Trener GieKSy Rafał Górak: Powiem mu to prosto w oczy! [WYWIAD]

- Były chwile, gdy czułem, że wszystko przecieka mi przez palce. Gdybyśmy przegrali u siebie z Polonią Bytom, a byliśmy po serii trzech porażek, to być może wiele rzeczy by się posypało - mówi Górak.
Maciej Blaut: Po ostatnim jesiennym meczu stwierdził Pan, że to była najtrudniejsza runda w dziejach GKS-u. Co dla pana osobiście było w niej najtrudniejszego?

Rafał Górak: Znalezienie w samym sobie siły do ciągłego motywowania drużyny, by w każdym meczu walczyła. GKS nie mógł się znaleźć w takiej sytuacji, w jakiej teraz jest choćby Polonia Bytom. Nie było takiego momentu, w którym mógłbym zrezygnować. Wokół mnie byli ludzie, którzy by mi na to nie pozwolili. Były jednak chwile, gdy czułem, że wszystko przecieka mi przez palce. Gdybyśmy przegrali u siebie z Polonią Bytom, a byliśmy po serii trzech porażek, to być może wiele rzeczy by się posypało.

Piłkarze skarżyli się, że brakuje im pieniędzy nawet na dojazdy do klubu. Trenerów też dotykały takie problemy?

- Trener też człowiek. Nie żyjemy w innej bajce i nam też było ciężko. Nie chcieliśmy się jednak specjalnie się żalić. Wiadomo, że jednymi to potrafi wstrząsnąć, a innych to śmieszy.

Jak się panu współpracowało w GKS-ie z Ireneuszem Królem i Jackiem Krysiakiem?

- Z prezesem Królem nie miałem specjalnie częstego kontaktu. Co do prezesa Krysiaka, to od końca zeszłego roku było ciężko. Wiadomo, jakie były finanse w klubie. Wiem, jak oceniają ich kibice. Nie wydaje mi się, aby im zależało na tym, aby GKS-owi działo się źle. Pytanie do prezesa Krysiaka, jakie miał możliwości działania i co robił, aby sobie je stworzyć. Co do pamiętnej fuzji, to ja byłem mało co w to wtajemniczany. Zresztą obu prezesów już nie ma w GKS-ie, a ja się nie zamierzam zerkać w przeszłość.

Mówiąc pół serio, ma pan teraz najbezpieczniejszą posadę świata. W klubie nie ma prezesa, więc nie ma kto pana zwolnić.

- Nie zgadzam się. W GKS-ie jest wiceprezes Wojciech Cygan, którego traktuję jako swojego szefa. To człowiek, z którym załatwiam wszystkie rzeczy, planuję przyszłość. Z nim się liczę i on jest osobą najważniejszą w GKS-ie. W klubie jest też prokurent, działa rada nadzorcza, więc zwolnić mnie można w każdej chwili.

Co pan zrobił Przemysławowi Pitremu, że zaczął tak wspaniale grać na jesień? Może warto tę metodę wypróbować też na innych?

- Dobrze, że na razie coś udało się zrobić Przemkowi, to może i w przypadku pozostałych się uda (śmiech). Przed sezonem wielu nawoływało, aby Przemka w GKS-ie już nie było. My trenerzy, byliśmy za tym, aby został, bo wierzyliśmy, że może stać się najważniejszym piłkarzem zespołu. W Katowicach powstał nowy zespół, w którym wiele działo się wokół Przemka. Zaczęto na niego grać, a on sam też docenił swoje umiejętności. Widać było w nim straszne zacięcie.

Jak pan chciałby zmienić GKS zimą?

- Chcielibyśmy 2-3 zawodników, którzy pomogliby spokojnie utrzymać GKS w lidze. Wysłaliśmy zaproszenia do kilku piłkarzy z niższych klas. Z testami to jest trochę błędne koło. Fajnie jak ci zawodnicy się pokażą, ale gorzej jak się siada z nimi do stołu. Nagle się okazuje, że to piłkarze, którzy rokują do Bundesligi. Inna rzecz, że ci zawodnicy - o ile skorzystają z naszych zaproszeń - to muszą się okazać lepsi od naszych obecnych piłkarzy. Mamy w kadrze wielu młodych chłopaków i nawet niesmaczne byłoby ściągać kogoś o podobnych umiejętnościach. Odejścia? Obecnie bardzo dokładnie analizujemy całą rundę. Za kilka dni można spodziewać się pierwszych decyzji. Na pewno nie dojdzie do takiej sytuacji, że zawodnik z ważnym kontraktem będzie przesunięty do rezerw. Teraz nie popełnię takiego błędu jak rok temu. Jeśli będę z kogoś niezadowolony, to powiem mu to prosto w oczy i będziemy się starali rozwiązać tę sprawę.

Znane są już dokładne plany na okres przygotowawczy?

- W tym roku rozegramy jeszcze sparingi z Zagłębiem Sosnowiec i Skrą Częstochowa. Treningi w klubie będą trwały do końca miesiąca. Do wspólnych zajęć wrócimy 7 stycznia. Będziemy mieli dwa zgrupowania. W styczniu pojedziemy do Dzierżoniowa, a w lutym do Rybnika.

Jeśli w GKS-ie będzie normalna sytuacja organizacyjna, to na co będzie was stać na wiosnę?

- Marzy mi się, aby w spokoju przepracować najbliższe miesiące. Jeśli wokół klubu rzeczywiście wszystko się wyjaśni, to jesteśmy w stanie zdobyć wiosną 25-30 punktów. To byłby krok do przodu. Powtarzam: do tego potrzebny jest jednak spokój.

A wyobrażam pan sobie trzeci rok pracy w GKS-ie?

- Coraz bardziej tak. Pod warunkiem, że to nie będzie wiązało się z takimi zadaniami jak do tej pory. Przeżywałem już dwa razy to "Mission Impossible" i nie wiem, czy byłbym w stanie nakręcić trzeci odcinek.