Sport.pl

Podbeskidzie Bielsko-Biała straciło w Turcji aż pięciu graczy. Jednego na własne życzenie

Leszek Ojrzyński, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała, nie tak wyobrażał sobie zgrupowanie w tureckiej Larze. Kontuzje i choroby przetrzebiły zespół ?Górali?.
Jesteś kibicem z Bielska-Białej? Dołącz do nas na Fejsie! >>

W czasie trwania obozu zespół opuszczali kolejno Richard Zajac, Damian Chmiel, Krzysztof Chrapek, Maciej Korzym i Anton Sloboda.

Wojciech Todur: W czasie zgrupowania w Turcji był Pan zmuszony odesłać do domu aż pięciu kontuzjowanych lub chorych graczy. To chyba największy minus obozu w Larze?

Leszek Ojrzyński: Zdecydowanie tak. Niektórzy z nich za szybko wrócili do gry, inni sami zapracowali na to, że nie mogli trenować z zespołem. Takim graczem jest Krzysztof Chrapek, który opuścił zgrupowanie na własne życzenie. Przed wyjazdem wyrwał zęba. Wdało się zakażenie. Do dziś nie trenuje i jest na antybiotykach. Niepokoi strata Damiana Chmiela i Antona Slobody. Jesienią mieli najwięcej rozegranych minut w zespole. Chmiel strzelił dla nas najwięcej bramek. To duża strata.

Szkoda również Richarda Zajaca, który zmaga się z urazem mięśnia. Jeżeli odnowiła mu się stara kontuzja, to niewykluczone, że będziemy musieli zakontraktować kolejnego zawodnika na tę pozycję. Czekamy na wyniki badań.

Wytypowaliście już jakieś nazwiska?

- Tak jak już mówiłem, czekam na opinię lekarza. Nasz budżet nie jest z gumy, więc to muszą być przemyślane decyzje.

Są w kadrze jakieś odkrycia zgrupowania w Larze?

- Wszyscy pracowali sumiennie. Jest kilku graczy, którzy wyróżniali się na tle reszty. Nie ma jednak co mówić o nazwiskach, bo i tak wszystko zweryfikuje liga. Wracamy teraz do polskiej zimy i musimy pielęgnować to, co udało nam się wypracować w Turcji.

Podczas zgrupowania po trzy bramki strzelili Piotr Malinowski i Bartosz Śpiączka. Może to właśnie oni są największymi wygranymi?

- Rzeczywiście pokazali się z dobrej strony. Malinowskiemu zarzuca się, że w lidze rzadko trafia do siatki. Trudno więc, żebym się nie cieszył z jego goli. Śpiączka czy Malinowski to gracze ofensywni. Od nich zawsze oczekuje się asyst, bramek. Grali dobrze, ale podchodzę do tego ze spokojem. Teraz zmienią się warunki gry. Nie będziemy już pracowali przy 20 stopniach, a jednak w znacznie gorszych, zimowych warunkach. Także dlatego na sobotę zakontraktowaliśmy sparing z Sandecją Nowy Sącz, żeby na nowo przyzwyczaić się do zmrożonych boisk.

Podbeskidzie zmieniało się podczas zgrupowania w Turcji?

- Na pewno z każdym meczem nawarstwiało się zmęczenie i znużenie. Warunki, w których rozgrywaliśmy mecze, też były różne. Inaczej gra się jednak w słońcu, a inaczej przy czterech, pięciu stopniach po zmroku - a w takich warunkach także rywalizowaliśmy na riwierze. Każdy mecz był jednak wartościowym sprawdzianem.

Waldemar Fornalik, trener Ruchu Chorzów, był pod wrażeniem boisk, na jakich pracował w Turcji jego zespół. Pan chyba nie może powiedzieć tego samego?

- Mieliśmy trochę gorsze warunki, ale tak naprawdę nie ma co marudzić. Na co dzień boiska mogły być ciut lepsze. Za to podczas sparingów wszystko było jak należy. Piłka na pewno nie skakała. Można było grać po ziemi. Jestem zadowolony z organizacji obozu. Minusem są tylko kontuzje piłkarzy. Liczyliśmy na przykład, że Sloboda czy Maciej Korzym będą gotowi, o ile nie na pierwszy, to może drugi, na trzeci mecz wiosny. Dziś wygląda na to, że nic z tego nie będzie. Szukamy rozwiązań tak, żeby odbyło się to bez szkody dla zespołu.



Więcej o: