GKS Tychy bliżej pierwszej ligi. Nowy numer weterana

Tyszanie z trudem, ale jednak ograli outsidera z Gdyni. O zwycięstwie lidera przesądził stały fragment gry i głowa kapitana.
- My swoje zrobiliśmy. Teraz w sobotę można usiąść przed laptopem i spokojnie patrzeć jak męczą się inni - uśmiechał się Łukasz Kopczyk, którego gol dał GKS-owi trzy punkty.

Trenerzy drużyn drugiej ligi grupy zachodniej chętnie powtarzają, że tej grupie rozgrywkowej faworytów nie ma i każdy może wygrać z każdym. Tyszanie z oddaniem hołdują tej zasadzie i gdy wychodzą na boisko to rzeczywiście trudno dociec czy ich rywal to zespół z czołówki czy może ligowy outsider.

Bałtyk, który walczy o utrzymanie, potrzebował dziesięciu minut, żeby oszacować swoje szanse w starciu z liderem, i gdy gdynianie zabrali się już do gry, to pod bramką GKS-u było naprawdę groźnie.

Między słupkami tyskiej drużyny zadebiutował Marek Igaz. Słowak zastąpił Mateusza Struskiego, który w ostatnich meczach z Zagłębiem Sosnowiec i Nielbą Wągrowiec mylił się zbyt często.

Igazowi najmocniej dawał się we znaki Dariusz Kudyba. Po kwadransie gry i dobrej akcji Piotra Włodarczyka napastnik Bałtyku nie zdołał opanować piłki stojąc pięć metrów od pustej bramki! - Marek był pewnym punktem naszej drużyny. W ruchach jest może ospały, ale na pewno skuteczny - chwalił Kopczyk.

Akcje GKS-u najmocniej pchał do przodu Damian Szczęsny. Skrzydłowy bez trudu mijał obrońców drużyny gości, ale gdy decydował się na strzał to piłki szybowały wysoko nad poprzeczką. Precyzję nad siłę przekładali Daniel Feruga i Marcin Folc, ale Bartosz Kaniecki, bramkarz Bałtyku pewnie odbijał piłki.

O losach meczu przesądził stały fragment gry. Tyszanie rozegrali piłkę dokładnie tak jak chciał trener Piotr Mandrysz, który głośno instruował zawodników. W tej akcji najcenniejsza okazała się jednak głowa Kopczyka, która zapewniła GKS-owi trzy punkty.

- Za pierwszym razem piłka zatrzymała się jeszcze na słupku. Na szczęście dostałem drugą szansę [piłkę dograł Marcin Folc - przyp.red.] i byłem już bardziej skuteczny - uśmiechał się Kopczyk

W końcówce spotkania na boisko wszedł zawodnik z... nowym numerem. Krzysztof Bizacki dotrzymał słowa i po skończeniu 38 lat zmienił numer z 38 na 39.

Bizacki rywalizował z Piotrem Włodarczykiem, z którym grał przed laty w Ruchu. - Myślę, że nie zasłużyliśmy na porażkę. Szkoda znakomitej sytuacji z pierwszej połowy. Sam widziałem już piłkę w siatce - smucił się napastnik Bałtyku.

GKS Tychy 1 (0)

Bałtyk Gdynia 0

Bramka: 1:0 Kopczyk (62.)

GKS: Igaz - Odrobiński, Kopczyk, Balul Ż, Lesik (93. Mączyński) - Mańka (71. Małkowski Ż), Kupczak, Feruga (46. Babiarz), Szczęsny - Malicki Ż, Folc (84. Bizacki)

Bałtyk: Kaniecki - Lemanek, Benkowski, Król, Musuła - Jurga Ż, Dettlaff, Włodarczyk Ż, Stukonis (70. Byczkowski), Bułka - Kudyba

Sędziował: Remigiusz Lewandowski (Poznań)