Sport.pl

Ruch Chorzów. Uczeń "Znachora" szuka odpowiedzi na Cichej

Ruch Chorzów uchodzi za zespół, który jest zawsze perfekcyjnie przygotowany do rozgrywek. Ogromna w tym zasługa Leszka Dyji.
ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwujesz? >>

Dyja, były sprinter, współpracuje z Ruchem Chorzów od 2008 roku. To uczeń nieżyjącego już doktora Jerzego Wielkoszyńskiego. Doktor był nietuzinkowym człowiekiem o niespożytej energii, który stawiał na nogi najbardziej połamanych sportowców. Specjalistą, który potrafił zmienić piłkarza porównywanego do powolnej węglarki w ekspresowe TGV! W środowisku mówiono na niego "szaman" albo "znachor". On sam często powtarzał, że jego praca jest żmudna jak końska harówka. - Nikogo nie czaruję. Po prostu szukam odpowiedzi - podkreślał doktor, który zmarł w 2010 roku w wieku 80 lat..

Teraz dzieło Wielkoszyńskiego kontynuuje Dyja. - Staramy się szukać nowych ćwiczeń i rozwiązań, natomiast obciążenia stosujmy na podobnym poziomie. Ogólny zamysł pozostaje ten sam. Jeśli spojrzymy wstecz, to od 2010 roku ten sposób przygotowań się sprawdza - mówi trener przygotowania kondycyjnego niebieskich.

Dyja chwali graczy Ruchu za zaangażowanie. - Nie mam żadnych uwag do ich pracy. Wielki szacunek dla nich za to, co wykonali podczas obozu w Kamieniu. Każdy z nich przykładał się do treningów w stu procentach, nikt się nie oszczędzał. Wszystko, co sobie zaplanowaliśmy zostało zrealizowane - podkreśla.

Rezerwy rzecz jasna wciąż są. - Brakowało dynamiki, polotu, ale powodem tego nie były tylko duże obciążenia. W pierwszych sparingach nie chodzi o to, by wyglądać bardzo dobrze fizycznie. Ważniejsze jest to, by się zgrywać i swoje wybiegać. Dlatego nie możemy liczyć, że na początku przygotowań, już na pierwszym zgrupowaniu, zawodnicy będą w doskonałej formie. Formy nie ma i nie może być. Martwilibyśmy się, gdyby już teraz wyglądało to bardzo dobrze - stwierdza Dyja.

Który klub zdobędzie wiosną najmniej punktów?
Więcej o: