Trener Czesław Michniewicz o transferze Roberta Demjana: Niech ta szopka się skończy!

Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała, określa Roberta Demjana ?kłębkiem nerwów?. Król strzelców ekstraklasy chce wyjechać na rekonesans do klubu z Belgii, ale Podbeskidzie Bielsko-Biała nie wyraża na to zgody. 
31-letni Słowak wiele stracił w oczach działaczy i trenerów Podbeskidzia. Kilka dni temu wydawało się, że najlepszy strzelec ligi przedłuży umowę z "Góralami".

- W czasie badań wydolnościowych drużyny był taki moment, gdy po rozmowie z Demjanem odniosłem wrażenie, że sprawa jest już zamknięta. Że on, jego żona i dzieci chcą zostać w Bielsku-Białej. Kolejne dni przyniosły jednak nowe informacje. Widać menedżerowie wciąż nad nim pracowali - mówi Michniewicz.

Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia jest pogodzony z tym, że Słowak opuści klub .

Natomiast Demjan podkreśla, że jeszcze niczego nie podpisał i nie wyklucza, że zostanie pod Klimczokiem.

- Niech ta szopka już się skończy. Nowy kontrakt dla Demjana to miało być wizerunkowe zwycięstwo naszego klubu. W tę sprawę zaangażowało się wiele osób. Nie tylko z Podbeskidzia, ale i z miasta. Zaproponowano mu godny i długi, bo trzyletni kontrakt. Umowa nie została przyjęta. Sytuacja nie jest komfortowa, bo jednak każdy chciałby wiedzieć, na czym stoi - mówi szkoleniowiec.

Michniewicz nie ma jednak pretensji do Demjana.

- Patrzę na niego i nie widzę teraz piłkarza, tylko kłębek nerwów. On też to mocno przeżywa. Wiem, że chce wyjechać na rekonesans do Belgii, ale nie ma na to zgody klubu. Do końca czerwca jest przecież piłkarzem Podbeskidzia. Zaczynam z zespołem pracować tak, jakbym stracił tego piłkarza. Mamy plan B i po rozmowie z prezesem zaczniemy go realizować. A jeżeli jednak Demjan zostanie? Mocno w to wątpię. Wiem, że proponuje mu się kontrakt, z którym w żaden sposób nie możemy konkurować. Podbeskidzie poradzi sobie bez Demjana, tak jak radziło sobie, zanim zjawił się w Bielsku-Białej. Oczywiście może się zdarzyć tak, że Demjan jednak zostanie. Nie obrażę się wtedy na niego, ale jakiś niesmak pozostanie - mówi Michniewicz.