Kazimierz Trampisz, legenda Polonii Bytom, nie żyje

Słynny piłkarz Polonii Bytom zmarł 12 sierpnia 2014 roku. Miał 85 lat
Trampisz był dla Polonii tym, kim dla Ruchu Gerard Cieślik, a dla Górnika Ernest Pohl. Można go było przez wiele lat spotkać na prawie każdym meczu bytomskiego klubu.

Zdobył dla niej 84 bramki i dwukrotnie był w jej barwach mistrzem Polski (1954, 62).

Trampisz pochodził ze Stanisławowa, był reprezentantem Polski, grał na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku.

Po zakończeniu kariery zawodniczej zajął się trenowaniem. Trenował piłkarzy m.in. Polonii Bytom, GKS-u Katowice, Stali Rzeszów, Zagłębia Sosnowiec, Hutnika Kraków, GKS-u Jastrzębie, Poloneza Warszawa, AKS-u Chorzów i Przeboju Wolbrom. Był absolwentem Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

Kazimierz Trampisz i jego legenda z opuszczeniem spodenek na meczu

W obszernej rozmowie z Pawłem Czado w 2009 roku wspominał w "Wyborczej":

- W 1952 r. w Warszawie przegraliśmy z Węgrami 1:5. Panie, co to była za drużyna... To był wyjątkowy zbieg okoliczności, żeby tylu asów urodziło się w jednym miejscu i czasie. Oni byli niesamowici, byli wspaniali. Właśnie wtedy pierwszy raz w życiu założył mi ktoś siatkę. To był Ferenc Puskas. Biegł na mnie z piłką, a ja się zastanawiałem, w którą stroną będzie chciał mnie kiwnąć... Stałem szeroko na nogach, chcąc zareagować na zwód, a on mi puścił piłkę między nogami... To się zdarzyło w strefie środkowej, przy aucie. Pech, bo akurat przed trybuną honorową. Pamiętam, że nam ciągle powtarzali, że Puskas to prawdziwy wzór sportowca, bo w dniu meczu odbywał się w Budapeszcie pogrzeb jego ojca, a on mimo to przyjechał i zagrał.

O swojej najpiękniejszej strzelonej bramce opowiadał tak:

- W reprezentacji strzeliłem ją w 1954 r. w Warszawie w meczu z Bułgarią. Właściwie zdobyłem wtedy dwie bramki. Pierwszą przy stanie 0:2 wypracował mi Leszek Jezierski, który grał na prawej obronie. Strzeliłem w prawy róg, piłka odbiła się jeszcze od słupka. Ale ta druga bramka, wyrównująca, to było coś! Jako prawy łącznik prawą nogę miałem lepszą. Akurat wtedy pociągnąłem z lewej z 25 m i piłka wpadła w same widły! W Polonii strzeliłem kiedyś gola Marymontowi prawie z zerowego kąta pod poprzeczkę. Bramkarz nie zdążył się nawet ruszyć.