Dlaczego kibiców GieKSy nie wpuszczono na stadion w Stróżach?

Po sobotnim meczu Kolejarza z GKS-em Katowice wszyscy skupili się na ?popisach? senatora Stanisława Koguta. Tymczasem w Stróżach doszło do jeszcze jednego ciekawego zdarzenia.
Już w trakcie pierwszej połowy pod obiekt podjechały autokary i samochody z fanami z Katowic. Na stadion ich jednak nie wpuszczono. Dlaczego? Organizatorzy wyjaśniali, że chodzi o brak tzw. listy wyjazdowej, czyli pełnej identyfikacji osób, które chciały wejść na stadion.

- Już na ponad dwa tygodnie przed spotkaniem zwróciliśmy się do klubu z prośbą o zamówienie biletów na mecz w Stróżach. Po kilku dniach otrzymałem telefon od pracownika działu organizacji GKS-u z informacją, że prezes Jacek Krysiak pod zamówieniem się nie podpisze z argumentacją "bo nie". Dlatego sam zadzwoniłem do Kolejarza Stróże z prośbą o bilety i ustaliłem zasady naszego wejścia. Zgodnie z przepisami na dzień przed spotkaniem wysłaliśmy też listę wyjazdową na 97 osób. Tuż przed samym meczem, gdy byłem w drodze na stadion, zadzwonił do mnie kierownik ds. bezpieczeństwa Kolejarza i stwierdził, że delegat PZPN-u nie zgadza się na nasze wejście na stadion ze względu na brak pieczątki i podpisu kierownika ds. bezpieczeństwa GKS-u na liście wyjazdowej. Jeszcze w drodze dowiedziałem się, że jest możliwość, aby prezes Krysiak podpisał się pod listą, ale... się nie podpisał - opowiada Piotr Koszecki, prezes stowarzyszenia kibiców GKS-u Katowice "SK 1964".

Co na to klub? - Sprawa wyjazdu kibiców m.in. do Stróż miała być przedmiotem rozmów na spotkaniu prezesa Krysiaka z Piotrem Koszeckim. Prezes "SK1964" nie stawił się jednak na nim - przypomina rzecznik Radosław Bryłka. - Kibice pojawili się pod stadionem w Stróżach mimo że nie przedłożyli wcześniej prezesowi listy wyjazdowej do akceptacji. Prezes Krysiak wyraził chęć dopełnienia wszelkich formalności nawet w trakcie meczu. Delegat PZPN-u wyznaczył na to czas do godziny 16 (spotkanie rozpoczęło się o 15. - przyp. red.). Do tego czasu nikt ze stowarzyszenia kibiców nie skontaktował się z prezesem w tej sprawie. Jak później dowiedzieliśmy się od delegata PZPN, kibice poinformowali kierownika ds. bezpieczeństwa, że nie chcą wejść na stadion - dodaje.

Delegat PZPN-u Andrzej Tomaszewski twierdzi, że kibice mieli szansę wejść na stadion. - Wystarczyło poprosić prezesa GKS-u o autoryzowanie listy wyjazdowej. Nie skorzystali jednak z tego prawa - twierdzi.

Koszecki jest tym zaskoczony. - Nikt mnie nie prosił o spotkanie z prezesem Krysiakiem i nie warunkował tym podpisania przez niego listy wyjazdowej. Kontaktował się ze mną tylko kierownik ds. bezpieczeństwa Kolejarza. Odniosłem wrażenie, że na naszym wejściu na stadion zależało tylko działaczom Kolejarza - mówi.

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Cała sprawa ma oczywiście drugie dno. Od dłuższego czasu działacze GieKSy i kibice są w ostrym konflikcie. Klub wypowiedział umowę o współpracy stowarzyszeniu "SK1964". Z kolei fani unikają oficjalnych rozmów z działaczami.