Kibice w spódnicach. "Potępiają tylko ci, którzy nie rozumieją" [WYWIAD]

Nie chciałybyśmy, aby jedna akcja, która nam nie wyszła, zniszczyła to, co zrobiłyśmy wcześniej - mówi Klaudia Połap, założycielka grupy Female Elite, która wspiera GKS Katowice.
Kiedy GKS Katowice awansuje do ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

W jednym z przedszkoli dzieci dostały od kibiców GKS-u Katowice nalepki z kontrowersyjnym hasłem: "Nauczeni za młodu, by unikać smrodu". Na obrazku widać, jak kibic w koszulce GKS-u goni kibica Ruchu Chorzów. Zdumiewające jest to, że odpowiedzialna za to okazała się grupa... fanek GieKSy, którą założono m.in. po to, by krzewić pozytywny doping. - To był nasz błąd. Nie powinno się tak zdarzyć. To jednak nie zatrzyma naszej działalności - wyjaśnia założycielka grupy Female Elite. Do tej pory grupa komentowała zdarzenia.

Maciej Blaut: Skąd się wzięła ta vlepka?

Klaudia Połap, założycielka Female Elite: - Już jakiś czas temu wyprodukowałyśmy serię vlepek przeznaczoną na sprzedaż. Cieszyły się sporą popularnością i gwarantowały nam pieniądze na działalność. Może zabrzmi to dziwnie, ale autorką hasła na vlepce jest mama jednej z naszych koleżanek. My to podchwyciłyśmy... Można było chyba przewidzieć, że kiedyś się to obróci przeciwko nam. Nigdy bym jednak nie przypuszczała, że stanie się to przy okazji akcji organizowanej dla dzieci.

Jak vlepki trafiły do przedszkola?

- Z góry było jasne, że takie vlepki są tylko dla dorosłych. A przedszkole to był nasz błąd. Nie powinno się tak zdarzyć. Zasadą jest, że wszystkie gadżety, które przygotowujemy dla dzieci, zawsze są wcześniej kontrolowane przez dyrekcję placówki. Tak samo miało być i tym razem. Jedna z wychowawczyń położyła vlepki na swoim biurku, a rodzice najpewniej sami zaczęli je stamtąd zabierać.

Afera ma swoje konsekwencje?

- W najbliższym czasie nie planujemy spotkań w przedszkolach, bo piłkarze mają wolne, a te akcje odbywają się z ich udziałem. Myślę, że to się nie odbije na naszej działalności. Dyrektorzy przedszkoli są do nas pozytywnie nastawieni. Pocztą pantoflową przekazują sobie na nasz temat pozytywne informacje. Nie chciałybyśmy, aby jedna akcja, która nam nie wyszła, zniszczyła to, co zrobiłyśmy wcześniej.

Skąd w ogóle pomysł na grupę Female Elite?

- To był mój pomysł. GKS ma oficjalne stowarzyszenie kibiców, ale dziewczyn jest tam jednak o wiele mniej niż panów. Postanowiłyśmy powołać nieformalną grupę, składającą się tylko z kobiet. Jest nas kilkanaście, jesteśmy otwarte na nowe osoby, ale trzeba mieć czas na działalność i się wykazać.

Czym się zajmujecie?

- Prowadzimy spotkania w szkołach i przedszkolach. Najpierw opowiadamy dzieciom o kibicowaniu i o działalności klubu, potem piłkarze urządzają zabawy. W tym czasie rozdajemy baloniki i inne gadżety, malujemy twarze, uczymy prostych przyśpiewek. Organizujemy też akcje charytatywne i społeczne. Dla małej Sary zebraliśmy 35 tys. zł. Wspieramy schronisko dla zwierząt. Uczestniczymy przy akcjach marketingowych klubu, a w czasie meczów GKS-u prowadzimy doping najmłodszych kibiców w sektorze rodzinnym.

Wasza grupa ma maksymę "Damnant quod non intelligunt".

- Czyli "potępiają coś, czego nie rozumieją". Chodziło nam o podejście mężczyzn do naszej grupy. Na początku niewielu nam sprzyjało. Dawali nam miesiąc na przetrwanie. Pokazałyśmy, że jest inaczej.

To prawda, że kobiety mają ciężko w świecie kibiców?

- Pewnie, że tak! Piłka nożna jest uważana za typowo męski sport. Wbicie się do tego świata nie jest dla nas łatwe. Trzeba udowodnić, że na mecz nie przychodzi się tylko po to, żeby znaleźć sobie męża. Stereotyp jest taki, że kobieta na stadionie nie patrzy na grę, tylko wszędzie dookoła.

Może pani wyjechać z kibicami na mecz wyjazdowy?

- Nie mogę. Kibice wprowadzili zakaz.

Czy to nie dyskryminacja?

- Początkowo tak to odbierałam i byłam wściekła. Teraz uważam, że to dobra decyzja. Chodzi nie tylko o nasze bezpieczeństwo, ale i zachowanie. Pamiętam, jak jechaliśmy pociągiem do Świnoujścia, a w przedziale znalazła się kobieta w ciąży. Odpaliła świeczkę i wygoniła wszystkich, bo chciała spędzić z chłopakiem romantyczny wieczór.

Nie boi się pani, że "afera vlepkowa" jednak się na was odbije?

- Nawet jeśli tak się stanie, to trudno. Na pewno nie przestaniemy działać. Jeśli szkoły nie będą chciały nas wpuszczać, to pozostaje nam to uszanować, ale będziemy chciały do tego wrócić. Na razie żadnego zakazu nie ma.