Podbeskidzie: poszukiwany wojownik środka pola. Pozycja trenera zagrożona?

Beniaminek z Bielska-Białej nadal bez wygranej. Tym razem komplet punktów odebrała ?Góralom? Korona Kielce.


Stadion Podbeskidzia był jednym z najdłużej niezdobytych obiektów na polskich boiskach. "Górale" ostatnią porażkę ligową u siebie zanotowali w marcu 2010 roku. Przez 17 miesięcy Bielsko-Biała mogło szczycić się mianem piłkarskiej twierdzy.

Okazuje się jednak, że ekstraklasa to zupełnie inna bajka. Już w pierwszym meczu z Jagiellonią rzutem na taśmę gospodarze uratowali remis. W sobotę w piątej kolejce passa miejscowych skończyła się na dobre. Komplet punktów pojechał do Kielc.

Dlaczego gospodarze przegrali? - Najbardziej boli mnie to, że do każdej ze straconych bramek przyczyniliśmy się sami. To były szkolne wręcz błędy - mówił po spotkaniu trener Robert Kasperczyk.

Trzy stracone gole, w sumie już 11 bramek w siatce w pięciu kolejkach. Obrońcy w sobotnie popołudnie znów byli słabym ogniwem zespołu. Czech Ondrej Sourek swoimi niepewnymi interwencjami kilka razy mógł doprowadzić kibiców do palpitacji serca. Pozostali koledzy z defensywy również mieli problemy z powstrzymywaniem twardo grających kielczan. - Takie błędy nie powinny nam się przytrafiać na tym poziomie rozgrywek. Na żadnym poziomie zresztą nie powinny. Jest powód do przemyśleń - przyznaje obrońca Bartłomiej Konieczny.

Spotkanie z Koroną bardzo przypominało scenariusz inauguracyjnej potyczki "Górali" z Jagiellonią. Podbeskidzie znów przegrywało dwoma bramkami do przerwy, znów straciło gola po rzucie karnym. Miejscowi tradycyjnie w II połowie odrabiali straty. - Byłem na meczu z Jagiellonią. Tu też mogło być podobnie, na szczęście zdobyliśmy po przerwie trzeciego gola - cieszył się Leszek Ojrzyński, trener Korony.

- Na razie jeszcze nie było meczu, gdy pierwsi zdobywamy bramkę. Kiedy tak się stanie, to nie oddamy zwycięstwa - obiecał pomocnik Marek Sokołowski.

Czy widać nadzieję dla Podbeskidzia na kolejne mecze? Światełkiem w tunelu są informacje o sprowadzeniu ofensywnego pomocnika z zagranicy, który ma poukładać grę "Górali". - Bardzo nam brakuje takiego przywódcy w środku pola. Myślę, że jeszcze nie jest za późno, by takiego zawodnika sprowadzić. Pewne ruchy już robimy. Poszukujemy piłkarza, który weźmie na siebie ciężar gry w drugiej linii, by była ona bardziej poukładana - zapowiada trener Kasperczyk.

- Gdybyśmy mieli kogoś nowego sprowadzać, to na pewno musiałby to być zawodnik absolutnie przewyższający umiejętnościami naszych piłkarzy. Z marszu też musiałby być gotowy do gry - zapowiada prezes bielskiego klubu Janusz Okrzesik.

Wydaje się, że w nadchodzącym tygodniu w Bielsku można spodziewać się mocnych decyzji, które wstrząsną zespołem. - Trzeba zadać pytanie: albo mamy za słaby zespół, albo drużyna jest źle przygotowana? Nie chcę w emocjach udzielać odpowiedzi na to pytanie, pewne jest jednak, że zarząd musi reagować, bo sportowo nie dzieje się najlepiej - twierdzi prezes Okrzesik.

Czy pozycja trenera jest zagrożona? - Mamy trzy punkty na koncie po pięciu kolejkach, z czołówką jeszcze nie graliśmy. Który trener w takiej sytuacji miałby mocną pozycję? - odpowiada sternik Podbeskidzia.

Przed bielszczanami teraz bardzo trudny mecz wyjazdowy. - Chcemy się przełamać, chcemy wygrać już najbliższy mecz - stwierdził Robert Demjan.

- Ale gracie na Łazienkowskiej z Legią...

- Zatem tam trzeba będzie wygrać - nieco skonfudowany dodał po chwili Słowak.

W 34. minucie na trybunach doszło do incydentu. Ochroniarze interweniowali w sektorze szalikowców Korony. Użyto gazu pieprzowego. Wiatr rozwiał opary po obiekcie, sędzia musiał przerwać pojedynek.