GKS Tychy bez prądu. Za to kibice! Rekordowo długi zaśpiew tyskich fanów

GKS Tychy przegrał pierwszy mecz w sezonie. O grze beniaminka pierwszej ligi w spotkaniu z zespołem Niecieczy nie można powiedzieć wiele dobrego.
Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


- Zabrakło prądu. Może tak bardzo wypruliśmy się w środę w Bydgoszczy w meczu z Zawiszą? Nawet ich dobrze nie nastraszyliśmy - smucił się Tomasz Balul, obrońca tyskiej drużyny.

GKS-owi zdecydowanie brakowało jakości. To było widać aż za dobrze, gdy tyszanie wykonywali stałe fragmenty gry. Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego, jak celnie dograć koledze leżącą na murawie piłkę. Niestety, zawodników GKS-u najczęściej to przerastało. Wielka szkoda, że z powodu czerwonej kartki na boisku zabrakło Piotra Rockiego. 38-letni pomocnik w pierwszym meczu sezonu podawał piłkę tam gdzie chciał, aż w końcu przyniosło to bramkę.

- Liczyliśmy na stałe fragmenty gry, tymczasem nie potrafiliśmy dobrze dograć piłki w pole karne. Nie wykorzystaliśmy naszych warunków fizycznych - ocenił trener Piotr Mandrysz.

Największą wpadkę przy wykonywaniu rzutu wolnego zaliczył jednak piłkarz Niecieczy. Damian Piotrowski i jego kop przywołały skojarzenia z meczem futbolu amerykańskiego bądź rugby. Tam takie zagranie byłoby w cenie. Kiks Piotrowskiego nie był jednak tak irytujący, bo jednak w polu ten piłkarz radził sobie przyzwoicie. Zaliczył m.in. asystę przy bramce Jakuba Biskupa, który pięknie uderzył pod poprzeczkę.

W poszukiwaniu jakości trener Mandrysz sięgnął po 39-letniego Krzysztofa Bizackiego. Weteran jeszcze nie dotknął piłki, a już było 0:2. Obrona GKS-u - z debiutującym na pozycji stopera Chorwatem Ivica Zuniciem - na pewno nie była w niedzielę monolitem.

Wracając do Bizackiego, to właśnie on miał najlepszą okazje do zdobycia gola - piłka po jego strzale z pola karnego zatrzymała się na słupku.

- Krzysiek straszył mnie w przerwie, że coś wrzuci do mojej siatki. Nie wyszło, a po tym słupku poszła nasza kontra, więc "Bizak" mógł zaliczyć asystę - żartował Sebastian Nowak, bramkarz drużyny z Małopolski znany w naszym regionie m.in. z gry w Ruchu Chorzów. - GKS pokazał we wcześniejszych meczach, że trzeba się z nim liczyć. Odbiorą punkty jeszcze niejednej drużynie - dodał Nowak.

Imponujące było zachowanie kibiców GKS-u, którzy jedną prostą melodię "La, la, la, hej GKS" ciągnęli z pomocą bębniarza od 47. do końca spotkania. Skończyli śpiewać dopiero, gdy pod ich sektor podeszli piłkarze, żeby podziękować za doping.

Zdaniem trenerów

Kazimierz Moskal (Nieciecza): - Zwycięstwo na wyjeździe bardzo cieszy, a nie przyszło tak łatwo jak wskazuje wynik. Po drugiej bramce moi piłkarze zaczęli grać pewniej. GKS się potem odsłonił, co pomogło nam zdobyć trzecią bramkę.

Piotr Mandrysz (GKS Tychy): - Pierwsza połowa nerwowa w wykonaniu obu stron. Pierwszy opanował nerwy rywal stąd i gol. Bramka, która podcięła nam skrzydła. Chcieliśmy odwrócić losy meczu, ale kolejny gol nas podłamał. To było brutalne zderzenie z pierwszoligową rzeczywistością. Próbowaliśmy kąsać, ale wygrał zespół dojrzalszy. Po trzecim golu rywal robił, co chciał. Musimy wyciągnąć wnioski. Nie graliśmy w pełnym składzie, ale tym się nie tłumaczymy. Po prostu to co uchodziło w drugiej lidze - myślę o stracie piłek - w pierwszej lidze już nie przejdzie.

GKS Tychy - Nieciecza 0:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Biskup (45.), 0:2 Sobczak (47.), 0:3 Ceglarz (88.)

GKS: Misztal - Balul, Masternak Ż, Zunić, Łączek (46. Bizacki) - Bąk, Babiarz (80. Wawoczny), Bukowiec (63. Tumicz), Kupczak, Chomiuk - Jarka

Termalica Bruk-Bet: Nowak - Pleva Ż, Czerwiński, Nalepa, Piątek Ż - Piotrowski, Kaczmarczyk, Horvath, Ceglarz (90. Rybski), Biskup (79. Pawlusiński) - Sobczak (85. Pawłowski)

Sędziował: Tomasz Radkiewicz (Łódź). Widzów: 400