akcji przeprowadzili gospodarze, lecz niewiele z tego wynikało. Nie popisał się też Patrik Mraz, który za bezmyślny faul został ukarany żółtą kartką. W 22. minucie zaiskrzyło - i to pod obiema bramkami. Tyle że najpierw składającego się do strzału Marka Zieńczuka ubiegł Maciej Szmatiuk, a potem Tomasz Nowak fatalnie zagrał do Fedora Cernycha i tak zakończyła się groźnie zapowiadająca się kontra.

W 34. minucie znakomitą okazję do uzyskania prowadzenia miał Ruch. Grzegorz Kuświk przeprowadził świetną akcję prawym skrzydłem, kapitalnie zagrał do będącego w polu karnym Łukasza Surmy, ale doświadczony pomocnik Ruchu z 13 metrów trafił piłką wprost w Sergiusza Prusaka.

Tuż po zmianie stron potężną bombę z dystansu posłał na bramkę łęcznian Bartłomiej Babiarz. Prusak stał jak wmurowany, ale na jego szczęście futbolówka poszybowała nad poprzeczką.

W 52. minucie golkiper gospodarzy już nie miał tyle szczęścia. Kapitalną akcją i uderzeniem z narożnika pola karnego popisał się Kuświk. Piłka wylądowała w samym okienku bramki łęcznian.

Gospodarze zabrali się do odrabiania strat, ale czynili to dość niemrawo. Bezproduktywnego Pawła Sasina zmienił Josu, lecz Hiszpan też nie wniósł wiele do gry, choć na boisku zupełnie niewidoczny nie był, bo po jego uderzeniu z rzutu wolnego piłka... znokautowała Babiarza, a po kilku minutach ten sam los spotkał Martina Konczkowskiego.

W końcówce dwukrotnie przed szansą zdobycia wyrównującego gola stanął były zawodnik Ruchu Wołodymir Tanczyk. Ukrainiec, który jesienią wystąpił w trzech meczach w drużynie niebieskich, za pierwszym razem znalazł się sam w polu karnym, ale tak długo zwlekał z oddaniem strzału, że obrońcy chorzowian zdołali zażegnać niebezpieczeństwo. Za drugim razem, już w doliczonym czasie gry, Tanczyk uderzył z prawej strony pola karnego, ale Matus Putnocky zdołał odbić piłkę za linię końcową. Łęcznianie jeszcze raz rzucili się do ataku. W ostatniej akcji meczu na polu karnym Ruchu znalazł się także bramkarz gospodarzy, który próbował strzelać głową po dośrodkowaniu z rogu. Bez skutku.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: