Podbeskidzie Bielsko-Biała w końcu wygrało. Robert Demjan skarcił nieskutecznego beniaminka

Dla obu drużyn, sąsiadów w tabeli, był to mecz na przełamanie. I choć przez większość spotkania na boisku dominował zespół z Łęcznej, to ostatecznie wygrali bielszczanie.
Jesteś kibicem z Bielska-Białej? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Podbeskidzie i Górnik Łęczna miały niezły początek, ale po serii nieudanych spotkań wypadły z górnej części tabeli. Górale nie wygrali żadnego z czterech ostatnich meczów, a Łęczna zaliczyła cztery kolejne porażki wyjazdowe.

Trener Leszek Ojrzyński zaskoczył ustawieniem pierwszej jedenastki - zabrakło przede wszystkim Macieja Iwańskiego (lekarze podejrzewali u pomocnika skurcze mięśni okołosercowych, lecz ostatecznie stwierdzono nerwobóle), Tomasz Górkiewicz w ogóle wypadł z osiemnastki, a Robert Demjan zasiadł na ławce rezerwowych. Do jedenastki w tej sytuacji weszli trzej mniej znani zawodnicy - Bartosz Śpiączka, Adam Deja oraz Krzysztof Chrapek.

Wyrównany był tylko początek, potem przewaga zespołu z Łęcznej była zdecydowana. Goście raz po raz przedzierali się w pole karne miejscowych, próbowali strzałami zaskoczyć Michala Peskovicia. Uderzenia były jednak niecelne albo padały łupem golkipera bielszczan.

Podbeskidzie grało słabo, bez pomysłu, brakowało przede wszystkim jakiegokolwiek rozegrania w środku boiska. Nic więc dziwnego, że schodzących do szatni gospodarzy pożegnały gwizdy. W tym sezonie na stadionie w Bielsku-Białej zdarzyło się to po raz pierwszy.

W przerwie największe zainteresowanie wzbudził wywieszony przez miejscowych szalikowców transparent: "Solidarni z braćmi. Kosowo jest serbskie". Warto dodać, że w zespole Górnika gra Shpetim Hasani, Albańczyk z Kosowa. 32-letni napastnik był tego dnia wyróżniającym się graczem Górnika.

Na drugą połowę Podbeskidzie wyszło z dwoma zmiennikami. Trener Ojrzyński wystawił Demjana oraz żelaznego rezerwowego, czyli Piotra Malinowskiego. To nieco ożywiło poczynania bielszczan, gra się wyrównała.

W 68. minucie właśnie Demjan zdobył gola dla gospodarzy! Piłkę podawał kolejny zmiennik Adam Pazio (wprowadzony ledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej), a Słowak - wykorzystując brak środkowego obrońcy Tomislava Bozicia, który był opatrywany poza boiskiem - uderzeniem głową tuż obok słupka pokonał Sergiusza Prusaka.

Potem Demjan po raz kolejny ulokował piłkę w siatce, ale tym razem ze spalonego. Kolejną szansę miał także Pavol Stano, a w końcówce Malinowski dwukrotnie był bliski podwyższenia prowadzenia, ale pogubił się pod bramką rywali.

Cztery minuty doliczonego czasu gry to nerwowe zagryzanie paznokci przez miejscowych kibiców, bo goście zamknęli bielszczan na ich połowie i próbowali wyrównać. Grali jednak nieporadnie i nieskutecznie.

Dzięki tej wygranej bielszczanie nie tylko wyprzedzili łęcznian w tabeli, ale także awansowali do czołowej ósemki.

Jesteśmy także na Twitterze. Obserwuj już teraz >>