Potężny sponsor w GKS-ie Katowice? To tylko kwestia czasu [WYWIAD]

Przegrana bitwa o ekstraklasę zirytowała nie tylko fanów GieKSy, ale także jej sponsorów. - Dostaliśmy gong, po którym musieliśmy się otrząsnąć - mówi Marcin Janicki, wiceprezes GKS-u Katowice. Wszystko wskazuje na to, że już się to udało.
Kiedy GKS Katowice awansuje do ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

Janicki pracuje w GKS-ie od półtora roku. Z klubem związany był najpierw jako pełnomocnik ds. marketingu, a od kilku miesięcy już jako wiceprezes. To jego zasługą było zbudowanie wokół GieKSy Klubu Biznesu.

Maciej Blaut: Słabe wyniki GKS-u na wiosnę utrudniają poszukiwania sponsorów?

Marcin Janicki: Z pewnością je przyblokowały. Wyniki sprawiły, że jakiś czas temu doszliśmy do muru, którego nie dało się przeskoczyć. Wśród członków naszego Klubu Biznesu pojawiło się zdenerwowanie. 80 proc. z nich to po prostu nasi kibice, więc nic dziwnego, że zastanawiali się, co się dzieje. Dostaliśmy gong, po którym musieliśmy się otrząsnąć.

Pojawiły się głosy, że może się pan pożegnać z GKS-em.

- Zbawcą GKS-u nie jestem. Efekty finansowe naszej pracy mogły być większe. Dalsza obecność w klubie nie miałaby sensu, jeśli nie widziałbym wizji rozwoju klubu. Ale ta wizja jest! Ujawnię, że jakiś czas temu zorganizowaliśmy spotkanie z radą sponsorów. To mocno uspokoiło sytuację. Nikt nie chce zrezygnować ze współpracy z nami. Wkrótce nie tylko pochwalimy się przedłużeniem umów z obecnymi sponsorami, ale przedstawimy także nowych.

Wasze plany zakładały zdobycie 50 "przyjaciół GieKSy" na 50-lecie klubu.

- Chcieliśmy, aby stało się to już w trakcie tego jubileuszowego sezonu, ale to się raczej nie uda. Spodziewam się, że będzie ich ponad 30. Nie wszyscy z nich są zresztą widoczni. Czasem są to po prostu osoby prywatne, która nie chcą się ujawniać.

To i tak lepsze wyniki niż Ruch Chorzów osiąga z projektem "Super Kibica".

- Nie uważam, aby nasze akcje były konkurencyjne. Możemy walczyć o wsparcie firm, ale kibicem danego klubu po prostu się jest. Pozostaje tylko kwestia, aby do niego dotrzeć. Można sobie wyobrażać, że firma, w której dyrektorem jest kibic GKS-u, wykłada pieniądze na Ruch np. z przyczyn politycznych. To raczej nierealne, aby wspierał też klub jako osoba prywatna.

W budowanej przez was "piramidzie sponsorów" najbardziej brakuje tych największych.

- Obecnie największego wsparcia udzielają nam KHW, MPGK i Osiedle Zalesie. Do tego grona dołączy sponsor, którego wkrótce zaprezentujemy. Jego reklama ma się znaleźć na spodenkach piłkarzy. Do końca roku powinniśmy pozyskać sponsora głównego. Rozmowy nie są łatwe, bo chodzi o firmę z sektora górniczego, a wiadomo, że w tej branży jest kryzys. Sponsor strategiczny? Musimy się jeszcze "popisać", aby go zdobyć.

To w ogóle realne, aby zdobyć takiego sponsora bez wsparcia politycznego?

- GKS ma potencjał, aby taką firmę ściągnąć! Co więcej, w samych Katowicach są takie firmy. To tylko kwestia czasu, aby się pojawiła na Bukowej. Zdradzę, że już niewiele zabrakło, aby tak się stało. Prowadziliśmy zaawansowane rozmowy z jedną z galerii handlowych. Program promocyjny, który dla niej przygotowaliśmy, został wysoko oceniony. Sprawę zablokowała zagraniczna centrala tej firmy. Może właśnie w tym przypadku zabrakło trochę politycznego wsparcia?

Trudno nie odnieść wrażenia, że marketing w GKS-ie wyprzedził wyniki sportowe o lata świetlne.

- Podchodzę z dystansem do takich ocen. Nie zaczynaliśmy przecież z wysokiego pułapu. Oczywiście jestem zadowolony z kilku projektów, które w kraju realizujemy jako jedni z nielicznych. Mam na myśli choćby aplikacje na Facebooku czy wyjście do dzieci z projektem "Zagraj na Bukowej". Fajnie, że marketing wygląda dobrze, ale w klubie najważniejszy jest sport. GKS nie pasuje do I ligi. Podstawowym celem jest awans do ekstraklasy.

Śledź autora na Twitterze - @maciekblaut >>