Prawie cały Bytom kibicuje dzielnym polonistom

Trener Jurij Szatałow i prezes Damian Bartyla może jeszcze nie są idolami całego miasta, ale sportowy Bytom z całą pewnością docenia ich osiągnięcia w Polonii.
Nawet sceptyczny wobec futbolu Józef Wiśniewski, prezes dżudoków Czarnych Bytom, nabrał szacunku do Polonii. Od razu zresztą przypomina: - Nigdy nie byłem przeciwny Polonii, ani zazdrosny o jej sukcesy. Co najmniej z dwóch powodów. Podobnie jak klub mam lwowskie korzenie, a moja żona trenowała w Polonii sprinty.

Wiśniewski bez namysłu wskazuje na dwie istotne przyczyny sukcesów zespołu z sąsiedniej ulicy: - Niesamowita pasja prezesa Bartyli oraz ambicja piłkarzy.

- Trafne transfery i świetna robota trenera Szatałowa - dorzuca Andrzej Kajzer, prezes Szombierek. Losy dwóch najważniejszych bytomskich drużyn piłkarskich splatają się od wielu lat. Kiedy w 1980 roku Szombierki zdobywały jedyne w swojej historii mistrzostwo kraju, Polonia właśnie spadała do drugiej ligi. W latach 90. doszło do krótkotrwałej fuzji obu klubów. Teraz Szombierki grają w klasie okręgowej. I mają własne problemy. - Pozyskaliśmy aż dziewięciu nowych piłkarzy, zanim to się w drużynie wszystko poukłada, minie trochę czasu - mówi Kajzer.

Relacje między działaczami obu klubów są poprawne, mimo że poloniści do niedawna podbierali Szombierkom co zdolniejszych trampkarzy. - To się skończy, bo otworzyliśmy w szkołach swoje klasy sportowe - łagodzi Kajzer. Gorzej z kibicami. Prezesowi za każdym razem jest wstyd, gdy w swojej dzielnicy widzi na murach domów antypolonijne napisy.

Kajzer dostał od prezesa Bartyli karnet na mecze Polonii. Na razie z niego nie skorzystał.

- Oprócz Szombierek jest jeszcze rodzina. Jakby w weekend żona usłyszała, że idę na Polonię, to by się w głowę popukała. Ale wybiorę się, warto oglądać jej mecze - obiecuje. Wiśniewski z Czarnych też jeszcze nie widział w tym sezonie polonistów. - Rzadko chodzę na mecze. Jak Polonia gromiła Piasta, byłem akurat w Gdańsku na Pucharze Polski w dżudo - usprawiedliwia się.

Najmłodszym klubem piłkarskim w mieście jest powstała w zeszłym roku Nadzieja Bytom. Poprzedni sezon B-klasy zakończyła na 14. miejscu (w debiucie 0:13 z Olimpią Boruszowice), w obecnym zajmuje już miejsce szóste.

90 procent zawodników Nadziei kibicuje Polonii. - Mamy nawet takie same barwy, niebiesko-czerwone. No ale nie jesteśmy dla niej partnerem. Dzieli nas jednak te sześć klas rozgrywkowych - uśmiecha się Tomasz Krawczyk, trener i wiceprezes Czarnych.

- Prezes Bartyla wie chociaż o waszym istnieniu? - prowokuję działacza Nadziei.

- Bardzo dobrze wie, że jest taki klub. Choćby dlatego, że trenujemy na bocznym boisku przy Olimpijskiej i korzystamy z dawnej szatni Polonii w budynku klubowym - mówi Krawczyk, który z domu na stadion Polonii ma pięć minut. Na mecze jednak nie chodzi, bo trzeba zajmować się drużyną. A karnetu Nadzieja nie dostała.

Marcin Griner, sekretarz ŁKS-u Łagiewniki, lidera B-klasy, jest za to na każdym spotkaniu Polonii. To dlatego, że pisze relacje dla jednej z agencji.

Krawczyk i Griner są zgodni, że za sukcesami Polonii stoi przede wszystkim praca Szatałowa oraz ambitni, tworzący zgrany kolektyw, piłkarze.

Bytomskie Łagiewniki to niebieska dzielnica, większość mieszkańców kibicuje Ruchowi Chorzów. Nawet główną atrakcją jubileuszu 90-lecia klubu będzie mecz z oldbojami Ruchu. Ale polonijny akcent znajdzie się i tutaj. Klubowy masażysta ŁKS-u Tomasz Nowak rozegrał 250 ligowych meczów w barwach Polonii.

- W ŁKS-ie staramy się naśladować Polonię i też szukamy zawodników, którzy chcą coś w sporcie osiągnąć - mówi Griner. W Łagiewnikach na współpracę klubów jednak specjalnie nie liczą. - Sami sobie musimy poradzić - podkreśla sekretarz ŁKS-u.

Bytomska rewelacja - czytaj tutaj »