Sport.pl

Ruch Chorzów. Dawna gwiazda punktuje niebieskich. Jaki pomysł na WDŚ?

Eugeniusz Lerch, dawna gwiazda Ruchu Chorzów przyznaje, że za Wielkimi Derbami Śląska kryją się takie emocje, że nawet dziś ciągnie go na boisko.
Facebook? » | A może Twitter? »


Niebiescy zaczęli rok od bezbramkowego remisu z Zagłębiem Lubin. Ruch powinien cieszyć się z tego punktu, gdyż to rywal lepiej radził sobie na Cichej. Zagłębie było szybsze, bardziej zdecydowane, a w jego akcjach kryła się większa jakość.

- Spodziewałem się więcej. Tym bardziej, że zimą czytałem wiele dobrego o sparingowych dokonaniach Ruchu. Wszyscy w klubie chwalili dobór zimowych przeciwników. Wyniki też były dobre. Uważałem więc, że przełoży się to również na grę w lidze. Na boisku zobaczyłem jednak zespół, który z trudem konstruował akcje. Mało się zazębiało. Nawet zagranie piłki na dwa, trzy podania było problemem. Zagłębie było lepsze - mówi Eugeniusz Lerch, przed laty znakomity napastnik Ruchu i mistrz Polski z roku 1960.

Przewaga Zagłębia brała się przede wszystkim z tego, że ten zespół wyglądał na świeższy. Po zimowym okresie przygotowawczym często jest tak, że zespół odczuwa jeszcze trudy pracy podczas obozów. Z czasem jednak dynamika powinna wrócić.

- Mocno w to wierzę. Za wyniki zespołu odpowiada sztab fachowców, którzy muszą temu zaradzić. Samą defensywą meczu się nie wygra - przypomina Lerch.

Podczas zgrupowania na Cyprze Ruch strzelił tylko jednego gola. Do bramki rosyjskiego Toma Tomsk piłkę wbił Mariusz Stępiński. W meczu z Zagłębiem Stępiński też miał okazję, żeby skarcić rywala. Dobrą okazję zmarnował również Kamil Mazek. Obu przypominaliśmy potem, że na boisku warto być czasem egoistą.

- Fajnie, że chcą grać dla zespołu, ale przychodzi taki moment, gdy trzeba wziąć odpowiedzialność za wynik meczu na swoje barki. Tego mi zabrakło. Tak jak brakuje mi również strzałów z dystansu Patryka Lipskiego. Ten chłopak ma dobrze ułożona nogę. Jesienią, gdy wchodził do zespołu, strzelał często. Z czasem robił to jednak coraz rzadziej. W meczu Zagłębiem też nie błyszczał. Głęboko cofał się po piłkę. Gdy raz zobaczyłem go na pozycji stopera, to aż złapałem się za głowę - "Co ty tam robisz synek?". No, ale może takie zadania również ma na boisku - zastanawia się Lerch.

Teraz przed Ruchem mecz rundy, czyli wyjazdowe spotkanie w Zabrzu. - Wielkie Derby Śląska niosą ze sobą niezwykłą dawkę emocji. Gdy słyszę "Górnik", to sam chciałbym zagrać. Choćby dziś! Będzie ciekawie. Otoczka tego spotkania też będzie niezwykła. Kto to słyszał, żeby kibice ustawiali się w kolejce po bilety jeszcze przed świtem? Nowy stadion, pierwszy mecz w roku... zanosi się na niezapomniany wieczór w Zabrzu. Czy zwycięski? Górnik zaczął jeszcze gorzej niż Ruch. Porażka z Cracovią na pewno zabolała. Tyle, że oni - mimo swoich problemów - też mają piłkarzy, którzy potrafią grać w piłkę. Gergel, Madej, Sobolewski... Znajdzie się jeszcze kilku takich, którzy potrafią przesądzić o losach meczu. A Ruch? Jeżeli wszystko idzie zgodnie z planem i w tym tygodniu wrócić świeżość i dynamika, to będzie ciekawie - kończy 77-letni Lerch.

Więcej o: