Ruch Chorzów przypomniał o urodzinach Omegi, ale obietnicy nie dotrzymał

Ruch Chorzów przypomniał, że 21 maja 1939 r. podczas meczu Ruchu z Union Touring Łódź na stadionie przy Cichej po raz pierwszy uruchomiono słynny zegar ?Omega?, który przez lata odmierzał czas na chorzowskim obiekcie.
ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwujesz? >>

Ruch przypomina na swojej stronie internetowej historię zegara. "Skąd chronometr wziął się na Cichej? Historia zaczęła się w 1929 r., kiedy szwajcarska firma postanowiła przyznawać zegar najpopularniejszemu polskiemu klubowi, co było ciekawą formą reklamy. Pierwszym laureatem wyłonionym za pośrednictwem "Przeglądu Sportowego" była Warta Poznań. Z czasem "Omega" zerwała współpracę z "Przeglądem" i przeniosła akcję na łamy tygodnika "Raz Dwa Trzy". W drugiej edycji konkursu pod nowym patronatem najpopularniejszym klubem okazał się Ruch, na którego wysłano ponad 5 tysięcy kuponów. Zwycięstwo hajduckiego klubu było sporą niespodzianką, bo wydawany w Krakowie tygodnik był trudno dostępny na Górnym Śląsku. Zegar był bardzo wartościowy. Jego cena wyniosła wówczas ok. 4 tys. złotych. Dla orientacji dodajmy, że koszt budowy stadionu przy Cichej wyniósł ok. 170 tys. zł.

Chronometr uruchomiono 21 maja 1939 r. przed meczem Ruchu z Union Touring Łódź. W swoim debiucie zegar był świadkiem spektakularnego wydarzenia. Otóż "Niebiescy" rozgromili łódzkiego beniaminka aż 12:1! 10 goli dla chorzowian strzelił Ernest Wilimowski, co jest absolutnym rekordem ligi!" - czytamy.

Zegarem zaopiekował się Augustyn Ferda, znany chorzowski zegarmistrz (swój zakład miał przy ul. Pocztowej w Chorzowie Batorym), a zarazem gospodarz obiektu. Ferda trzymał mechanizm w zielonej skrzynce (przetrwała do dziś!). Przez trzy miesiące co mecz wyciągał go z szafki i zanosił na stadion. We wrześniu, gdy wybuchła wojna, Ferda podjął decyzję, że zegar trzeba ukryć i ocalić.

W klubie nie brakowało jednak działaczy, którzy chcieli, by omega została na Cichej. Ferda ani myślał ich słuchać. Przyszedł na stadion i zabrał zieloną skrzynkę. Już w domu rozebrał zegar na części, zabezpieczył i zaniósł do piwnicy. Omega przeczekała wojnę pod stertą węgla. Niemcom nie spodobało się, że nie znaleźli zegara w klubie. Pytali, dręczyli, ale nikt nie potrafił powiedzieć, gdzie go szukać. A nie wiedział nikt, nawet żona Ferdy! Po wojnie, wiosną 1945 roku, na pierwsze spotkanie w klubie zegarmistrz przyniósł ze sobą zieloną skrzynkę...

Gdy Ferdy zabrakło, zegarem opiekował się jego syn Jerzy, a potem wnuk Grzegorz. To właśnie pan Grzegorz nakręcił mechanizm po raz ostatni na stadionie przy ulicy Cichej - a działo się to jesienią 2009 roku.

Chronometr zniknął, gdyż był narażony na ataki chuliganów.

Jesienią ubiegłego roku Omega wróciła! Stało się to z okazji 80-lecia stadionu przy Cichej. Podczas meczu z Legią zegar tymczasowo znalazł swoje miejsce na specjalnej platformie.

Na dobre miał wrócić wiosną. Był gotowy projekt konstrukcji, niezbędne zgody... Początkowo zapewniano nas w klubie, że prace ruszą, gdy tylko pozwolą na to warunki pogodowe. Mijały jednak tygodnie, a zegara wciąż nie było.

Ostatecznie nie udało się zrealizować obietnicy do końca minionego sezonu. Wydaje się, że w zamieszaniu związanym z walką o miejską pożyczkę, a co za tym idzie przetrwanie klubu, zwyczajnie zabrakło na to czasu i pieniędzy.

Pamiętając o tym, że od lata 2017 roku Ruch ma rozgrywać swoje mecze na Stadionie Śląskim, może się okazać, że powrót Omegi na Cichą z czasem zupełnie straci na znaczeniu.



Kto będzie wyżej w tabeli ekstraklasy na koniec następnego sezonu?