Widowisko na miarę Europy! Piast Gliwice stoczył niezwykły bój ze Śląskiem Wrocław.

Pięć goli, dwa rzuty karne, czerwona kartka, mnóstwo podbramkowych okazji... Spotkanie Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław dostarczyło bardzo wielu emocji. Zwycięstwo zwiększa nadzieje gliwiczan na start w europejskich pucharach.
Przed meczem można było zakładać, że to gliwiczanie - zmotywowani stawką spotkania i niesieni dopingiem własnych kibiców - rzucą się od początku do ataków. Doświadczenie mistrzów Polski wzięło jednak górę. To oni przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i konsekwentnie budowali swoją przewagę. Odważna taktyka się opłaciła, bo wrocławianie szybko zdobyli bramkę. Koronkową akcję zespołu wykończył płaskim strzałem Dalibor Stevanović. Bramkarz Piasta Dariusz Trela nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję przy uderzeniu Słoweńca, dla którego było to pierwsze trafienie w ekstraklasie.

Gliwiczanie zareagowali na straconą bramkę najlepiej jak tylko mogli, czyli zdecydowanymi próbami doprowadzenia do remisu. Błyskawicznie stworzyli też dwie idealne okazje bramkowe. Na Okrzei pewnie jeszcze przez wiele tygodni będą zastanawiali się, jakim cudem Marcin Robak strzelił z 5 metrów obok słupka, a Tomasz Podgórski - z równie niewielkiej odległości - trafił wprost w bramkarza Śląska.

Goście starali się uspokoić sytuację na boisku i ostrożnie rozgrywali piłkę, szanując cenne prowadzenie. Impet ataków Piasta jednak nie słabł. Skuteczność nie była popisową bronią gliwiczan, bo w pierwszej połowie jeszcze jedno fatalne pudło zaliczył Robak.

Jeśli trener Piasta Marcin Brosz liczył, że w drugiej połowie się to zmieni, to już po pierwszej akcji swojego zespołu miał prawo w to zwątpić, bo tym razem dobrej okazji nie wykorzystał Ruben Jurado.

Piastunki, aby przełamać strzelecką niemoc, musiały liczyć na uśmiech losu. I tak się stało! W dość niegroźnej - wydawałoby się - sytuacji Adam Kokoszka popchnął we własnym polu karnym Pawła Oleksego i sędzia podyktował rzut karny. Jedenastkę pewnym strzałem zamienił na gola Ruben Jurado. Hiszpan pokazał, że ma nerwy ze stali, bo przecież ostatnio był bardzo nieskuteczny, co spotkało się nawet z krytyką trenera.

Co najważniejsze, wyrównujący gol Jurado sprawił, że gliwiczanie mocniej uwierzyli w wygraną. Tempo, w jakim rozgrywali akcje przez kolejnych kilka minut, było oszałamiające. Frontalny atak dał kapitalny efekt. Tym razem Paweł Oleksy wpadł jak torpeda w pole karne Śląska i genialnym uderzeniem wyprowadził Piasta na prowadzenie.

W końcówce mecz nabrał niebywałych rumieńców, bo Śląsk wcale nie zamierzał pogodzić się z porażką i mocno przycisnął. Na kwadrans przed końcem wrocławianie wywalczyli rzut karny. Nie dość, że w tej sytuacji Piast stracił gola po pewnym uderzeniu Stevanovicia, to także Oleksego, który zobaczył czerwoną kartkę. Warto dodać, że gdy wrocławianie przeprowadzali akcję zakończoną podyktowaniem jedenastki, na boisku leżał kontuzjowany Podgórski.

Widowisko na Okrzei było przednie do ostatnich sekund, bo obie ekipy zaciekle walczyły o wygraną. W doliczonym czasie gry Cicman uciekł lewą stroną, zagrał do środka, a Murawski, który wszedł na boisko, zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej przywalił pod poprzeczkę.

Piast Gliwice - Śląsk Wrocław 3:2 (0:1)

Bramka: 0:1 Stevanović (16.), 1:1 R. Jurado (52. karnego), 2:1 Oleksy (58.), 2:2 Stevanović (75. z karnego), 3:2 Murawski (90.+3)

Piast: Trela - Klepczyński, Sidqy, Polak, Oleksy CZ - Izvolt (73. Cicman), Matras, Lazdins (90. Murawski), Podgórski Ż - R. Jurado (76. Zbozień), Robak.

Śląsk: Gikiewicz - Socha Ż, Grodzicki Ż (86. Pawelec), Kokoszka, Ostrowski - Sobota, Kowalczyk (67. Mouloungui), Stevanović, Mila, Ćwielong - Cetnarski.

Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Widzów: 6507.

Czy Piast Gliwice awansuje do europjeskich pucharów?