Londyn 2012. Rozgotowany makaron z parówką? Wielki talent polskiego chodu już uważa na to, co je

Dawid Tomala uczył się podstaw chodu sportowego w Maratonie Korzeniowski. Czy podczas Igrzysk Olimpijskich zaprezentuje się tak dobrze jak niegdyś czynił to patron jego pierwszego klubu?
Pochodzący z Bojszów na Śląsku Tomala ma zaledwie 22 lata. W dyscyplinie, która premiuje wieloletnie treningi i potężne doświadczenie, jest jeszcze dzieciakiem. Dopiero w tym sezonie zaczął startować jako senior. To nie przeszkadza mu jednak w uzyskiwaniu świetnych wyników. W kwietniu przeszedł dystans 20 km w czasie 1:20.50. To najlepszy wynik w kraju w tym roku. Do rekordu Polski Roberta Korzeniowskiego brakuje mu niecałe dwie i pół minuty, ale najlepszy polski chodziarz w historii ustanawiał ten wynik, gdy miał już 32 lata.

Tomala rusza dziś o godzinie 18 na trasę w Londynie z jasnym zamiarem poprawienia swojego osiągnięcia. - Zapewniam, że sam fakt wyjazdu na igrzyska nie jest dla mnie satysfakcjonujący. Jadę tam po to, aby walczyć. Mogę obiecać, że dam z siebie wszystko, ale nie wiem, na ile to starczy. Marzeniem jest finałowa ósemka, bo to gwarantuje stabilizację finansową - mówi.

Pierwszym klubem Tomali był Maraton Korzeniowski. Nazwa klubu z Bierunia nie jest przypadkowa, bo jej patronem jest słynny polski chodziarz. - To właśnie tam podpowiedziano mi, abym spróbował sił w chodzie. Po pół roku zdobyłem swój pierwszy medal w tej dyscyplinie i tak już zostało. Maraton to malutki klub. Teraz jestem już w AZS-ie AWF-ie Katowice. Dzięki temu mogę nie tylko studiować, ale mam przed sobą o wiele lepsze perspektywy. Nie muszę troszczyć się o sprzęt - wyjaśnia olimpijczyk.

Tomala podkreśla jednak, że sporo zawdzięcza Maratonowi. - To moja pierwsza trenerka Katarzyna Śledziona nauczyła mnie techniki chodu. Nigdy nie mam problemów z dyskwalifikacjami. Podobno mogę być pod tym względem wzorem dla innych (śmiech). Faktem jest, że nie muszę się skupiać na technice. To ważne, bo dzięki temu nie zwalniam niepotrzebnie - zaznacza.

Tomala nie jest doświadczonym zawodnikiem, ale wcale go nie to nie przeraża przed startem w igrzyskach. - Startowałem już przecież w imprezach międzynarodowych. Zapewniam, że w Londynie nie mam zamiaru się stresować. A doświadczenia? Takie mam choćby z tegorocznego Pucharu Świata w Sarańsku, którego nie ukończyłem. W czasie zawodów zbuntował się mój żołądek, a wszystko z powodu jedzenia, które podano nam w Rosji. To był rozgotowany makaron z parówką. Ciężko było nawet na to patrzeć. Teraz nie popełnię już takiego błędu i nic takiego nie zjem - zapowiada.



Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka