Prezes Podbeskidzia: Trener Czesław Michniewicz czuje moje wsparcie

Podbeskidzie Bielsko-Biała po trzech kolejkach zajmuje ostatnie miejsce w lidze. Gdzie uleciał duch walecznych "Górali", którzy wiosną tak skutecznie rywalizowali o utrzymanie w ekstraklasie?
W klubie z Bielska-Białej wracają koszmary. W zeszłym roku, po fatalnej rundzie jesiennej, zespół z wielkim trudem obronił miejsce elicie. Wtedy jednak w składzie Podbeskidzia był skuteczny Robert Demjan. Dziś tej klasy napastnika próżno szukać w kadrze drużyny. Zespół trenera Czesława Michniewicza prezentuje się bardzo przeciętnie. Przegrał wysoko z Legią. Nie podjął walki z Górnikiem Zabrze. Cały dorobek Podbeskidzia to punkt w inauguracyjnym meczu z Lechią Gdańsk.

- Początek sezonu na pewno odbiega od naszych oczekiwań. Nie stawiamy jednak nikomu ultimatum. Mam nadzieję, że trener Michniewicz czuje moje wsparcie - podkreśla w rozmowie ze ŚLĄSK.SPORT.PL prezes Podbeskidzia Wojciech Borecki.

Wojciech Todur: Trener Czesław Michniewicz to także urodzony kolarz. Myśli pan, że trzyma się na kole reszty stawki?

- Trener Michniewicz rzeczywiście lubi jeździć na rowerze i jeszcze nikt mu nie uciekł na tyle, żeby go nie mógł złapać (śmiech). Początek sezonu na pewno odbiega od naszych oczekiwań. Gdy jednak weźmie się pod uwagę z kim graliśmy i jakie problemy dotykają nasz zespół, to zdrowy rozsądek podpowiada, że można się było tego spodziewać.

Nawet jeżeli założymy, że umiejętności piłkarzy Podbeskidzia odbiegają dziś od tego, co prezentują gracze Legii, Lechii i Górnika, to taka teza pozostaje w sprzeczności do tego, co Podbeskidzie wyprawiało wiosną. Wtedy wychodziliście na boisko jak po swoje.

- Byliśmy drużyną. Dobrą drużyną. Na pewno nie było tak, że wygrywaliśmy tylko dzięki woli walki i determinacji.

Pojawiają się jednak opinie, że charakter "Górali" gdzieś uleciał.

- To wielkie uproszczenie. Cechy wolicjonalne są ważne, ale nikt mi nie powie, że można zabiegać taką drużynę jak Legia. Żeby z nią wygrać, trzeba po prostu dobrze grać w piłkę i przekona się o tym w tym sezonie jeszcze wiele drużyn o znacznie mocniejszych kadrach niż Podbeskidzie. Nam nie brakuje charakteru, ale trochę spokoju, doświadczenia, a chwilami także cwaniactwa.

I takich piłkarzy, jak Robert Demjan.

- Oczywiście, że tak. Demjan to był lider ataku, napastnik o niepodważalnej pozycji w zespole. Liczyliśmy, że zastąpi go na szpicy Fabian Pawela. Moim zdaniem Pawela ma predyspozycje i umiejętności, żeby grać na środku ataku. Liczę, że z czasem złapie trochę luzu i zacznie trafiać. Na razie jest jednak zbyt spięty. Nie czuje się pewnie i wraca na swoje dawne miejsce, czyli zbyt głęboko.

Kontuzjowanego Richarda Zajaca zastępuje na początku sezonu Ladislav Rybansky. Trener Michniewicz mówił, że minie trochę czasu, zanim Słowak nauczy się ekstraklasy. Informacja o tym, że szukacie nowego bramkarza oznacza, że jednak oblał testy.

- Nic z tych rzeczy. Rybansky to bardzo charakterny gość. Jego debiut przypadł na mecz z Lechią Gdańsk. Nowa liga, wielki stadion. To nie był jego najlepszy mecz, ale nie pękł. Podobnie było na Legii, gdy za plecami miał głośną "Żyletę". Rybansky jest dziś numerem 1 i tej pozycji na pewno bez walki nie odda. Tak, szukamy bramkarza, ale to ma być raczej konkurent dla Słowaka. Rehabilitacja Zajaca wciąż się przedłuża, a my nie mamy pewności, czy będziemy go mieć do dyspozycji za dwa tygodnie, czy może za dwa miesiące. W klubie jest co prawda jeszcze młody Piotr Adamek, ale w moim odczuciu to za mało.

Teraz przed Podbeskidziem mecz z Zagłębiem Lubin. To już rywal z kategorii tych, których trzeba i można ograć?

- Nie ma takiej kategorii. Przygotowujemy się do tego meczu bardzo spokojnie i bez niepotrzebnej presji. Nie stawiamy nikomu ultimatum. Mam nadzieję, że trener Michniewicz czuje moje wsparcie. To, co stało się w ostatnich dniach w Koronie Kielce i Zagłębiu Lubin, gdzie już na starcie sezonu stracili pracę Pavel Hapal i Leszek Ojrzyński, to jest scenariusz, którego nie rozumiem i na taką powtórkę się nie piszę.