To już koniec: Podbeskidzie spada z ligi! Blamaż w Łęcznej!

Piłkarze Podbeskidzia nie wykorzystali ostatniej szansy. Bielszczanie niestety z hukiem spadają z ekstraklasy.
Mecz mógł się doskonale rozpocząć dla przyjezdnych, ale w pierwszej akcji meczu, po błędzie łęcznian w środku pola, Robert Demjan uderzył za słabo. Widać było, że oba zespoły walczą o życie; napastnicy zarówno Górnika, jak i Podbeskidzia, bardzo szybko wychodzili do pressingu, starając się przejąć piłkę.

Piłkarze Górnika prowadzić mogli już w 7.minucie, ale w piłkę źle trafił Bożić. Trzy minuty później jeszcze lepszą sytuację mieli "Górale", ale trójkową akcję Adama Mójty, Roberta Demjana i Damiana Chmiela, nieczystym strzałem zmarnował ten ostatni.

Co nie udało się gościom, w 16.minucie gry wyszło Łęcznej. Z prawej strony łatwo dał się ograć Damian Chmiel, a na głowę Przemysława Pitrego futbolówkę idealnie dograł Grzegorz Bonin. Były napastnik GKS-u Katowice, z najbliższej odległości wpakował mocno bitą piłkę do bramki.

Po golu dla gospodarzy bielszczanie osłabli. To łęcznianie częściej byli przy piłce i stwarzali sobie okazje w polu karnym Emilijusa Zubasa. Ich dobra ofensywna gra, efekt dała w 37.minucie, kiedy Górnik przeprowadził zabójczą kontrę. W środku pola przebitkę wygrał Pitry, zagrał do Tomasza Nowaka, który rozciągnął grę do Leandro. Brazylijczyk wbiegł przed pole karne Podbeskidzia i podał Grzegorzowi Piesio, którego mocny strzał w kierunku bramki trącił jeszcze Paweł Baranowski, ale bramkę i tak zaliczono piłkarzowi Górnika. Zubas musiał po raz drugi wyciągnąć piłkę z siatki.

- Nie wiem czy widać po nas, że walczymy o życie. Straciliśmy dwie głupie bramki, ale mamy jeszcze 45.minut i musimy strzelić trzy bramki. Remis nic nam nie daje - mówił w przerwie Jakub Kowalski.

W drugiej połowie niewiele się jednak zmieniło, żeby nie powiedzieć, że nic. Gospodarze mieli miażdżącą przewagę, którą potwierdzili kolejnymi golami. W 67.minucie doskonale do Bonina zagrał Nowak. Ten pierwszy, pobiegł z piłką w kierunku bramki i na 16.metrze minął Zubasa, żeby na koniec wpakować piłkę do pustej bramki.

Po trzecim golu, zmieniony został kluczowy dla Górnika w tym meczu piłkarz - Przemysław Pitry. Wychowanek Iskry Pszczyna strzelił gola, a ponadto często brał odpowiedzialność za zespół na swoje barki. Zastąpił go Bartosz Śpiączka, który mógł zaliczyć wejście smoka, ale nie trafił w dogodnej sytuacji.

Z minuty na minutę, miażdżąca przewaga miejscowych, przytłaczała "Górali" coraz bardziej. W 74.minucie, bielszczanie padli na deski, a ich katem okazał się Śpiączka. Były napastnik "Górali", sprytnie dołożył nogę do strzału Nowaka i piłka przelobowała bezradnego Zubasa.

Kiedy zdawało się, że bielszczanie nie mają już żadnych argumentów, udało im się strzelić honorowego gola. Na szesnastym metrze sam został Adam Deja i pięknym, technicznym uderzeniem, nie dał szans Sergiuszowi Prusakowi. Jeszcze lepszą sytuację cztery minuty później miał Demjan, ale po wyminięciu bramkarza potknął się i nie trafił do pustej bramki.

Wynik spotkania w doliczonym czasie gry ustalił Grzegorz Bonin, który swoją ósmą bramkę w sezonie strzelił po świetnej asyście Śpiączki.

O tym, że Podbeskidzie nie zagra w przyszłym sezonie w ekstraklasie, oprócz jego porażki, zadecydowało zwycięstwo Termaliki Bruk-Bet Nieciecza nad Jagiellonią Białystok.

Górnik Łęczna - Podbeskidzie Bielsko-Biała 5:1 (2:0)

Bramki: 1:0 Pitry (16.), 2:0 Piesio sam. (37.), 3:0 Bonin (67.), 4:0 Śpiączka (74.), 5:1 Bonin (90+1.) - 4:1 Deja (80.)

Górnik: Prusak - Sasin (81. Mierzejewski), Pruchnik, Bożić, Leandro - Bonin, Szmatiuk, Bednarek (78. Bogusławski), Piesio - Nowak, Pitry (69. Śpiączka Ż)

Podbeskidzie: Zubas - Wierietieło (89. Jaroch), Piacek, Baranowski Ż, Mójta - Kato (66. Deja), Sokołowski Ż - Kowalski (56. Stefanik), Możdżeń, Chmiel - Demjan