Dwa awanse Piasta. Klub z Gliwic bogatszy o bolesne doświadczenia

Gliwiccy kibice po raz drugi w historii cieszą się z awansu piłkarzy Piasta do ekstraklasy. Co zrobić, aby po raz drugi nie musieli też zaznać goryczy spadku?
Piast awansował po raz drugi do elity, ale po raz pierwszy awans wywalczył tylko na boisku! W 2008 r. gliwiczanie dostali się do ekstraklasy po zajęciu dopiero 3. miejsca w ówczesnej drugiej lidze. W teorii powinni rozegrać mecz barażowy, ale w wyniku olbrzymiego zamieszania związanego z fuzją Groclinu Grodzisk Wielkopolski z Polonią Warszawa oraz karnymi degradacjami, piastunki dokooptowane zostały do ekstraklasy.

Po dwóch latach gliwiczanie z hukiem z niej spadli. Jakie wnioski można wyciągnąć z tamtej historii?

Nie zmieniać trenera

Architektem sukcesu sprzed czterech lat był Piotr Mandrysz. Uwielbiany przez kibiców szkoleniowiec rozpoczął już nawet budowanie zespołu, który miał występować w ekstraklasie. Ściągnął "swoich" zawodników, po czym mu podziękowano. Pod wodzą jego następcy, Marka Wleciałowskiego, Piast grał bardzo przeciętnie. Działacze szybko się zreflektowali, że popełnili błąd i dokonali kolejnej roszady. Teraz sytuacja jest o tyle podobna, że Marcin Brosz - podobnie jak niegdyś Mandrysz - nie ma ważnego kontraktu na kolejny sezon.

Nie pozbywać się liderów

Po awansie do ekstraklasy w drużynie doszło do poważnych zmian kadrowych. Adam Kompała, lider zespołu, który wywalczył awans, nie otrzymał wówczas propozycji nowego kontraktu. Niewiele pograł sobie inny as drużyny przed awansem, Stanisław Wróbel. Pewnie, że obaj nie byli już w szczytowej formie, ale ich doświadczenie na pewno przydałoby się w ekstraklasie. Piast sprzedał także swojego najlepszego strzelca Wojciecha Kędziorę do Zagłębia Lubin. Po czterech latach najlepszym strzelcem Piasta znów jest Kędziora. Kilku kluczowym piłkarzom m.in. Alvaro i Rubenowi kończą się kontrakty. W Gliwicach muszą zrobić wszystko, aby ponownie nie dopuścić do rozpadu zespołu.

Nie zepsuć atmosfery

W sezonie, w którym Piast spadł z ekstraklasy, od początku wszystko układało się źle dla gliwickiego klubu. Zaczęło się od awantury wokół nominowanego na wiceprezesa Zbigniewa Koźmińskiego. Jeszcze gorzej zrobiło się w przerwie zimowej, gdy zdymisjonowany został prezes Jacek Krzyżanowski. Z kolei w samej końcówce rozgrywek kibice grozili zawodnikom pobiciem. Atmosfera wokół klubu była fatalna i już po spadku wszyscy przekonywali, że odbiło się to na wynikach zespołu.

Nie oszczędzać na transferach

Zachowanie trzonu obecnego zespołu nie oznacza oczywiście, że drużyny nie należy wzmacniać. Wymogi ekstraklasy są takie, że jest to wręcz konieczność! W 2010 r. Piast przekonał się, że źle rozumiana oszczędność na zakupie jakiegoś piłkarza może potem kosztować dwa razy drożej. Ważne też, żeby transfery przeprowadzać z głową. Pamiętacie bramkarza Rafała Kwapisza? W kluczowych meczach Piasta przed dwoma laty bronił zawodnik, który - jak się okazało - miał spore problemy z nadużywaniem alkoholu. Na takie pomyłki klub z Gliwic już sobie nie może pozwolić.\

* * *

W takim składzie grał Piast w swoim premierowym występie w ekstraklasie - 9 sierpnia 2008 roku przeciwko Cracovii (2:0):

Kasprzik - Michniewicz, Banaś, Gamla, Kaszowski, Sedlacek, Widuch (86. Krzycki), Muszalik, Kukulski, Wróbel (64. Prędota), Folc (56. Koczon)

A w takim tuż przed spadkiem z ekstraklasy - 15 maja 2010 roku przeciwko Cracovii (0:1):

Nalepa - Michniewicz, Kowalski, Gamla, Szary, Muszalik, Zganiacz (60. Iwan), Wilczek, Biskup (68. Sedlacek), Olszar, Paluchowski (60. Smektała)