To powinno być zakazane, DO CHOLERY! [chodzi o nieszczęsny "mecz" Łęcznej z Podbeskidziem]

Podbeskidzie zremisowało w Łęcznej. Nie pytajcie, ile bramek padło. Czasami tak straszne "mecze" jak ten muszą się zdarzać. Choćby po to, żeby uświadamiać nam, że gdzieś za horyzontem musi być również ta lepsza, niebiańska, piłkarska rzeczywistość.
Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>

Po "meczu" piłkarze prawili sobie nieuzasadnione komplementy, twierdząc, że było... "nijako". O żesz ty! Nijako to może sobie biegać Usain Bolt na 10 km. Spotkanie w Łęcznej nie było nijakie! Było dramatycznie przykre, a oprócz tego żenujące, paskudne, liche, usypiające, fatalne, nieznośne, kiczowate, marne, drażniące, brzydkie, mierne, daremne, bublowate, karygodne, kulawe, żałosne, badziewne, chałowate, nic nie warte, makabryczne, nędzne, przygnębiające, nieprzyjemne, zatrważające, do chrzanu, do bani, do kitu, do luftu aż wreszcie zafunduję wam całą seria epitetów na o-: obrzydliwe, odpychające, obmierzłe, oburzające, obciachowe, ohydne i okropne (nie ma co sobie żałować!).

Takie mecze są nie do zapamiętania, po trzykroć. Powodują: po pierwsze - wzmożone dreszcze, kaszel i wysypkę (coś mi w trakcie transmisji wyskoczyło na szyi), po drugie - nagłe nagromadzenie się gazów w trzewiach, a po trzecie - permanentne odruchy wymiotne.

Wypada modlić się, że nie było nikogo, kto akurat w tym momencie pierwszy raz w życiu oglądał futbol. Jeśli tak było, to jest dla futbolu stracony - zraził się na zawsze. A ja na pewno zapomniałbym języka w gębie, próbując go przekonać, że jednak piłka nożna to najwspanialszy sport na świecie.

Trudno uwierzyć, że dla Podbeskidzia to był jeden z najważniejszych meczów w sezonie. Walczy przecież o miejsce w ósemce. Przed tym "meczem" zespół z Bielska-Białej był ósmy, a piłkarze za awans do czołowej ósemki mają obiecaną premię w wysokości 1,4 mln złotych.

Czekałem do ostatniej chwili, aż zdarzy się cud. Z doświadczenia wiem, że na meczach piłkarskich cuda lubią zdarzać się w ostatnim momencie, kiedy diabeł mówi już dobranoc. I ten cud się... prawie zdarzył.

Pięć minut przed końcem Piotr Malinowski zagrał z lewej strony do rekonwalescenta Antona Slobody. Słowak wycofał piłkę do pozostawionego bez krycia Macieja Korzyma. Ten przyjął sobie piłkę podeszwą (w obliczu tego, co zdarzy się za sekundę można uznać to za dezynwolturę) i mając przed sobą pustą bramkę - kopnął.... Trafił w aut. W tym momencie zacząłem tarzać się po podłodze, wykrzykując bezeceństwa.

Górnik Łęczna - Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:0

Łęczna: Prusak - Mierzejewski, Bielak, Bożić, Mraz - Bonin, Szmatiuk, Rudik (77. Razulis), Nowak, Bożok Ż (67. Josu) - Cernych

Podbeskidzie: Zajac - Górkiewicz, Stano, Konieczny, Tomasik - Chmiel Ż, Deja, Iwański, Pazio (46. Sloboda) - Śpiączka (56. Korzym), Malinowski (88. Adu Kwame)

sędziował: Lyczmański (Bydgoszcz); widzów: 3192 (szacunek, chłopaki!)



PS Na szczęście to jest futbol, jak podkreślałem - najwspanialszy sport na świece. A jeśli tak - w następnej kolejce Podbeskidzie może zagrać u siebie fantastyczny mecz z Wisłą Kraków. Po szale otarłem pianę z ust i zacząłem w to może nie wierzyć, ale uzmysłowiłem sobie tę myśl bez wstrętu. My kibice piłki nożnej tak mamy. Warto się więc wybrać na Rychlińskiego.