Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Podbeskidzie - Jagiellonia 2:2. Gra się do końca

Beniaminek najpierw otrzymał srogą lekcję futbolu na poziomie ekstraklasy, ale w końcówce meczu ambicją i zaangażowaniem potrafił doprowadzić do wyrównania, odrabiając dwie bramki straty.
Beniaminek z Bielska-Białej przekonał się w pierwszej połowie, że gra na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy, czy nawet mecze Pucharu Polski, to jednak zupełnie coś innego niż rywalizacja w najwyższej klasie rozgrywkowej. W meczu toczonym w trudnych warunkach, przy padającym deszczu, dużo lepszym zespołem przed zejściem do szatni była Jagiellonia.

Piłkarze Czesława Michniewicza chcieli zrehabilitować się za pucharową kompromitację i po czterdziestu pięciu minutach wydawało się, że są na najlepszej drodze do celu. Najpierw rzut karny po faulu Richarda Zajaca na Tomaszu Kupiszu na bramkę zamienił Tomasz Frankowski, a tuż przed przerwą kolejny błąd bramkarza Podbeskidzia dał gościom dwubramkowe prowadzenie. Zajac wypuścił wstrzeloną w pole karne piłkę, a Frankowski tylko dołożył nogę i wpakował futbolówkę do siatki po podaniu Rafała Grzyba.

Beniaminek z Bielska-Białej, który charakter pokazał już w ubiegłym sezonie, dzielnie walcząc w rozgrywkach Pucharu Polski, zdołał odrobić straty po zmianie stron i jeszcze raz udowodnił, że musi się z nim liczyć każdy zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Kontaktowy gol padł po stałym fragmencie gry. Sylwerster Patejuk doskonale dośrodkował z rzutu rożnego, a Robert Demjan strzelił głową nie do obrony. Do końca meczu pozostało siedem minut, a Robert Kasperczyk postawił wszystko na jedną kartę, posyłając na boisko trzeciego napastnika.

Podbeskidzie dopięło swego na minutę przed końcem. W roli głównej znów wystąpił Słowak Demjan, który został faulowany przez Thiago Cionka w polu karnym gości. Gola na wagę remisu zdobył Adam Cieśliński, a na stadionie zapanowała euforia. Gospodarze mogli nawet zwyciężyć, ale w ostatnich sekundach meczu najpierw strzał Bartłomieja Koniecznego obronił Grzegorz Sandomierski, a po chwili obrońcy gości wybili piłkę tańczącą na linii bramkowej.

Podbeskidzie ciągnie tym samym niesamowitą passę meczów bez porażki. We wtorek na liczniku "Górali" będzie widniała liczba 500, bo od tylu dni nikt nie jest w stanie wygrać w Bielsku-Białej.

Więcej o: