GKS Katowice - GKS Bełchatów 1:0. GieKSa kontynuuje serię bez porażki

Choć wynik tego nie oddaje, GKS Katowice był od GKS-u Bechatów zdecydowanie lepszy. To już czwarty mecz zespołu Jerzego Brzęczka bez przegranej.
W trzech ostatnich spotkaniach ekipa Jerzego Brzęczka punktowała naprawdę dobrze (siedem "oczek"), choć brakowało jej w tym wszystkim czegoś ekstra. Czegoś, co wskazywałoby na to, że w następnym sezonie (bo ten obecny niczego spektakularnego już raczej nie przyniesie) katowiczanie rzeczywiście mogą skutecznie powalczyć o Ekstraklasę. I właśnie na taki pozytywny sygnał liczyli w niedzielę kibice z Bukowej. Zwłaszcza że okoliczności sprzyjały. Będący w dolnej części tabeli Bełchatów, świetna pogoda...

Rzeczywiście, od samego początku gospodarze dyktowali warunki. Aktywny był zwłaszcza Krzysztof Wołkowicz, który już w pierwszym kwadransie kilkukrotnie sprawił defensywie gości spore problemy. A że w jego ślady starali się iść Adrian Frańczak i Sławomir Duda, to Maciej Krakowiak, bramkarz bełchatowian, spokojnego niedzielnego popołudnia nie miał. Choć i tak to on długo był górą w tych pojedynkach. Aż nadeszła 45. minuta. Piłka trafiła pod nogi Olivera Praznovskiego, a ten pokazał, że gdyby przesunąć go z obrony do ataku, to wstydu by nie przyniósł.

Lekkim wstydem można by z kolei nazwać to, co w pierwszych 45 minutach zaprezentowali ofensywni zawodnicy Bełchatowa. Pod "szesnastką" Mateusza Kuchty nie działo się właściwie nic. Golkiperowi miejscowych ciśnienie mogło podskoczyć tylko raz, kiedy błąd przy próbie wyprowadzenia piłki popełnił Povilas Leimonas.

Po przerwie jedenastka Brzęczka nadal miała mecz pod kontrolą. Co więcej, w 56. minucie mogła odskoczyć bełchatowianom już na dwa gole, bo przed bardzo dobrą okazją stanął Grzegorz Goncerz. Chwilę później natomiast pierwszą dobrą okazję tego dnia stworzyli sobie przyjezdni, ale Kuchta z próbą Damiana Szymańskiego sobie poradził.

Na następną ciekawą akcję przyszło czekać aż do ostatniej minuty spotkania, kiedy to w sytuacji sam na sam z Krakowiakiem znalazł się Bartosz Iwan. Rezerwowy GieKSy zachował się dobrze, lobując bramkarza, ale piłkę sprzed linii bramkowej wybili obrońcy! Dobitka Dudy minęła celu. Katowiczanie odnieśli więc skromne, choć w pełni zasłużone zwycięstwo.

GKS Katowice - GKS Bełchatów 1:0 (1:0)

Bramka: 1:0 Praznovsky (45.)

Katowice: Kuchta - Czerwiński, Kamiński Ż, Praznovsky Ż, Flis (77. Iwan) - Frańczak Ż, Leimonas, Wołkowicz (85. Zahorski), Duda, Bębenek (65. Szołtys) - Goncerz.

Bełchatów: Krakowiak - Klemenz Ż, Michalski, Cverna Ż, Kuban - Witasik (46. Ploj), Rachwał (86. Flaszka), D. Szymański - Papikyan, Zapalac, Demianiuk (72. Gierszewski).

Sędziował: Piotr Idzik (Poznań); widzów 3500