Menedżer poróżnił klub i Kamila Adamka. Prezes: Nie poznaję chłopaka. Wyślemy go na badania

Kamil Adamek nie pojechał na zgrupowanie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, ale nie trenuje też z Drzewiarzem Jasienica. - Zachorował. L4 ma dosłać pocztą - mówi Mirosław Łaciok, prezes czwartoligowego klubu
24-letni napastnik nie potrafi dogadać się z prezesem swojego byłego klubu, w którym grał na tyle dobrze i skutecznie, że trafił do ekstraklasy. Na ligowych boiskach strzelił jesienią trzy bramki i otrzymał propozycję dalszych występów w Podbeskidziu. Łaciok był za, ale wtedy do rozmów usiadł też nowy menedżer piłkarza Tomasz Kaczmarczyk.

Kaczmarczyk działa na Łacioka niczym płachta na byka, a efekt tego jest taki, że Adamek, zamiast przygotowywać się do sezonu, jest... chory.

- SMS-em poinformował mnie, że złapał chorobę podczas ostatnich treningów Podbeskidzia przed wylotem do Turcji. Nie twierdzę, że tak się nie stało, ale w kontrakcie, jaki obowiązuje Adamka, jest zapis, który w takiej sytuacji nakłada na niego obowiązek leczenia u lekarza wskazanego przez klub. Wyślemy go więc na ponowne badania. Jeżeli będzie się stawiał, to nie wykluczam, że zostanie zawieszony - mówi Łaciok.

Prezes Drzewiarza jeszcze jesienią był z Adamkiem w świetnej komitywie.

- Minęły dwa miesiące i chłopaka nie poznaję. Gdy przyjechał na ostatnie spotkanie w towarzystwie pana Kaczmarczyka, to już nie był ten sam Kamil. Menedżer zamieszał mu w głowie . Zmanipulował. Szkoda, że tak się stało. Ta kariera kończy się, nim się na dobre zaczęła. Pan Kaczmarczyk nie ma prawa, by reprezentować naszego zawodnika. Sprawa trafi do sądu. Będziemy wnioskować o zawieszenie licencji menedżera. Nie może być tak, że ktoś myśli, że może działać ponad prawem - podkreśla Łaciok.