Były pracownik GKS-u Katowice: Od kilku miesięcy upominam się o swoje pieniądze

Zwracam się do was o interwencję w mojej sprawie. Miałem okazję od czerwca do września 2011 pracować w GKS Katowice. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem należnego mi wynagrodzenia - pisze w liście do redakcji Jarosław Klimczak.
Klub ten 25 lipca 2011 r. zadebiutował na warszawskiej giełdzie na rynku New Connect i stara się kreować swój wizerunek jako solidny pracodawca oraz partner biznesowy. Niestety, szara rzeczywistość wygląda trochę inaczej - co najlepiej ukazuje mój przypadek.

Pracowałem w biurze prasowym tego katowickiego klubu. Zajmowałem się tam redagowaniem jego strony internetowej, a także współpracowałem z ówczesnym rzecznikiem prasowym. Zatrudniony byłem przez okres trzech miesięcy.

Problem polega na tym, że do dnia dzisiejszego nie otrzymałem należnego mi wynagrodzenia. Odszedłem z pracy we wrześniu i otrzymałem zapewnienie od prezesa Krysiaka, iż wszystkie zaległości wobec mnie zostaną uregulowane. Niestety, do tego nie doszło. W związku z brakiem aktywności klubu związanej z przekazaniem należnych mi pieniędzy, próbowałem kilkukrotnie skontaktować się z prezesem Krysiakiem lub wiceprezesem Karczewskim, lecz efekt był zawsze ten sam - obaj panowie nigdy nie mieli czasu, żeby ze mną porozmawiać.

W końcu udało mi się telefonicznie porozmawiać z panem Karczewskim, który podał kolejny termin przekazanie mi wynagrodzenia należnego za wykonaną pracę. Niestety, ten termin też okazał się fikcyjny. Od tego momentu nie udało mi się z żadnym z wyżej wymienionych panów porozmawiać. Moje próby kontaktu były notorycznie ignorowane. W międzyczasie do klubu skierowałem dwa oficjalne pisma z wezwaniem do zapłaty należnych mi pieniędzy, jednak i na te pisma nie doczekałem się żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi nic innego jak skierować moją sprawę do sądu, co mam zamiar uczynić w najbliższych dniach.

Najbardziej szokujące dla mnie w całej sprawie jest to, iż kwota, którą jest mi winny klub jest naprawdę śmieszna w porównaniu z budżetem jakim dysponuje. Od prawie czterech miesięcy próbuje się upominać o swoje pieniądze, a przecież wystarczyłaby dobra wola klubu w sprawie spłaty zadłużenia. Nie było by dla mnie problemem, by klub spłacał mi te pieniądze w ratach, a tak najprawdopodobniej będziemy musieli się spotkać w sądzie.

Kończąc mój list chciałem zadać Państwu pytanie: "Czy klub który ma problemy z załatwieniem takiej drobnostki może być solidnym partnerem biznesowym oraz pracodawcą?"

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Więcej o: