Ruch Chorzów - Legia Warszawa 0:0. Co za mecz niebieskich! Tylko ta skuteczność

Ruch Chorzów nie przestraszył się Legii Warszawa i po genialnej - nie boimy się tego napisać - drugiej połowie zasłużył na wygraną.
 
Facebook? » | A może Twitter? »


Kibice Ruchu już od wielu tygodni powtarzają, że to... już na pewno teraz. Że musi przyjść przełamanie na Cichej! Niebiescy już dawno zapomnieli czym jest atut własnego boiska. Chorzowscy kibice po raz ostatni cieszyli się z trzech punktów wywalczonych w domu 1 grudnia minionego roku, gdy Ruch ograł Koronę Kielce (2:1).

Potem były mecze lepsze (Lech Poznań) i gorsze (Zagłębie Lubin). Nie brakowało pomyłek sędziów (Cracovia) i dramatycznych końcówek (Wisła Kraków). Trzech punktów jednak wciąż nie było.

Przed meczem z Legią trudno więc było o przesadny optymizm. Kibice dobrze pamiętali mecz z września minionego roku, gdy Legia wpadła na Cichą jak po swoje i już po 12. minutach prowadziła 3:0.

We wtorkowy wieczór niebiescy nie dali się już zaskoczyć. Nie znaczy to jednak, że Ruch dyktował warunki. Nie, w pierwszej to było spotkanie pod pełną kontrolą drużyny, która pewnie zmierza po mistrzostwo kraju.

Warszawianie kłuli z każdej strony. W polu karnym niebieskich też było gorąco. Kilka razy wydawało się, że już nic nie uratuje gospodarzy, ale Matus Putnocky widać tego nie wiedział i wybronił swój zespół z opresji. Słowacki bramkarz najmocniej irytował Aleksandara Prijovicia, który tradycyjnie już był ze skutecznością na bakier.

W pierwszej połowie chorzowian stać było tylko szarże. Zawodnicy Ruchu szybko, kilkoma podaniami zdobywali teren, ale w polu karnym Legii nie mieli już żadnych atutów. Nie dochodzili nawet do czystych sytuacji strzeleckich.

Niebiescy kilka razy w tym sezonie rozgrywali dwie, diametralnie różnie połowy. Tak było chociażby w ostatni piątek, gdy Ruch najpierw zdominował Pogoń Szczecin, a następnie był tylko tłem dla rywala.

W meczu z Legią chorzowianie też przeszli metamorfozę. Tym razem pozytywną. Warszawianie byli w opałach od początku drugiej połowy. Ruch był o włos od zdobycia bramki rundy, sezonu, a może i roku!

Po dośrodkowaniu Tomasza Podgórskiego fantastycznym strzałem nożycami popisał się Mariusz Stępiński. Soczyście uderzona piłka zatrzymała się jednak na ręce dobrze ustawionego Arkadiusza Malarza.

Ruch zaczął kąsać, a warto zaznaczyć, że na boisku zabrakło Kamila Mazka - kluczowego wiosną gracza chorzowskiej drużyny - który pauzował z powodu urazu mięśnia.

Stępiński stanął przed kolejną wymarzoną szansą na gola. Snajper Ruchu wygrał walkę o pozycję i dostał znakomite podanie od Łukasza Monety. Stępiński miał do bramki kilka metrów, ale posłał piłkę nad poprzeczką.

Mecz z czasem stał się festiwalem niewykorzystanych okazji niebieskich. Sytuację sam na sam z Malarzem zmarnował jeszcze Moneta. Pięknie z dystansu huknął Podgórski. Groźnie główkował Łukasz Surma.

Niestety wciąż czegoś brakowało i tak już zostało do końca.

Ruch Chorzów - Legia Warszawa 0:0



Ruch: Putnocky - Konczkowski, Grodzicki Ż, Cichocki, Koj - Surma, Hanzel - Podgórski, Lipski, Moneta - Stępiński (90. Efir)

Legia: Malarz - Bereszyński (81. Broź), Jędrzejczyk, Rzeźniczak, Hlousek - Borysiuk Ż, Guilherme - Aleksandrow (62. Hamalainen), Prijović, Kucharczyk - Nikolić

Widzów: 9 000

Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków)