GKS Katowice na kolanach! Kompromitująca klęska w Bełchatowie

Piłkarze GKS-u Katowice mieli rozegrać przeciwko GKS-owi Bełchatów mecz sezonu i udowodnić, że zasługują na ekstraklasę. Skończyło się jednak na druzgocącej klęsce.
Wbrew szumnym zapowiedziom , katowiczanie zaprezentowali się fatalnie i dali sobie strzelić aż pięć goli.

Sam początek meczu dawał nadzieję na dobry wynik. GieKSa miała szansę na objęcie prowadzenia już w pierwszej akcji spotkania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową strzelał Przemysław Pitry, ale fatalnie spudłował. Potem inicjatywę przejęli gospodarze. W ich szeregach - tradycyjnie - brylowali bracia Michał i Mateusz Mak. To po ich dwójkowej akcji padł pierwszy gol.

To nie był koniec nieszczęść katowickiego zespołu. Jeszcze w pierwszej połowie czerwoną kartką za niesportowe zachowanie został ukarany Janusz Gancarczyk. Pomocnik GKS-u, po tym jak został ostro sfaulowany, kopnął rywala. W efekcie szanse gości na osiągnięcie korzystnego wyniku zostały znacznie zredukowane.

Na początku drugiej połowy GKS Bełchatów wywalczył rzut karny. Łukasz Budziłek genialną paradą zatrzymał jednak uderzenie Grzegorza Barana. Na wiele się to jednak nie zdało, bo po chwili gospodarze i tak strzelili drugiego, a potem trzeciego, czwartego i piątego gola...

Wynik jak najbardziej sprawiedliwy, bo GieKSa grała bez ambicji i do tego popełniała fatalne błędy.

GKS Bełchatów - GKS Katowice 5:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Mateusz Mak (9.), 2:0 Basta (54.), 3:0 Baranowski (58.), 4:0 Michał Mak (66.), 5:0 Prokić (76.)

Bełchatów: Malarz - Basta, Wilusz, Baranowski, Flis - Mateusz Mak (67. Prokić), Sawala Ż, Baran (78. Szymański), Poźniak, Michał Mak (72. Renusz) - Bartosiak.

GKS: Budziłek - Czerwiński (78. Sadzawicki), Kamiński Ż, Napierała Ż, Chwalibogowski (63. Pietrzak) - Wróbel, Duda, Fonfara, Figiel (63. Wołkowicz), Gancarczyk CZ - Pitry

Sędziował: Łukasz Bednarek (Koszalin). Widzów: 2150.