Sport.pl

Chorobliwa ambicja rywala pomogła wygrać Polonii [ZDJĘCIA]

Skuteczność i determinacja bytomskich zawodników to mogło okazać się za mało, żeby ograć Sandecję. Z pomocą pośpieszył jednak obrońca drużyny z Nowego Sącza.
Działacze bytomskiego klubu budując drużynę, która wiosną ma walczyć o utrzymanie w pierwszej lidze kierowali się zasadą, że zespół ma być tańszy od tego, który trwonił punkty w pierwszej rundzie, ale jednocześnie bardziej skuteczny. To, co pozoru wydaje się nielogiczne, na piłkarskich boiskach sprawdziło się już nie raz.

Sandecja to nie jest rywal, który przyprawia o drżenie łydek. Bytomianie wygrali w tym sezonie tylko jeden wyjazdowy mecz i było to właśnie spotkanie w Nowym Sączu.

Na własnym boisku Polonia budowała przewagę powoli, ale skutecznie. Najmocniej zapracował na to Martin Baran. 24-letni Słowak miał wymarzony debiut w barwach śląskiego pierwszoligowca. Działacze ściągnęli go do Bytomia przede wszystkim po to, żeby utrudniał życie napastnikom przeciwników. Zawodnik z Preszowa pokazał jednak, że można na niego liczyć także w ataku. Uderzenie głową po rzucie rożnym i dograniu Przemysława Szkatuły było pierwszej klasy.

Na przerwę Polonia mogła zejść prowadząc dwoma bramkami, ale po dobrym podaniu z głębi pola precyzji zabrakło Przemysławowi Trytce. Po zmarnowanej okazji najdłużej chodził zły Daniel Mąka, który był przekonany, że gdyby Trytko zostawił mu piłkę to gol byłby pewny.

Mąka dopiął swego w drugiej połowie. Akcja rozpoczęła się od błędu Sebastiana Fechnera. Obrońca Sandecji z takim zapałem walczył o to, żeby piłka nie wyszła na aut, że gdy już mu się to udało to wystartowało do niej trzech zawodników Polonii wyprowadzając szybką i skuteczną kontrę. Podciągnął Szkatuła, który podał do Hermesa, ten z kolei wyłożył piłkę Mące niemal przed pustą bramką. Zrozpaczony Fechner długo trzymał się potem za głowę.

Kosztowny błąd przytrafił się zawodnikowi Sandecji w fatalnym momencie. Goście mieli wtedy przewagę - zamykali bytomian w ich polu karnym, groźnie strzelali.

Zawodnicy z Nowego Sącza nie zwiesili głów i zaatakowali jeszcze raz. Gola zdobyli po rzucie karnym podyktowanym za faul Piotra Kulpaki na Piotrze Kosiorowskim. Z bramką Arkadiusza Aleksandra było trochę zamieszania. Marcin Cabaj odbił piłkę po uderzeniu z jedenastu metrów na poprzeczkę i dopiero dobitka okazała się skuteczna. Bytomianie protestowali uważając, że rywale za szybko wbiegli w pole karne. To jednak nie miało znaczenia, gdyż to sam strzelec dobijał piłkę.

To nie był koniec problemów w Polonii, gdyż pięć minut później bytomianie grali już w dziesiątkę. Po drugiej żółtej kartce sędzia odesłał do szatni Wojciecha Wilczyńskiego.

Na szczęście Ślązacy bronili się skutecznie. Nie zawiódł też Cabaj i Polonia zrobiła krok w stronę utrzymania się w pierwszej lidze.

Polonia Bytom - Sandecja Nowy Sącz 2:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Baran (17.), 2:0 Mąka (59.), 2:1 Aleksander (75.)

Polonia: Cabaj - Wilczyński Ż CZ (81.), Baran, Kulpaka, Szkatuła (76. Białkowski) - Michalak, Alancewicz (79. Maliszewski), Hermes, Kobylik, Mąka Ż - Trytko Ż (56. Paulista Ż).

Sandecja: Bieszczad - Fechner, Zlatohlavy Ż, Fröhlich, Woźniak Ż - Majkowski (84. Niechciał), Petran (46. Trochim Ż), Gawęcki, Burkhardt (73. Wiśniewski), Kosiorowski - Aleksander.

Sędzia: Michał Mularczyk (Skierniewice).

Widzów: 3 tys.

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Więcej o: