Prezes Polonii: Smolarek był za drogi

Szef bytomskiego klubu Damian Bartyla potwierdza sensacyjną wiadomość o tym, że Polonia chciała zatrudnić jednego z najlepszych i najbardziej znanych polskich piłkarzy. Z transferu jednak nic nie wyszło, bo żądania finansowe zawodnika były dla Polonii zbyt wygórowane
Maciej Blaut: Skąd szalony pomysł na zatrudnienie Smolarka?

Damian Bartyla: Gdy nasi napastnicy Grzegorz Podstawek i Michał Zieliński doznali niedawno kontuzji, uznaliśmy, że byłoby warto ściągnąć kogoś na tę pozycję. Dlaczego akurat Smolarek? Bo był wolny (śmiech). Tak naprawdę, gdy jeden z kolegów rzucił taki pomysł, to my sami się uśmiechnęliśmy. W końcu pomyśleliśmy jednak, że nic nie szkodzi zadzwonić do piłkarza i zapytać, czy nie chciałby u nas grać. W końcu od kilku miesięcy nie miał szansy na regularne występy i w Polonii mógłby odbudować formę.

Nie rozśmieszyła go ta oferta?

- Absolutnie nie. Nazwa Polonia na pewno go nie przestraszyła. Byliśmy tym nawet bardzo pozytywnie zaskoczeni. Smolarek zachował się jak profesjonalista, proponując nam spotkanie ze swoim menedżerem.

Negocjacje zakończyły się wyjątkowo szybko.

- Chcieliśmy podpisać umowę do czerwca przyszłego roku. Okazało się jednak, że poprzeczka finansowa jest dla nas postawiona zbyt wysoko. Pewnie, że chcielibyśmy mieć Smolarka w składzie, ale nie ma co żyć marzeniami. Jeszcze nie jesteśmy na tym etapie rozwoju klubu.

Nie dało się załatwić sponsora, który pokryłby kontrakt piłkarza?

- Rozważaliśmy taką opcję, ale mieliśmy przecież mało czasu na znalezienie kogoś takiego. Z drugiej strony uznaliśmy, że stworzenie komina płacowego nie ma sensu. To mogłoby przecież tylko zaszkodzić znakomitej atmosferze w naszej drużynie.

A może tylko posłużyliście się Smolarkiem, aby było o Was głośno?

- Zaprzeczam. Zawsze staramy się zachować sprawy transferowe w najgłębszej tajemnicy. Nie wiem, jak to się stało, że sprawa ze Smolarkiem wyszła na światło dzienne... Innych pomysłów w tym stylu już nie mamy.