Miasto nie pomoże GieKSie z monitoringiem. "To kosztuje pół miliona!"

GKS Katowice musi sam poradzić sobie sprawą monitoringu na stadionie przy ul. Bukowej, który nie spełnia wymogów technicznych.
Jak ujawnił ŚLĄSK.SPORT.PL istnieje duże niebezpieczeństwo, że klub nie otrzyma zgody na organizację imprez masowych, a tym samym spotkań GieKSy nie będą mogli oglądać kibice. Podczas kontroli na stadionie, policja wytknęła bowiem, że monitoring nie spełnia obowiązujących od niedawna wymogów.

Czyja to wina? Stadion jest własnością miasta, a zarządza nim MOSiR. W ośrodku odbijają jednak piłeczkę, twierdząc, że akurat monitoring to sprawa klubu. - Do MOSiR-u należy tzw. monitoring dozorowy. Gdy przejęliśmy obiekt, został on uzupełniony i odnowiony. Z kolei monitoring meczowy zawsze był własnością klubu. Nigdy w niego nie ingerowaliśmy, choć czasem - gdy była taka konieczność - pomagaliśmy go uzupełniać. Mam świadomość, że obecny monitoring nie spełnia odpowiednich wymogów. Nikt do nas jednak oficjalnie się w tej sprawie nie zwracał - mówi Stanisław Wąsala, dyrektor MOSiR-u.

Jego zdaniem, koszt nowego monitoringu może sięgnąć nawet pół miliona złotych!

- Wymóg rejestracji dźwięku oznacza, że na całym obiekcie trzeba rozmieścić przynajmniej 50 mikrofonów kierunkowych. To trzeba jeszcze powiązać z rejestracją obrazu, żeby było wiadomo, z którego miejsca dochodzi dźwięk. Do tego dochodzi sam system rejestracji, odtwarzania i magazynowania nagrań. To kosztowna sprawa. Jako jednostka budżetowa musielibyśmy mieć od dawna zaplanowany taki wydatek. W tej chwili nie jesteśmy na to przygotowani finansowo - dodaje Wąsala.

Na zakup monitoringu nie stać także GKS-u. Wyjściem z sytuacji byłoby jednak wypożyczanie sprzętu na mecze. Klub ma mało czasu, aby załatwić sprawę już na pierwsze wiosenne spotkanie (17 marca z Ruchem Radzionków).