Trzeciak nie zgadza się z prezesem Polonii Bytom. "Jeżeli nie zmieni zdania, to będzie mi przykro"

- Polonia Bytom musi odzyskać swój prestiż i szacunek. Inaczej będzie tak, że dzwonię do chłopaka z czwartej ligi, a on mówi "Nie. W Polonii to ja nie zagram" - mówi trener Jacek Trzeciak.
Polonia Bytom przegrała w środę sparing z drugoligowym Zagłębiem Sosnowiec (0:1). Marnie to wyglądało i trudno mieć nadzieję, że w tym składzie bytomianie mają jakiekolwiek szanse na zwycięstwa w pierwszej lidze. Trener Jacek Trzeciak nie traci jednak nadziei.

Wojciech Todur: Wynik lepszy niż gra?

Jacek Trzeciak: Tak? No nie najlepiej się zaprezentowaliśmy, i to w drugim sparingu. Trudno o jakieś miarodajne oceny, gdyż jednak poszczególne drużyny są na różnym etapie przygotowań do sezonu. Takie sparingi też jednak są dla mnie bardzo cenne. Utwierdzają mnie w pewnych przemyśleniach. Innym razem rozwiewają wątpliwości.

I w czym pana utwierdził mecz z Zagłębiem?

- Że mam dziś do dyspozycji zawodników, z których nie wszyscy dadzą sobie radę w pierwszej lidze. Ta klasa rozgrywkowa będzie im ciążyć. Dla nich to za wysoko. Czy będą lepsi na ich miejsce? Prawdopodobnie nie. Będziemy musieli sami takich wyszkolić. 

Nowy prezes Polonii już mówi o budowie drużyny na drugą ligę.

- Nie wiem, co mówi prezes, ale ja do tego podchodzę inaczej. Dopóki piłka w grze, to będę walczył. Jeżeli prezes nie zmieni zdania, to będzie mi przykro. Piłka nauczyła mnie wielu rzeczy. Szacunku, pokory, pracowitości. Ale też zawziętości. Ja nie odpuszczam. 

Paweł Alancewicz, Martin Baran, Paweł Gamla, Juraj Balaz i jeszcze kilku innych piłkarzy, którzy grali w Polonii jesienią, już w jej barwach nie zobaczymy. 

- Zgadza się, ale też nie ma co się nad tym rozwodzić. Z niewolnika nie będzie pracownika. Jeżeli ktoś na chama przekonuje, że jeżeli zostanie, to będzie siedział na chorobowym, to ja takiego zawodnika nie potrzebuję. Wolę postawić na ludzi, którzy mają mniejsze umiejętności, ale zostawią na boisku zdrowie i serce. Charakter najważniejszy.

Miasto zapowiada, że oddłuży klub. Będą też pieniądze na transfery?

- Mam możliwość, żeby rozmawiać z nowymi zawodnikami. Ostatnio odbyłem takich rozmów pewnie z kilkanaście. Problem leży jednak gdzie indziej. Polonia musi odzyskać swój prestiż i szacunek. Inaczej będzie tak, że dzwonię do chłopaka z czwartej ligi, a on mówi "Nie. W Polonii to ja nie zagram". Tak to teraz wygląda.

Jak to zmienić?

- Pracą. To nie jest łatwe, ale musimy odbudować nasz prestiż. Niech w Polonii będą małe pieniądze, ale będą na czas. Tak, żeby piłkarze i sztab szkoleniowy mogli skoncentrować się na tym, co naprawdę ważne. A tak 70 procent czasu poświęcam na przekonywanie piłkarzy, żeby od nas nie odchodzili, bo będzie lepiej.

Wiele lat jest pan w Polonii. Było kiedyś równie źle?

- Nie powiem, że dobiliśmy do dna, ale doszliśmy do ściany. I dobrze, bo dalej przepchnąć się już nie damy. Spychacz napiera, ale my oparliśmy się o tę ścianę i będziemy pchać w drugą stronę.

Więcej o: