Gra Tomasza Wróbla uskrzydla GKS Katowice! Lider pobity na Bukowej

Jeśli spotkanie z Dolcanem Ząbki miało pokazać, czy GKS Katowice stać na włączenie się do walki o ekstraklasę, to mamy bardzo dobre wieści dla katowickich kibiców.
Mecz z Dolcanem był trzecim spotkaniem z rzędu w ciągu ośmiu dni, który GKS rozgrywał na Bukowej. Dwa poprzednie - z ROW-em i Arką - katowiczanie wygrali, co sprawiło, że ich sytuacja w tabeli znacznie się poprawiła. Trzecia wygrana dawała już gwarancję dołączenia do ścisłej ligowej czołówki. Tyle, że tym razem rywal był wyjątkowo trudny, bo to Dolcan dotychczas przewodził w tabeli.

W pierwszej połowie na boisku nie było jednak tego widać. Zespół z Ząbek był tylko tłem dla dobrze grających gospodarzy. GieKSę powinien na prowadzenie wyprowadzić Przemysław Pitry, ale w niewiarygodny sposób zmarnował dogodną sytuację. Najlepszego strzelca GKS-u w zdobyciu pierwszej bramki wyręczył Tomasz Wróbel. Pod koniec pierwszej połowy pomocnik wbiegł w pole karne z piłką i sprytnym strzałem w tzw. długi róg pokonał bramkarza Dolcanu. To pierwsze trafienie doświadczonego pomocnika dla GieKSy. Jego ściągniecie latem do Katowic określane było jako transferowy hit. Tyle że dotąd Wróbel grał przeciętnie i katowicki zespół nie miał z niego wiele pociechy. Może strzelony gol okaże się przełomowy?

Na pewno gol okazał się ważny dla jednego z kibiców, który po strzelonej bramce wbiegł na boisko, by wyściskać katowickich piłkarzy. Radości nie miał jednak okazji okazywać zbyt długo, bo szybko zajęły się nim służby porządkowe.

Wydawało się, że tak grającemu GKS-owi nie może się przydarzyć żadna krzywda. Tyle że w drugiej połowie obraz gry uległ radykalnej odmianie. Gospodarze popełnili fatalny błąd, oddając pole Dolcanowi. Goście tylko na to czekali. Ich zmasowane ataki przyniosły efekt na kwadrans przed końcem meczu, gdy najskuteczniejszy pierwszoligowiec Dariusz Zjawiński doprowadził do wyrównania.

Stracony gol podziałał na GieKSę najlepiej, jak tylko mógł, czyli obudził katowiczan z letargu. W roli głównej znów wystąpił Wróbel. Najpierw podał idealnie w tempo do Krzysztofa Wołkowicza, a ten wykorzystał sytuację sam na sam i strzelił drugiego gola. Tuż przed końcem spotkania sam Wróbel znów błysnął skutecznością i ustalił wynik meczu.