Piast Gliwice stłamsił po przerwie osłabionego rywala z Bełchatowa [ZDJĘCIA]

Piast Gliwice znalazł się w poważnych tarapatach, gdy stracił gola na początku spotkania z GKS-em Bełchatów, a potem nie potrafił znaleźć sposobu na pokonanie rewelacyjnie broniącego Emilijusa Zubasa. Zdecydowane ataki pozwoliły mu jednak rozbić w pył defensywę rywali i wygrać 3:1.


Przed meczem z obozu Piasta nadchodziły dość niepokojące sygnały dotyczące stanu zdrowia gliwickich piłkarzy. Wirus rozłożył kilku czołowych zawodników i istniała poważna groźba, że Piast przystąpi do spotkania zdziesiątkowany. Najbardziej bolesna byłaby z pewnością strata Kamila Wilczka, ale najlepszy snajper zespołu ostatecznie zagrał. Trener Angel Perez Garcia i tak nie miał pełnego pola manewru. Ze składu wypadł lewy obrońca Piotr Brożek i musiał go zastąpić debiutujący w lidze Paweł Moskwik. Z kolei Łukasza Hanzela, dla którego w protokole meczowym znalazło się miejsce na rezerwie, w ostatniej chwili trzeba było wykreślić, bo dostał wysokiej gorączki.

Problemy kadrowe dopadły Piasta w fatalnym momencie. Gliwiczanie rozpoczęli przecież rundę wiosenną od porażki w Chorzowie i w meczu z GKS-em bardzo chcieli zapunktować, aby zachować realne szanse na awans do czołowej ósemki ligi.

Spotkanie rozpoczęło się jednak dla nich źle. Nastawieni na kontry goście szybko objęli prowadzenie. Po szybkim wypadzie gola strzelił dla nich Arkadiusz Piech. Do kogo można było mieć pretensje o utratę gola? Do żadnego z graczy Piasta! Piech strzelił bowiem bramkę z ewidentnego spalonego i nie powinna ona zostać uznana. Szczęście sprzyjało bełchatowianom, ale... tylko przez chwilę. Kłopotów narobili sobie na własne życzenie. Stoper Błażej Telichowski brutalnie zaatakował Tomasza Podgórskiego i obejrzał za to czerwoną kartkę.

Grający z przewagą zawodnika Piast starał się szybko doprowadzić do wyrównania, ale z jego przewagi niewiele wynikało. W bramce GKS-u rewelacyjnie spisywał się Emilijus Zubas, który zatrzymał kilka groźnych uderzeń. A kiedy Litwin nie miał szans na skuteczną interwencję, wyręczali go koledzy z obrony, którzy wybijali piłkę zmierzającą do pustej bramki.

Gdy na początku drugiej połowy Zubas obronił uderzenie Rubena Jurado z kilku metrów, wydawało się, że pokonanie go tego dnia jest po prostu niemożliwe. Okazało się jednak, że dobra passa Litwina właśnie się kończy.

Jako pierwszy sposób na niego znalazł Wilczek. Napastnik Piasta skorzystał ze swojej najgroźniejszej broni i pięknym uderzeniem głową skierował piłkę do bramki. Po chwili gospodarze już prowadzili. Tym razem gola strzelił Gerard Badia, wykorzystując błąd Zubasa, który źle wypiąstkował piłkę.

Gra Piasta z każdą minutą nabierała coraz większego polotu i stwarzanie sytuacji bramkowych przychodziło mu bardzo łatwo. Gości dobił w końcówce Tomasz Podgórski. Rozgrywający setny mecz w ekstraklasie kapitan gliwickiego zespołu ładnym uderzeniem zdobył trzeciego gola i ustalił wynik meczu.

Więcej o: