Podbeskidzie Bielsko-Biała. Czas udowodnić, że to tylko zabobony

Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała mają trudny terminarz. Po wysokiej porażce w Gdańsku (0:5), podopieczni trenera Roberta Podolińskiego zagrają przy Rychlińskiego z aktualnym mistrzem Polski, Lechem Poznań.
Czy Podbeskidzie Bielsko-Biała utrzyma się w ekstraklasie? Podyskutuj na Facebooku >>

Wysoka przegrana z Lechią boli, ale trener nie ocenia tego spotkania aż tak źle. - Nie powiem, że jestem pewny, że gdyby nie kartki [Podbeskidzie grało w drugiej połowie w dziewiątkę - przyp. red.], to byśmy ten mecz wygrali, ale oceniam, że decyzje arbitra znacząco wpłynęły na obraz gry - mówił w czwartek Podoliński.

Za jego kadencji "Górale" na własnym stadionie jeszcze w lidze nie wygrali. - Pamiętam, kiedy ten stadion był twierdzą nie do zdobycia. Wielu kolegów, którzy przyszli do nas latem, jeszcze nie zaznało smaku zwycięstwa na naszym stadionie, więc będziemy chcieli to odmienić. Tym bardziej, że w sparingu z Koroną Kielce (4:1) pokazaliśmy, że możemy u siebie wygrywać i ta klątwa, która nad nim rzekomo wisi, to tylko zabobony - podkreślał Marek Sokołowski, kapitan TSP.

Piłkarze spod Klimczoka, w meczu z Lechią nastawili się na grę z kontrataku. - Z Lechem będziemy chcieli zagrać inaczej. Poszukać odważniejszych rozwiązań w ofensywie - deklaruje opiekun bielszczan. Szkoleniowiec mówił także o Mateuszu Szczepaniaku. - Mateusz dobrze czuje się na kilku pozycjach, dzięki czemu może grać zarówno w środku, jak i na skrzydle - ocenił Podoliński.

- Lech to świetny przeciwnik, mający olbrzymią siłę ofensywną. Nawet kiedy weźmiemy pod uwagę, że nie zagrają z nami Karol Linetty i Łukasz Trałka, to od razu nasuwają się piłkarze, którzy godnie ich zastąpią - komplementował rywala trener Podbeskidzia. - Mają też świetnego, nowego napastnika - mówił o Nickie Bille Podoliński.