Z maskotkami jest jak z kobietami. Liczy się wnętrze, a nie wygląd [WYWIAD]

Piłkarzy GKS-u Katowice od poziomu ekstraklasy dzieli wciąż bardzo wiele. Za to klubowa maskotka już teraz zalicza się do krajowego topu.
Kiedy GKS Katowice awansuje do ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

Gdy klub zaprezentował przed sezonem projekt maskotki, nie towarzyszył temu nawet najmniejszy entuzjazm wśród kibiców. Ot, kolejna maskotka na stadionach. Do tego mało oryginalna, bo nieprzedstawiająca żadnego zwierzątka. Po kilku miesiącach wszystko się jednak zmieniło. Najbardziej złośliwi twierdzą, że na Bukową chodzi się teraz nie po to, by oglądać mecze, ale show w wykonaniu GieKSika. Maskotka wygłupia się, zaczepia ochroniarzy, wspólnie bawi się z kibicami. Kto kryje się za kostiumem GieKSika? Klub woli, aby pozostała to tajemnicą. Nam udało się jednak z nim porozmawiać z... - ... GieKSikiem. W klubie wszyscy tak o mnie mówią - podkreśla nasz bohater.

Maciej Blaut: Jak się zostaje klubową maskotką?

GieKSik: Do Katowic przyjechałem pięć lat temu. Zacząłem kibicować GKS-owi. Moim marzeniem było, aby choć pomalować płot na Bukowej. Pierwszy raz pojawiłem się w klubie, gdy GKS szukał kibiców do sesji zdjęciowej. Potem odpowiedziałem na apel o zgłaszanie się wolontariuszy. Tylko ja się zgłosiłem. Latem kierowniczka marketingu Olga Bieganowska przysłała mi SMS ze zdjęciem stroju GieKSika i informacją, że ma dla mnie nowe zadanie.

Spodobał ci się ten strój?

- Szczerze mówiąc, byłem raczej za jakimś zwierzątkiem. Okazuje się, że z maskotkami jest jak z kobietami. Liczy się wnętrze, a nie wygląd. GieKSik miał swój debiut na oficjalnej prezentacji, ale to nie ja wtedy ubrałem kostium. Nie mogłem przyjść, bo miałem swoją pracę. Żałuję, bo ten pierwszy GieKSik był jakiś taki chudziutki... Ja zacząłem od meczu z Widzewem. To była wielka niewiadoma.

Od razu zacząłeś swój show.

- Lubię się wygłupiać i zwracać na siebie uwagę. A skoro na trybunach pojawiło się tylu kibiców, to tylko mnie nakręciło. Wszystko działo się spontanicznie. Do tego stopnia spontanicznie, że klub dostał aż 500 zł kary.

Za co?

- Wbiegłem na boisko po decydującym golu. Bardzo wtedy podpadłem. Do teraz, gdy prezes mnie widzi, to omija z daleka. Nikt mi stroju nie odebrać nie chciał, bo wiem, że i tak się nikt za bardzo nie chce w niego wcielać.

Tylko ty ubierasz strój?

- Chciałbym być stałym GieKSikiem, ale nie zawsze się tak dzieje. Zdarza się, że na akcje marketingowe strój ubiera kto inny. Szkoda, bo potem wszyscy mówią, że GieKSik był, ale jakiś taki niekumaty.

Często pojawiają się skargi na zachowanie GieKSika?

- Cały czas. Tak jakoś wychodzi... Szczególnie ochrona mnie ściga. Kiedyś zabrałem ochroniarzowi czapkę w czasie meczu. Dzieci bardzo się śmiały. Gdy mu ją odniosłem, to mi powiedział: To nie było k... śmieszne. A po meczu z Dolcanem słyszałem, że policja się nawet zdenerwowała.

Co się stało?

- To było głupie, co zrobiłem. Mieliśmy wtedy akcję GieKSik-dentysta i rozdawałem pasty do zębów. W przerwie podszedłem do sektora kibiców gości. Najpierw brali ode mnie prezenty, ale potem podbiegło takich dwóch i zaczęli krzyczeć: "nie bierzcie od hanysa". Wyzywali mnie i pluli. Zrobiło się nerwowo. Zaczęli szarpać bramę. Odszedłem i... wypiąłem się na nich. Kibice z "blaszoka" zaczęli bić brawo, ale goście jeszcze bardziej się zdenerwowali. Cud, że nie było kary.

Szczególnym wyzwaniem był dla ciebie pojedynek na rzuty karne z maskotką Olimpii Grudziądz, która też nazywa się GieKSik.

- Byłem strasznie tym zestresowany. Wiedziałem, że w butach GieKSika ciężko się kopie piłkę. Padł pomysł, by trenerzy mnie poduczyli. Nakręciliśmy nawet film z Kazimierzem Moskalem i Januszem Jojko. GieKSik z Grudziądza od razu mnie ostrzegł, że gra w jakiejś lidze. A ja nic... W stroju najgorzej jest z widocznością. Przymierzyłem głowę GieKSika z Grudziądza i w nim wszystko świetnie widać. A ja mam ciężko, bo widzę tylko na wprost i to przez siateczkę. Pierwszy karny jednak wszedł, drugi też... Byłem w takim szoku, że gdy obroniłem decydujący strzał, to nawet nie poczułem radości. Dopiero jak mi ktoś powiedział, że wygrałem, to poleciałem do kibiców.



W czasie tamtego meczu kibice krzyczeli "GieKSik na boisko".

- Chciałbym pomóc drużynie, ale ciężko z tym będzie. Chciałem kiedyś rozpocząć mecz kopnięciem piłki na środku, ale nawet z tym nie dało rady.

Jak na GieKSika reagują piłkarze?

- W czasie meczu jest nerwówka. Zawodnicy nie bardzo mają ochotę na żarty. Niektórzy jak Alan Czerwiński, Grzegorz Goncerz czy Aleksander Januszkiewicz, są bardzo sympatyczni. Niektórych lepiej omijać.

Na byciu GieKSikem się zarabia?

- To był dla mnie ciężki temat. Ostatnio zapytałem w klubie o tę sprawę i udało nam się ustalić pewną symboliczną kwotę wynagrodzenia.

Obserwuj autora na Twitterze - @maciekblaut >>