Polonia wygrała dzięki samobójowi Polczaka

Bytomianie poradzili sobie z kolejnym rywalem. W piątek zagrają u siebie z Ruchem o wicelidera!
O ile poloniści mogą tylko pomarzyć o wielkich nazwiskach w składzie, o tyle Cracovia ma w każdej formacji byłego lub aktualnego reprezentanta kraju. Obrońca Piotr Polczak, rozgrywający Michał Goliński i Radosław Matusiak na szpicy zupełnie zawodzą. Dwóch ostatnich w trybie pilnym ściągał do klubu właśnie trener Orest Lenczyk. Do tej pory się nie spłacili. Goliński obudził się tylko raz, gdy ładnym podaniem uruchomił Mariusza Sachę i Cracovia prowadziła na Stadionie Ludowym w Sosnowcu. Ale bardzo krótko, bo po stałym fragmencie wyrównał Grzegorz Podstawek.

- Kto miał go kryć? Polczak, reprezentant Polski - zauważył Lenczyk. Pech nie omija stopera, bo tydzień wcześniej zawinił w spotkaniu kadry z Czechami. Wówczas klubowy szkoleniowiec bronił piłkarza, a jego sytuację określił jako "amerykańskie rodeo". W 83. min obrońca spadł jednak z byka drugi raz, gdy strzelił samobójczego gola. - Nie wiem, czy to niefrasobliwość, czy może brak umiejętności - pieklił się Lenczyk.

Zdołowany Polczak nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. - Strzeliłem samobója. Takie jest życie - rzucił tylko. Równie zamknięty w sobie jest Matusiak, który nie przypomina nawet cienia siebie sprzed lat. Kilka razy urwał się obrońcom Polonii, dwukrotnie zagrał sprytnie piętą, oddał jeden celny strzał. Zatrzymał go Piotr Kulpaka, debiutant w ekstraklasie. - Trener uczulał mnie na Matusiaka. Nie było jednak widać, że to był reprezentant Polski. Nazwiska nie grają - podsumował 25-letni obrońca Polonii.

Po meczu trener Polonii Jurij Szatałow powiedział: - Mecz był wyrównany, a obie drużyny stworzyły po kilka sytuacji podbramkowych. Dziś byliśmy lepsi o bramkę. Kiepsko się gra przy pustych trybunach.