Podbeskidzie szuka kasy, by zatrzymać w klubie trenera Leszka Ojrzyńskiego

- Wiele naszych wyborów - dotyczących chociażby trenera i budowy drużyny - determinują pieniądze. Tak będzie i tym razem. Nie mamy wielkiego budżetu i z dnia na dzień tego nie zmienimy - mówi Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Jesteś kibicem z Bielska-Białej? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Podbeskidzie w dobrym stylu zapewniło sobie utrzymanie w lidze. Zespół, który na półmetku sezonu był skazywany na pożarcie, w drugiej części rozgrywek grał już ciekawą i skuteczną piłkę. Duża w tym zasługa trenera Leszka Ojrzyńskiego, który ma opinię doskonałego motywatora. Szkoleniowiec w podobnym stylu pracował już z Koroną Kielce. Teraz jednak chce czegoś więcej, niż walka o utrzymanie.

- Mogę zostać w Bielsku-Białej, ale po spełnieniu pewnych warunków. Jestem ambitny, chcę z zespołu wycisnąć jak najwięcej. Swoje błędy popełniłem już wcześniej w innych klubach, teraz jestem mądrzejszy - mówi szkoleniowiec, którego kontrakt obowiązuje tylko do końca czerwca.

Wojciech Todur: Uda się zatrzymać w Bielsku-Białej Ojrzyńskiego?

Wojciech Borecki: Na pewno chcielibyśmy, żeby tak się stało. Trener przedstawił nam swoje oczekiwania. Nie chcę mówić o szczegółach, ale są to oczekiwania wobec drużyny, zarządu, generalnie - funkcjonowania klubu. Rozmawiałem na ten temat z Jackiem Krywultem, prezydentem Bielska-Białej [miasto jest właścicielem klubu - przyp. red.] i doszliśmy do wspólnych wniosków, że nie możemy zejść z drogi, którą idziemy dzisiaj. W naszym klubie nie będzie życia ponad stan. Nie zadłużymy się wzorem innych. Cenimy sobie naszą płynność finansową. Nie mamy długów. Podbeskidzie nie jest bogate, ale jest stabilne. Nie chcemy tego zmieniać.

Czyli o przedłużenie kontraktu z trenerem może być jednak trudno?

- No, tego nie powiedziałem... Szukamy wciąż rozwiązań, które mogą temu zaradzić. Prezydent Krywult jest umówiony na poniedziałek z przedstawicielami firmy Murapol, która jest naszym sponsorem strategicznym. Może po tym spotkaniu będziemy mądrzejsi? Szukamy pieniędzy.

Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Także na zespół?

- Na temat nowych umów rozmawiam też oczywiście z piłkarzami. I to również nie są łatwe rozmowy. Oczekiwania piłkarzy również rosną, a jak już powiedziałem - nie będziemy się zadłużać, żeby im sprostać. W poniedziałek chciałbym zamknąć rozmowy z większością zawodników z obecnej kadry. Tak, żeby mieć pewność, że spotkamy się również po letnich urlopach.

Maciej Iwański, pomocnik Podbeskidzia, powiedział, że zostanie, jeżeli w Bielsku-Białej uda się zbudować zespół, który powalczy "o coś więcej". Za waszymi plecami już teraz jest kilka zespołów, które miały walczyć "o coś więcej". Chociażby zdegradowane Zagłębie Lubin. Przecież tego nie da się zaplanować.

- Można temu pomóc, ale na pewno nie zaplanować z kartką i długopisem w ręku. Myślę, że piłkarze powinni przede wszystkim cenić sobie to, że pieniądze, które gwarantują im kontrakty, mają bez poślizgów na swoich bankowych kontach. To jest nasz atut, którego inne, często bogatsze na papierze, kluby nie mają. Spokój finansowy też przekłada się potem na wyniki na boisku.

To może powinien pan pokazać swoim zawodnikom raporty z klubów, które są zadłużone na grube miliony złotych?

- Wystarczy, żeby posłuchali relacji z ostatniego meczu Górnika Zabrze. Po wygranej z Zawiszą Bydgoszcz dziennikarz stwierdził, że po tym zwycięstwie piłkarze z Zabrza zasłużyli sobie na... styczniową wypłatę. Ogarnął mnie śmiech, gdy to usłyszałem. Przecież to kabaret. Tą drogą na pewno Podbeskidzie nie pójdzie. Wiele naszych wyborów - dotyczących chociażby trenera i budowy drużyny - determinują pieniądze. Tak będzie i tym razem. Nie mamy wielkiego budżetu i z dnia na dzień tego nie zmienimy.