Podbeskidzie Bielsko-Biała - Korona Kielce 1:1. "Musimy dostać gonga, by zacząć lepiej grać..."

Trener Podbeskidzia liczy, że fatum wreszcie opuściło jego drużynę. Na razie Górale wciąż są w bardzo trudnej sytuacji i pozostają jednym z głównych kandydatów do spadku z Ekstraklasy.
Podbeskidzie w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zdobyło gola na wagę remisu z Koroną. Ten gol może okazać się bardzo ważny w kontekście walki o utrzymanie. - Do 30 minuty nie potrafiliśmy wymienić choćby czterech celnych podań. Zaczęliśmy grać dopiero po stracie bramki. Szkoda, że musimy dostać "gonga", żeby zacząć lepiej grać - mówił po spotkaniu trener Robert Podoliński.

- Musieliśmy wyjść wyżej do przeciwnika i w końcu uśmiechnęło się do nas szczęście. A zagrozić bramce Korony nie było łatwo. Nie ma wielu drużyn z tak dobrą parą stoperów. Co prawda udało nam się czasami przedrzeć skrzydłami, ale w środku pola nie potrafiliśmy wygrywać pojedynków główkowych. Na szczęście, jesteśmy dalej w grze. Pacjent umarł, ale się wylizał - optymistycznie zakończył szkoleniowiec Podbeskidzia.

Marcin Brosz, trener Korony, przed laty był szkoleniowcem Górali i dobrze zna góralski charakter.

- Tutaj, pod Klimczokiem, zawsze gra się bardzo ciężko. Tym bardziej, że wiedzieliśmy o co gra Podbeskidzie. Liczyliśmy na to, że pierwsi zdobędziemy bramkę i będziemy kontrolowali przebieg meczu. Szczęście jednak dziś dopisało naszym rywalom. Taka jest piłka. Co weźmie, to za chwilę odda - mówił po meczu Brosz.