Kazimierz Trampisz, legenda Polonii: Z Ruchem żyliśmy najlepiej

- W Gerardzie Cieśliku - piłkarzu, to ja byłem zakochany. Boże święty, to był jeden z najlepszych zawodników! Serce się radowało, jak człowiek patrzył na jego grę. Taki był szybki, zgrabny, zwrotny i bramkostrzelny - wspomina Kazimierz Trampisz.
80-letni dziś Trampisz był jednym z trzech piłkarzy, którzy z Polonią dwukrotnie sięgnęli po mistrzostwo Polski. W Bytomiu pracował także jako trener. Można go spotkać na każdym meczu ligowym polonistów. - W piątek na spotkaniu z Ruchem Chorzów też będę - obiecuje.

Maciej Blaut: Najwięksi optymiści wierzą, że wygrana z Ruchem może oznaczać dla Polonii szansę włączenia się do walki o mistrzostwo Polski.

Kazimierz Trampisz: Kibice ostatnio do mnie podchodzą i mówią "Panie Kaziu, gonimy Wisłę Kraków". Szybko się zapomina, że jeszcze niedawno byliśmy na czerwonym miejscu w tabeli. Fajnie, że się z tego wygrzebaliśmy, ale nie mówmy od razu "hurra". Pewno nas jeszcze spotka jakaś gorsza seria. Teraz jesteśmy wyżej od Lecha czy Legii, ale przecież oni mają kupę pieniędzy i lepszych zawodników. Grunt, żebyśmy nie spadli. A Ruch? Chyba mają silniejszy skład z tym Niedzielanem, ale z nami też nie jest źle. Chciałbym tylko, żeby w piątek sędzia miał swój dobry dzień. A z wynikiem to nigdy nie wiadomo, jak będzie.

Wyróżnił Pan Andrzeja Niedzielana z Ruchu. W Polonii też wyrastają jakieś gwiazdy?

- Staram się zwykle nikogo nie wyróżniać. Jeszcze bym zrobił krzywdę innym zawodnikom. Przecież na gwiazdy pracuje cały zespół. Za moich czasów zawsze byłem zażenowany, gdy po strzeleniu przeze mnie bramki do szatni wlatywał jakiś kibic i mówił, że za tego gola mam od niego czekoladę. Nie mogłem jej wtedy schować do kieszeni, tylko się ją łamało i częstowało wszystkich, bo wspólnie zapracowaliśmy na wygraną. Pewnie, że mogę z obecnego składu pochwalić Grzegorza Podstawka czy Michała Zielińskiego. Jak ten Podstawek główką strzela, to aż się chce bić brawo. No, ale przecież od tego jest na boisku, a w tyłach ktoś haruje jak wół na niego.

Jak Pan wspomina rywalizację Polonii z Ruchem?

- Ruch był dla nas zawsze groźnym przeciwnikiem. Nigdy nie można było być pewnym wyniku. O Ruchu i jego słynnych graczach: Wilimowskim, Wodarzu czy Peterku słyszałem jeszcze jako mały chłopak. Potem, już za naszych czasów, mecze Polonii z Ruchem były zwykle pojedynkami na szczycie. Świetny mieli skład: Wyrobek, Suszczyk, Alszer

i Cieślik.

-. W Gerardzie Ciesliku - piłkarzu, to ja byłem zakochany. Boże święty, to był jeden z najlepszych zawodników! Serce się radowało, jak człowiek patrzył na jego grę. Taki był szybki, zgrabny, zwrotny i bramkostrzelny. Trochę się z nim w reprezentacji przecież nagrałem. Pamiętam, że jak przyjeżdżaliśmy na kadrę, to krakusi ciągle mówili o jakimś Gienku. Oglądałem się wtedy na wszystkie strony i zastanawiałem, o jakiego Gienka chodzi. Dopiero wtedy mi wytłumaczyli, że mówią tak do Cieślika, bo imię Gerard brzmi za bardzo po niemiecku.

Cieślik narzeka, że z najstarszego pokolenia piłkarzy niebieskich został już sam. W Polonii klub seniora działa prężnie.

- Klub nam dał pomieszczenie na ul. Kolejowej i codziennie możemy się tam spotykać. A teraz prezes Damian Bartyla jeszcze zrobił kawiarnię na stadionie. Można tam pójść po meczu i dostać drinka czy kawę. Potem nas jeszcze samochodem odwożą do domu. Prezes powiedział, że głowę urwie temu, kto by nas na nogach puścił. Jest nam bardzo przyjemnie, że jesteśmy tak honorowani. Nie przy wszystkich prezesach tak było. Niektórzy to nie wiedzieli nawet, kto to jest Trampisz czy Liberda.

W 1954 roku, dzięki wpadce niebieskich, sięgnęliście po pierwszy tytuł mistrzów Polski.

- Na koniec sezonu Ruch grał zaległy mecz z Gwardią Warszawa. Jeśli by wygrali, zostaliby mistrzem. Na stadionie mieli przygotowaną orkiestrę i kwiaty, bo przecież wydawało się, że nie ma siły, aby nie wygrali. My już byliśmy po sezonie i graliśmy towarzysko w Miechowicach. Po spotkaniu przybiegł jakiś kibic i powiedział, że Ruch tylko zremisował. Na początku ciężko było uwierzyć w to, że to jednak my jesteśmy mistrzami. Czy cieszyliśmy się z wpadki z Ruchu? A kto by się nie cieszył z mistrzostwa Polski? To nie nasza wina, że Ruch nie potrafił wygrać.

Jak to się stało, że dwa lata wcześniej w finałowym meczu mistrzostw przegraliście aż 0:7?

- Nie przypominam sobie wszystkich szczegółów. Nie umniejszam sukcesu Ruchu, bo strzelić siedem bramek trzeba przecież umieć. Wiem, że dokuczały nam kontuzje. W drugiej połowie tego spotkania ja sam kulałem z powodu kostki. W rewanżu już nie zagrałem. W drużynie, która nas tak wysoko pokonała, grał świetny stoper Ewald Cebula. Nie był może szybki, ale miał znakomitą intuicję i trudno go było przejść. Po latach, jak pracowaliśmy razem w GKS-ie Katowice, to ciągle za mną chodził i pytał, czy ja pamiętam ten mecz. "Kaziu, ja cię wtedy kryłem i gola nie strzeliłeś" - mówił. Ja mu na to odpowiadałem, że skoro było 0:7, to przecież nie mogłem strzelić. Taką porażkę się pamiętało. Przegrać to jest cholerne przeżycie Pamiętam też, jak przegraliśmy z Ruchem 0:4. Przyjechaliśmy na mecz prosto ze zgrupowania w Jelitkowie. Mieszkaliśmy wtedy na plaży i na boisko w Sopocie szliśmy wzdłuż morza. Upał jak nie wiem co, a sporo kilometrów trzeba było iść. Jak już docieraliśmy na miejsce i trener kazał buty ubierać, to nam ciężko było nawet wstać. W efekcie byliśmy zupełnie nieprzygotowani i Ruch nam potem czwórkę klupnął. Cieślik woził się z naszymi tyłami, jak tylko chciał. Gazety pisały wtedy "Zgrupowanie Polonii Bytom - kobiety, wino i śpiew". Wszystko przez to, że nad morzem występowała wtedy piękna Kalina Jędrusik.

W 1964 roku Polonia wzięła jednak srogi rewanż na Ruchu.

- Koledzy wygrali 8:0. Ja byłem już wtedy w Stali Rzeszów. Jak tylko przyjechałem do Bytomia, to klepnąłem piątkę z Jasiem Liberdą i powiedziałem, że wreszcie się zrewanżowali. Mściwy czy zazdrosny nie jestem, ale żałuję, że w tym meczu nie grałem.

Jakie były relacje między piłkarzami z Bytomia i Chorzowa?

- Bardzo się ceniliśmy. Spośród lokalnych drużyn najlepiej żyliśmy właśnie z Ruchem. Nieraz spotykaliśmy się na zgrupowaniach i zapraszało się wzajemnie na wieczorki. Radia i telewizji nie mieliśmy, więc sami musieliśmy się bawić. Robiło się różne skecze czy teatry. Potem oba kluby zdominował Górnik Zabrze. Ale teraz znów Polonia i Ruch są u góry tabeli.