Sport.pl

"Gieksa" chce zemsty za jesienne lanie od Podbeskidzia

Sierpniowy mecz GKS-u Katowice z Podbeskidziem Bielsko-Biała zakończył się wynikiem 1:6. Katowiczanie już nie mogą doczekać się możliwości rewanżu za tamtą wpadkę.
Podbeskidzie wygrało w Katowicach różnicą pięciu goli, bo było bardzo... nieskuteczne (niewykorzystany rzut karny) i w końcówce już nie atakowało bramki "Gieksy". To była najwyższa w historii przegrana GKS-u na własnym boisku. Po tej klęsce pracę stracili trener Dariusz Fornalak i dyrektor Jan Furtok. - Tamten mecz to dla nas już wyłącznie przeszłość. Obecna "Gieksa" to zupełnie inny zespól. Strzelili cztery gole Łęcznej, są na fali i pewnie będą chcieli podtrzymać dobrą passę u nas. Ale my jesteśmy równie bojowo nastawieni, gramy o trzy punkty - zapowiada Piotr Koman, który w pierwszym meczu strzelił jedną z sześciu bramek. - Ten mecz z jesieni wyzwoli sporą determinację u rywali, oni szykują się do rewanżu. GKS na pewno się nas nie wystraszy - uważa trener Robert Kasperczyk. Co może być rozstrzygające dla losów meczu w Bielsku-Białej? - Będziemy się starali szybko zdobyć gola - zdradza Koman. Bielszczanie nie mają problemów kadrowych. Po niedawnym urazie pachwiny do składu wrócił Piotr Malinowski. Przeciw GKS-owi nie zagra Marek Sokołowski, który dopiero wznowił treningi.

Inaczej jest w katowickim zespole. Tu z kontuzjami zmagają się Przemysław Pitry, Bartosz Karwan i Michał Zieliński. Możliwe, że w związku z urazami tego ofensywnego tercetu szansę gry w ataku otrzyma nominalny obrońca Paweł Olkowski. - On sobie poradzi na każdej pozycji. No, może poza bramką... Choć właściwie zdarza się, że po treningach zostaje jeszcze chwilę i broni strzały. Wygląda to całkiem nieźle - uśmiecha się Wojciech Stawowy, trener GKS-u.

W Katowicach do teraz nie znają przyczyn jesiennej klęski. - Bardzo się wtedy mobilizowaliśmy i ciężko powiedzieć, dlaczego nic z tego nie wyszło. Nigdy tak wysoko meczu nie przegrałem. Pewnie, że drzemie w nas teraz chęć rewanżu - mówi Tomasz Hołota, pomocnik "Gieksy".

Stawowy przestrzega swoich piłkarzy: - Nie ma takiego zespołu na świecie, któremu nie zdarzyłaby się wysoka porażka. Przecież nie możemy mieć pewności, że nam się to nie powtórzy. Zapewniam, że zrobimy wszystko, aby tak się jednak nie stało. Zbyt duża chęć rewanżu do niczego dobrego jednak by nie prowadziła. Jeśli zespół jest zbyt zmotywowany, to czasem działa to odwrotnie.

Kto jest faworytem sobotniego meczu (początek o godzinie 20.15)? - GKS! Przecież w tabeli wiosny jesteśmy na drugim miejscu - pół żartem, pół serio mówi trener katowickiego zespołu. - Podbeskidzie uważam za głównego faworyta do awansu do ekstraklasy. Będziemy z nimi jednak grać jak równy z równym - obiecuje Stawowy.