Podbeskidzie Bielsko-Biała lepsze od Legii Warszawa

Mistrzowie Polski pokonani w Bielsku! Górale kontynuują serię meczów bez porażki!
Jesteś kibicem z Bielska-Białej? Dołącz do nas na Fejsie! >>

W Bielsku-Białej dość niespodziewanie doszło do starcia, które decydowało o awansie do ścisłej czołówki tabeli ekstraklasy.

Podbeskidzie ma najlepszy start w swojej historii występów w najwyższej klasie, nie przegrało czterech ostatnich meczów. Z drugiej strony trudny rywal - rozpędzona Legia, która wygrała siedem ostatnich wyjazdowych spotkań, ustanawiając klubowy rekord w tym względzie.

Przed meczem zastanawiano się, jaką jedenastkę desygnuje trener gości. W porównaniu do czwartkowego meczu eliminacji Ligi Europy Henning Berg dokonał pięciu zmian w wyjściowym składzie. Od pierwszej minuty Norweg postawił m.in. na 21-letniego Mateusz Szwocha. Na ławce rezerwowych usiadł m.in. Miroslav Radović, zaś Inaki Astiz w ogóle nie przyjechał do Bielska.

W zespole Podbeskidzia od pierwszej minuty zadebiutował natomiast zakontraktowany ledwie dwa dni wcześniej obrońca Pavol Stano.

Legia, która do Bielska przyjechała z niedawno ustanowionym klubowym rekordem kolejnych wygranych na wyjeździe (siedem z rzędu!), tym razem niemal od samego początku stanęła przed dodatkowym wyzwaniem. W 9. minucie po podaniu Chmiela, kiksie Vrdoljaka, piłka trafiła do Slobody, który skierował ją do bramki. Rozpaczliwa interwencja Kuciaka niewiele pomogła i Podbeskidzie zaczęło od sensacyjnego prowadzenia.

Legioniści nie stracili zimnej krwi, konsekwentnie grali swoje - często wrzucali piłkę w pole karne, a tam szukali szansy na gola. W 25. minucie goście w ten sposób doprowadzili do wyrównania - rzut rożny wykonywał Brzyski, a Orlando Sa uderzył głową i pokonał Peskovicia. Wydawało się, że kwestią czasu będą kolejne bramki dla warszawian, gdy tymczasem jeszcze przed przerwą prowadzenie znów objęli bielszczanie. Korzym ośmieszył w polu karnym Rzeźniczaka i płaskim strzałem pokonał Kuciaka!

W przerwie trener Henning Berg uznał najprawdopodobniej, że żarty się skończyły i desygnował na boisko Miroslava Radovicia i Michała Żyrę.

Niewiele to jednak zmieniło obraz gry. A nawet przeciwnie - Legia po przerwie grała ospale, bez pomysłu. Gospodarze też specjalnie nie byli zainteresowani w zdobywaniu kolejnych goli. Mecz przez blisko dwa kwadranse stał się bezbarwny i nudnawy. W końcówce jako pierwsi przyspieszyli legioniści - Orlando Sa w doskonałej sytuacji fatalnie przestrzelił z bliska po rzucie rożnym. W odpowiedzi sam na sam z bramkarzem znalazł się Chmiel, ale bielszczanin trafił w nogi Kuciaka.

Do końca wynik nie uległ już zmianie.

Wygrana Podbeskidzia oznacza, że zespół trenera Leszka Ojrzyńskiego zrównał się punktami z Legią i awansował na czwarte miejsce w tabeli.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>