Sernik i makrela. Nowe porządki w Polonii Bytom

- Jak ktoś jest przyzwyczajony do jedzenia kiełbas i pizzy, to pewnego poziomu nie przeskoczy - uważa Robert Góralczyk, trener bytomskiego zespołu. Podczas ostatniego zgrupowania nowy szkoleniowiec Polonii, w porozumieniu dietetykiem, wprowadził więc zawodnikom zupełnie nowe menu. Przez niektórych zostało ono odebrane jako kontrowersyjne.
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

O Polonii jest ostatnio wyjątkowo głośnio. Dzieje się tak, niestety, nie tylko za sprawą sernika, którym byli karmieni bytomianie, ale także problemów organizacyjnych klubu.

Maciej Blaut: Rzeczywistość, z jaką zetknął się Pan w Polonii jest taka, jakiej Pan oczekiwał?

Robert Góralczyk, trener Polonii Bytom: Zawsze można chcieć więcej, ale w mojej opinii sytuacja w Polonii nie jest taka zła, jak to się wszędzie przedstawia. Owszem, był taki moment, gdy uregulowanie pewnych zaległości opóźniło się o jeden dzień, z czego wyniknęło trochę zamieszania. Nie miało to jednak żadnego wpływu na treningi. Może mógłbym też sobie życzyć trochę lepszej jakości sztucznej murawy w Bytomiu, ale z drugiej strony trzeba się cieszyć, że ona w ogóle jest. Drużyna była na obozie w Bielsku-Białej. Nie ma też żadnego zagrożenia, abyśmy mieli nie lecieć w środę na zgrupowanie do Turcji.

Wasza podróż do Bielska-Białej była jednak niecodzienna.

- Tak bym jej nie nazwał. Dawniej było tak, że kluby mogły płacić za pobyt w hotelach z opóźnieniem. Teraz życzą sobie pieniędzy z góry. Jako, że płatności nie dokonano wcześniej, w drodze z Opola, gdzie rozgrywaliśmy sparingi, do Bielska-Białej, musieliśmy zjechać na stację benzynową, by potrzebna kwota została nam dostarczona. Nie jest jednak prawdą, że podróż trwała pięć godzin. Dla mnie nie jest zresztą żadną straszną rzeczą, że klucze do hotelowych pokojów zostały wydane dopiero po załatwieniu spraw formalnych, kilka minut po naszym przyjeździe. Najważniejsze, że w trakcie zgrupowania, w dobrych warunkach, zrealizowaliśmy to, co założyliśmy.

Faktem są też osłabienia drużyny.

- Liczyłem się z tym. Odszedł Szymon Gąsiński, ale w zamian jest Seweryn Kiełpin, który wraz z Marcinem Juszczykiem i Michałem Misiewiczem rywalizuje o miejsce w bramce. Niejasna jest sytuacja z Szymonem Sawalą (podpisał kontrakt z GKS-em Bełchatów ważny od 1 lipca tego roku - przyp. red.), bo nie do końca wiadomo, gdzie spędzi rundę wiosenną. Mam nadzieję, że w razie jego odejścia znajdzie się zawodnik, który skutecznie go zastąpi. Zwracam uwagę, że prawie na każdej pozycji mamy dwóch zawodników, którzy toczą walkę o miejsce w składzie. Brakuje nam jeszcze być może dwóch, trzech ogniw do wzmocnienia rywalizacji.

To prawda, że do Polonii mogą trafić Przemysław Trytko i Krzysztof Król z Jagiellonii Białystok?

- Tak. To przecież napastnik i lewy obrońca, a szukamy zawodników właśnie na te pozycje. Ich przyjście dałoby nam większe pole manewru. Zaprzeczam natomiast informacjom o rzekomym zainteresowaniu z naszej strony Marcinem Kaczmarkiem z Lechii Gdańsk. Natomiast gdyby Trytko i Król do nas trafili, to możliwe, że zamknęlibyśmy na tym kadrę zespołu.

Liczy Pan jeszcze na Mariusza Ujka (napastnik Polonii nie trenuje z zespołem od początku okresu przygotowawczego - przyp. red.)?

- Od dłuższego czasu zakładałem, że Mariusza z nami już nie będzie. Teraz się to potwierdza.

Efekt jego nieobecności jest taki, że jest Pan zmuszony stawiać w ataku na Grzegorza Podstawka...

-.. który w sparingach strzelił już cztery gole! I wcale nie jestem do tego zmuszony, bo Grzegorz zarówno na treningach, jak i w meczach kontrolnych potwierdza, że jest duża szansa na to, aby jeszcze znacząco pomógł Polonii. Tak zresztą przewidywaliśmy ze sztabem podejmując decyzję, że zostanie w drużynie, pomimo niezbyt udanej dla niego rundy jesiennej i pojawiających się opinii, że na więcej go już nie stać.

Sporo kontrowersji wywołało menu wprowadzone przez Pana podczas zgrupowania. Niektórzy narzekali podobno na głód, bo na kolację serwowano tylko sernik.

- Potwierdzam, że miałem wpływ na dietę zawodników, która została zresztą przygotowana przez dietetyka sportowego, bo trzeba tworzyć ich świadomość w żywieniu. Może właśnie w tym znajdą sposób na to, aby stać się przynajmniej o jeden procent lepszymi piłkarzami? Zapewniam, że nie oszczędzaliśmy na jedzeniu. Piłkarze mieli cztery posiłki dziennie, bo było to konieczne, aby racjonalnie zaplanować trzy treningi. A sernik, który wzbudza takie kontrowersje, jednego dnia podany był nie na kolację, ale na podwieczorek o godz. 18. Natomiast po godz. 21 piłkarze jedli jeszcze najnormalniejszą kolację. No chyba, że uznajemy jedzenie wędzonej makreli za nienormalne... Jak ktoś jest przyzwyczajony do jedzenia kiełbas i pizzy, to pewnego poziomu nie przeskoczy.

Nie obawiał się Pan, że takie radykalne zmiany wzbudzą opór u doświadczonych zawodników?

- Właśnie dlatego już pierwszego dnia zgrupowania wyjaśniłem piłkarzom, że spotkają się z czymś nowym. Jestem przekonany, że nikomu to nie zaszkodziło, a z drugiej strony liczę, że przynajmniej niektórzy z nich coś z tego dla siebie wyciągną. Nie jest przecież ważne, co będą jedli tylko przez sześć dni zgrupowania, ale przez całą resztę roku. Jeśli ktoś nie potrafił mi powiedzieć prosto w twarz o swoich zarzutach, to świadczy to tylko o jego małości.

Nie irytuje Pana, że wciąż przez wiele osób odbierany jest przez pryzmat wcześniejszej pracy z kobietami?

- Nie odczuwam tego. Na siłę nie zamierzam nikogo do siebie przekonywać. Obronić mogę się tylko wynikami.

Skąd u Pana zamiłowanie do biegania?

- Widzę w tym sposób na dobre samopoczucie i zachowanie zdrowia. Do tej pory zaliczyłem siedem półmaratonów, a w zeszłym roku udało mi się zrealizować mój cel, jakim było przebiegnięcie całego maratonu. Wziąłem udział w Maratonie Warszawskim. Czas 4 godziny i 8 minut nie rzuca na kolana, ale każdemu życzę, aby przebiegł taki dystans i poczuł na mecie satysfakcję z tego. Od kiedy jestem w Polonii, cały swój czas poświęcam klubowi i w efekcie przez ostatni miesiąc biegałem tylko kilka razy. Zapewniam jednak, że w Turcji będzie mnie można spotkać biegającego o 7 rano. Piłkarze bać się jednak tego nie muszą (śmiech).

Misja utrzymania Polonii w ekstraklasie wciąż wydaje się Panu realna do wykonania?

- Oczywiście, że tak. Jestem zbudowany pracą piłkarzy w trakcie treningów i choćby naszym ostatnim sparingiem z Podbeskidziem (4:2). Byliśmy po czterech intensywnych treningach i miałem spore wątpliwości, co do tego jak będziemy się prezentować. Początek był rzeczywiście przeciętny, ale od 20. minuty graliśmy dobrze i do tego skutecznie. W moim zespole jest naprawdę spory potencjał.

Robert Góralczyk

Ur. 1 sierpnia 1974 r.

Zawodnik: AKS Chorzów, Stadion Śląski, Górnik 09 Mysłowice, CKS Czeladź, Zagłębiak Dąbrowa Górnicza, Górnik Sosnowiec

Trener: Górnik Wojkowice (młodzież), GKS Katowice (młodzież), reprezentacje kobiet U-16, U-17, U-19, Jango Katowice (futsal), Polonia Bytom (drugi trener), Przebój Wolbrom, reprezentacja kobiet, Polonia Bytom.