Podbeskidzie ośmieszone na własnym stadionie przez Piasta Gliwice! [ZDJĘCIA]

To najwięcej straconych goli na własnym boisku w historii Podbeskidzia! Lanie sprawił bielszczanom na ich boisku Piast Gliwice.
Podbeskidzie i Piast to jedyne zespoły z dołu tabeli, które potrafiły pokonać w tym sezonie mistrza kraju. W poniedziałek obie drużyny myślały o zdobyciu trzech punktów, by przybliżyć się do czołowej ósemki. W trakcie minionego tygodnia efektownie wygrywały mecze w Pucharze Polski - Piast strzelił aż pięć goli bełchatowianom, a Podbeskidzie cztery bramki Górnikowi w Zabrzu.

Bielszczanie zagrali w mocno przemeblowanym ustawieniu, bo aż czterech podstawowych piłkarzy musiało pauzować za kartki (Iwański, Sloboda, Chmiel, Deja). Gospodarze w pierwszej połowie grali dramatycznie słabo, zdecydowanie ustępowali pewnym siebie gliwiczanom.

Sygnał do ataku dał w 15. min Słoweniec Sasza Żivec, który niczym tyczki minął kilku obrońców i zatrzymał się dopiero na bramkarzu. Ale trzy minuty później nikt już gospodarzom nie pomógł - Kornel Osyra zaskoczył długim kilkudziesięciometrowym podaniem, a Kamil Wilczek sprytnie oszukał obrońców, obrócił się i precyzyjnie uderzył.

Po kolejnych dziesięciu minutach goście prowadzili już 2:0. Tym razem padł gol kuriozum! Konstantin Vasiliew huknął z blisko czterdziestu metrów, wydawało się, że piłkę bez problemów wybije Michal Pesković. Tymczasem Słowak najprawdopodobniej zlekceważył uderzenie, interweniował nieudolnie, piłka przełamała mu ręce i wpadła do siatki!

Sześć minut później po kolejnej błyskawicznej kontrze Gerard Badia trafił w poprzeczkę.

- Piast nas zdominował w pierwszej połowie. Z trybun było to widać doskonale. Nasz trener jest jednak świetnym motywatorem i jestem przekonany, że po przerwie zagramy lepiej - mówił w przerwie Damian Chmiel. Jeden z liderów Podbeskidzia w cywilu komentował tego wieczora mecz dla Canal +.

Chmiel się jednak pomylił. Po przerwie na boisku nadal dominował tylko jeden zespół.

W 63. min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Vasiliewa w polu karnym głowami piłkę wymieniali Osyra z Hebertem, a ten ostatni przypieczętował sukces gliwiczan!

Co prawda chwilę potem miejscowi zdobyli gola po rzucie karnym Marka Sokołowskiego (faul Szeligi na Demjanie), ale po następnych 180 sekundach Piast odpowiedział czwartym trafieniem. Efektowny kontratak strzałem do siatki zakończył tym razem Szeliga.

W doliczonym czasie gry bielskim kibicom gorycz porażki nieco osłodził Sokołowski, który zdobył gola strzałem z około 18 metrów.

Piast dzięki temu zwycięstwu przeskoczył bielszczan w tabeli i jest obecnie na dziewiątym miejscu.

Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>