Ángel Pérez Garcia, trener Piasta Gliwice: Ludzie mówią, że wyglądam na Polaka [OBSZERNY WYWIAD]

11.09.2014 18:57
Angel Perez Garcia

Angel Perez Garcia (JAN KOWALSKI)

- Muszę się poważnie zastanowić, jak zagrać z Górnikiem Zabrze. Chodzi przecież o wybranie taktyki, dzięki której wyrządzimy Górnikowi jak największe szkody - podkreśla Ángel Pérez Garcia, trener Piasta Gliwice.
Po ostatnim zwycięstwie z Zawiszą Bydgoszcz nastroje w gliwickim klubie bardzo się poprawiły, Piast opuścił przecież strefę spadkową. Gliwiczanie pod wodzą hiszpańskiego trenera spokojnie przygotowują się do prestiżowego spotkania z lokalnym rywalem - Górnikiem.

Paweł Czado: Jak ocenia pan polską ligę? Tylko bez laurek, poproszę...

Ángel Pérez Garcia, trener Piasta Gliwice: Wydaje mi się, że jest... dobra. Charakterystyczne jest to, że technika ustępuje w niej sile. Polacy dzięki swej budowie fizycznej mają naturalne predyspozycje, żeby grać w tym stylu. Pod względem siły polska liga na pewno przewyższa wiele innych lig europejskich, choćby hiszpańską.

A pan wolałby żeby Piast grał bardziej siłowo czy bardziej technicznie?

- Chcemy wykorzystać dobre warunki fizyczne piłkarzy, ale jednocześnie chcemy wzmocnić ich możliwości technicznie. Przykład? Zastałem inne zachowania zawodników grających na boku niż choćby ich kolegów występujących na tych samych pozycjach w lidze hiszpańskiej.

Na czym polega różnica między nimi?

- Zawodnicy w Hiszpanii są nie tylko szybcy i świetnie wyszkoleni technicznie, nie tylko mają za zadanie wrzucić dobrą piłkę, ale są także od tego, żeby strzelać bramki. W Polsce takich zawodników brakuje, choć oczywiście nie jest to reguła. Dobrym przykładem w tym względzie jest Mak z Bełchatowa.

Piast gra obecnie systemem 4-4-2. W Polsce staje się modne ustawienie z trzema obrońcami. Niedługo mecz z Górnikiem Zabrze, który preferuje właśnie taki system. Będzie pan modyfikował ustawienie pod ten konkretny mecz, żeby czymś zaskoczyć rywala?

- Cóż, będę rozważał różne opcje. Chodzi przecież o wybranie taktyki, dzięki której wyrządzimy Górnikowi jak największe szkody.

Co jest ważniejsze: system czy ludzie? Kiedy przychodzi pan do nowego klubu, woli ustawiać ludzi pod ulubione ustawienie, czy raczej podejmuje pan decyzję w tym względzie dopiero po zapoznaniu się ze stanem i możliwościami piłkarzy, których pan zastał?

- Rzeczywiście lubię grać systemem 4-4-2 i taki stosuję w Piaście. Ale gdybym nie miał do tego odpowiednich ludzi, nie zdecydowałbym się tak grać. Muszę mieć zawodników.

W Polsce są trenerzy, którą powtarzają, że koncentrują się przede wszystkim na własnej drużynie. Czy pan postępuje podobnie, czy uważa, że rozpoznanie rywala jest bardzo ważnym czynnikiem pomagającym w odniesieniu zwycięstwa?

- Przyglądanie się przeciwnej drużynie jest bardzo ważne. Dobrze wiedzieć, jak wykorzystać ich słabe punkty, żeby dobrze uderzyć, i poznać ich mocne strony, żeby odpowiednio wzmocnić własny zespół.

Przykładem niech będzie mój pierwszy mecz w roli trenera Piasta - z Cracovią. Bardzo uważnie analizowałem grę zwłaszcza pomocników Danielewicza i Strausa - po to żeby zminimalizować ich zalety i zrobić wszystko, żeby Cracovia nie mogła ich odpowiednio wykorzystać. I to się udało.

Po analizach rywali przed meczem przygotowujemy własnych piłkarzy pod kątem pozycji, na których grają, i przekazujemy informacje o przeciwnikach, które muszą wiedzieć i na których muszą się skupić.

Podoba się panu Athletic Bilbao, którego siłę stanowią głównie zawodnicy lokalni, Baskowie. Czy chciałby pan, żeby Piast poszedł tą drogą? Czy już wkrótce, choćby w tym sezonie, zobaczymy na boisku w drużynie jakiegoś młodego nieznanego piłkarza z Gliwic lub okolic?

- Uważnie obserwujemy drużyny młodzieżowe, chcielibyśmy, że młodzi wyróżniający piłkarze zadebiutowali w pierwszej drużynie. Kiedy to się stanie, oczywiście nie wiem. Jesteśmy na etapie pracy nad tym. Paru interesujących młodych zawodników u Piaście jest. Piotr Kwaśniewski, Patryk Dziczek, Marek Jonda, Szymon Paskuda czy Sebastian Kubik [trener Garcia Perez trochę przekręca wymowę tych nazwisk, ale tylko trochę, - przyp. red.]. Mają możliwość trenowania z pierwszą drużyną, dzięki temu nabywają wzorce zachowań, umiejętności, które na pewno przydadzą im się w przyszłości.

Bramkarz Alberto Cifuentes początkowo prezentował się słabo, teraz już nie puszcza bramek. Niektórzy uważają jednak, że powinien bronić Jakub Szumski, bo jest młodzieżowym reprezentantem Polski. Co pan na to?

- Alberta bardzo dobrze znam jeszcze z Hiszpanii. Wielokrotnie był zawodnikiem, który puszczał najmniej goli w ligach, w których grał. Kiedy przyszedł do Piasta, cierpiał, bo drużyna nie była jeszcze skoordynowana, obrona nie funkcjonowała tak jak należy. Drużyna komunikuje się coraz lepiej, coraz lepiej Cifuentesowi współpracuje się z obrońcami i efekty widać. W ostatnich czterech ligowych meczach puścił tylko jednego gola.

Kuba Szumski bardzo dobrze współpracuje z Mateuszem Smudą, trenerem bramkarzy. Widzę, że z taką pracą, jaką wykonuje Kuba, ma szansę być w przyszłości pierwszym bramkarzem Piasta przez długie lata. "Szumi" ma już duże umiejętności i dużo się uczy - zarówno od Alberto, jak i Kuby Szmatuły.

W ostatnim meczu z Zawiszą Kamil Wilczek po golu podbiegł do ławki i cieszył się z panem. Czy to było dla pana ważne? Ostatnio przecież mieliście złą passę...

- W prasie pisało się, że mecz z Zawiszą to było dla mnie "być albo nie być", rodzaj ultimatum. To była reakcja na te sugestie. Nie tylko zresztą Kamila. Cieszyła się cała drużyna, czułem wsparcie wszystkich piłkarzy. Chcieli pokazać, że są razem ze mną, jestem im za to wdzięczny. Staram się respektować i szanować wszystkich zawodników, to jakby moja rodzina. Zachowanie się piłkarzy przy golu Kamila było dla mnie rodzajem informacji zwrotnej - że wszystko, co robię, sposób, w jaki prowadzę drużynę, jest OK. Uważam, że trener dla piłkarzy powinien być jak ojciec. Wspierać zawodników, doceniać ich, traktować z uczuciem. Oczywiście w razie potrzeby trzeba mieć twardą rękę, jasno zaznaczyć: "Nie w ten sposób nie działamy". Nie chodzi jednak o to, żeby wymuszać posłuch.

Wcześniej Tomasz Podgórski był bardzo ważnym piłkarzem Piasta. Miał mnóstwo kluczowych podań, strzelał gole. W sezonie 2012/13 - siedem bramek, w sezonie 2013/14 - jedna bramka. Teraz jest jakby gorzej. W obecnym sezonie jeszcze gola nie zdobył, ostatnio w meczach Piasta brakuje jego celnych dośrodkowań. Dlaczego tak się dzieje? Czy jest jakiś problem ze skutecznością Podgórskiego?

- (uśmiech) Nie. Piłkarze mają zawsze lepsze i słabsze momenty, lepsze i gorsze passy, lepsze i gorsze dni. Tomasz jest niezwykłym profesjonalistą, bardzo ciężko pracuje na treningach. Rzeczywiście, może teraz jest w gorszej formie, ale to bardzo ważny zawodnik w naszej drużynie. Jestem o niego spokojny. Wierzę w niego cały czas. Ufam, że wyjdzie z dołka jak najszybciej.

Z jakiego wyniku minimum Piasta będzie pan zadowolony?

- Dla takiej ekipy jak Piast Gliwice pierwszym celem jest nie spaść z ekstraklasy. Staram się nie myśleć o całości sezonu, staram się myśleć tylko o najbliższym meczu, tak jakby to najbliższe spotkanie było takim "małym finałem". Nie nastawiam się na przykład na to, że w pięciu najbliższych meczach mój zespół musi zdobyć tyle a tyle punktów, interesuje mnie tylko najbliższy pojedynczy mecz. Myślę, że większość trenerów na świecie ma takie podejście, najlepszy przykład to Diego Simeone z Atletico Madryt, który też jako były zawodnik chce przede wszystkim wygrać najbliższym mecz i przekazuje ten sposób myślenia swoim zawodnikom. Ja staram się robić to samo. Tego nauczyłem się podczas pracy z wieloma świetnymi trenerami, także jako zawodnik. Kiedy myślisz o wielu wątkach, najczęściej nie jesteś w stanie dobrze skupić się na jednym.

Porusza pan wątek hiszpański, porozmawiajmy o Hiszpanii. Kilka lat był pan obrońcą w Realu Madryt, ale przecież zaczynał pan jako skrzydłowy, ma pan zresztą posturę skrzydłowego. Czy po latach nie żałuje pan, że na tym skrzydle nie został?

- Nie. W życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko dzieje się "po coś". Do Realu rzeczywiście przyszedłem jako skrzydłowy i na tej pozycji występowałem w młodzieżowej drużynie. Pewnego dnia zawołał mnie trener i oznajmił, że muszę zastąpić lewego obrońcę Garcię Corteza, który miał wypadek i złamał nos. W efekcie zwolniło się miejsce. Choć byłem ofensywnym piłkarzem, musiałem zaadaptować się do tej pozycji i zaakceptować wybór trenera. Na obronie grałem już zresztą do końca kariery. Jako lewy obrońca miałem w karierze dobre momenty.

Na przykład?

- W półfinale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1980 roku graliśmy w Madrycie z Hamburger SV. Trener powiedział mi, że muszę przykryć jednego z najlepszych zawodników u rywali, ich gwiazdę - Kevina Keegana [najlepszego piłkarza Europy w 1979 i 1980 roku - przyp. red.]. Wiedziałem, że to ważny moment. Albo będę triumfował, albo poniosę całkowitą klęskę. W Realu nauczyli mnie rzetelności, nauczyli, że liczy się przede wszystkim zwycięstwo. Duża presja i mało miejsca na błąd. Byłem jednak zdeterminowany, starałem się, żeby Keegan nawet piłki nie kopnął i... dobrze mi poszło [Real wygrał 2:0 - przyp. red.]. Po latach czytałem, że moja gra w tym meczu została oceniona przez znawców jako jedno z trzech najlepszych występów w roli "plastra" w historii futbolu. To dla mnie wyróżnienie, innym wysoko ocenionym występem indywidualnym była choćby gra Claudio Gentile przeciw Diego Maradonie na mundialu w 1982 roku.

Trochę czasu już w Polsce pan spędził. Jak wrażenia?

- Nie jestem pierwszy raz w Polsce. Jakieś osiem lat temu byłem z oldbojami Realu Madryt. Byłem już w Warszawie i Krakowie, to wspaniałe miasta, wielkie wrażenie zrobił na mnie obóz w Auschwitz. Niedawno byłem w kopalni soli w Wieliczce, to niezwykłe, rewelacyjne miejsce. A w Gliwicach byłem na wieży kościelnej w centrum, skąd roztacza się wspaniała panorama. Podobało mi się.

Ludzie? W Gliwicach czuję ich wsparcie. Na ulicy, podchodzą, są ciekawi, czasem gratulują. Czuję wsparcie kibiców. Zaimponowali mi już w pierwszym meczu z moim udziałem - jeszcze w zeszłym sezonie z Cracovią. Widać, że są bardzo za klubem.

Mam w Polsce też przyjaciela, jednego z najlepszych. Ma na imię Paweł, ożenił się z Hiszpanką. Najpierw moja żona poznała go na stadionie w Gliwicach, podczas meczu. Polubiliśmy się, zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Świetny facet.

Nie wygląda pan na typowego Hiszpana. Przecież Hiszpanie to bruneci.

- Wiem, wiem... (śmiech). Często to słyszę. Ludzie mówią, że wyglądam na Polaka. U mnie to rodzinne. Moja mama też jest blondynką z niebieskimi oczami.

współpraca: Bartosz Otorowski



Ramka

Ángel Pérez Garcia

ur. 16.10.1957 w Madrycie

Kluby (jako zawodnik):

Real Madryt (1979-81), Real Murcia (1981-82, 1985-91), Elche (1982-85). Młodzieżowy reprezentant Hiszpanii

Kluby (jako trener):

Almeria B (2004-05), Sangonera Atletico (2007-09), Atletico Ciudiad (2009-10), Ittihad El-Shorta (Egipt, 2011-12), New Radiant (Malediwy, 2014), Piast Gliwice (2014-?)

Komentarze (4)
Ángel Pérez Garcia, trener Piasta Gliwice: Ludzie mówią, że wyglądam na Polaka [OBSZERNY WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2017/18

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Legia Warszawa 20 38 28-19 12 2 6
2 Górnik Zabrze 20 36 40-28 10 6 4
3 Jagiellonia Białystok 20 36 29-23 10 6 4
4 Lech Poznań 20 33 27-15 8 9 3
5 Arka Gdynia 20 31 26-19 8 7 5
6 Wisła Kraków 20 31 29-24 9 4 7
7 Korona Kielce 20 30 31-27 8 6 6
8 Zagłębie Lubin 20 29 29-23 7 8 5
9 Wisła Płock 20 27 24-27 8 3 9
10 Lechia Gdańsk 20 24 28-31 6 6 8
11 Śląsk Wrocław 20 24 25-31 6 6 8
12 Bruk-Bet Termalica 20 21 22-30 5 6 9
13 Sandecja 20 20 18-28 4 8 8
14 Cracovia Kraków 20 19 24-32 4 7 9
15 Piast Gliwice 20 19 21-30 4 7 9
16 Pogoń Szczecin 20 14 20-34 3 5 12

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa