Podbeskidzie objawieniem sezonu? Oto 10 powodów

Debiutujace w ekstraklasie Podbeskidzie ma szansę być objawieniem sezonu. Argumentów, by tak się stało, jest całkiem sporo. Oto dziesięć najważniejszych
Bo nie grają w Wodzisławiu! Grywał tam ostatnio Piast Gliwice i w katastrofalny sposób stracił szanse na awans do ekstraklasy. Odra, gospodarz obiektu, to obecnie zespół w C-klasie. Rozgrywanie meczów w roli gospodarza na obcym obiekcie to koszmar. Nawet Wisła Kraków, która w ostatnich czterech latach trzy razy sięgała po złoto, serię przerwała w sezonie 2009/10, gdy swoje mecze musiała grać w Sosnowcu.

Bo będą gryźć trawę. Obserwuję polską ekstraklasę od kilkunastu lat. Nie odkryję Ameryki, gdy zdradzę, że aby nieźle w niej wypaść wystarczy przykładać się do każdego meczu i walczyć za dwóch. Trener Podbeskidzia Robert Kasperczyk zapewnia: "U nas nie będzie minimalizmu. Od pierwszego meczu w lidze zobaczycie zespół z charakterem, z ikrą, walczący o każdy metr boiska." To powinien być klucz do dobrych wyników Podbeskidzia.

Bo nie postawią autobusu. Beniaminek nie zamierza stosować ultradefensywnej taktyki. Chce pokazać futbol radosny i otwarty. Pomocnik zespołu Marek Sokołowski deklaruje: "Wniesiemy do ekstraklasy dużo świeżości. Na boisku poruszamy się zupełnie inaczej i grami innym systemem niż większość drużyn." Piłkarze zapowiadają, że nawet w meczach z najsilniejszymi rywalami nie postawią w bramce przysłowiowego autobusu.

Bo mają solidną obronę. Bramkarz Richard Zajac był jednym z najlepszych na pierwszoligowym froncie, chciano go w kilku klubach ekstraklasy. Pozyskano Ondreja Sourka, czeskiego środkowego. To kolega Roberta Jeża, wspólnie w MSK Żylina grali niedawno w Lidze Mistrzów. Podbeskidzie w I lidze miało zdecydowanie najlepszą defensywę, Słowak Juraj Dancik, kapitan drużyny Sławomir Cienciała, Michał Osiński, Bartłomiej Konieczny i ich koledzy stracili tylko 23 bramki, to o 11 goli wynik lepszy od zwycięskiego ŁKS-u. Na takiej obronie można budować sukces w ekstraklasie.

Bo beniaminkowie radzą sobie dobrze. Górnik w minionym sezonie był szósty, ten sam wynik wcześniej miała Korona Kielce, a przed dwoma laty także szóste miejsce zajął Śląsk Wrocław. Debiutanci siłą rozpędu są trudni do zatrzymania.

Bo mają cierpliwego prezesa. W niewielu klubach trener zachowałby pracę, gdyby drużyna zdobywała mało bramek, przegrywała mecze u siebie, a wściekli kibice domagaliby się jego głowy. Przed rokiem prezes Janusz Okrzesik zdecydował, że Kasperczykowi warto pozwolić popracować jeszcze jeden sezon. Dzięki temu Górale są teraz w ekstraklasie. Zimna krew może pomóc Podbeskidziu także na boiskach ekstraklasy.

Bo są stabilni. Podbeskidzie ma za sobą Jacka Krywulta. Prezydent miasta jest zakochany w drużynie. Cudów dokonał latem, gdy porwał za sobą wszystkich, odmienił stadion i odebrał Komisji Licencyjnej argumenty za grą w Wodzisławiu. Pomoc miasta to gwarancja bezpieczeństwa w najtrudniejszych momentach sezonu.

Bo mają Malinowskiego. Niechciany w Zabrzu, przygaszony na początku w Bielsku-Białej, w ostatnim sezonie Piotr Malinowski był jokerem, który doprowadził Podbeskidzie do ekstraklasy i straszył wielkich rywali w Pucharze Polski. W przerwie letniej był najlepszym strzelcem beniaminka w sparingach.

Bo są głodni sukcesu. W Bielsku-Białej postawiono na piłkarzy, którzy sportowych szczytów jeszcze nie zdobyli. Pozostawiono trzon drużyny, która wywalczyła awans. Według trenera to ci zawodnicy, a nie sprowadzeni latem, mają rozpocząć zmagania w ekstraklasie. Piłkarze chcą udowodnić, że trafili tu nieprzypadkowo, że w piłkę potrafią grać.

Bo grają pod Klimczokiem. Własny stadion to dla bielszczan twierdza. Poza feralnym sezonem 2009/10 obiekt jest prawie nie do zdobycia. Stadion jest położony na wysokości ponad trzystu metrów, nie jest to co prawda słynny obiekt w La Paz (ponad 3 tysiące metrów npm), gdzie Boliwia rozbijała Brazylię czy demolowała Argentynę. Ale górskie powietrze także w Bielsku nie pomaga gościom...