Słynny "Ayala" z GKS-u Tychy skończył 60 lat! Za swoje gole dostawał ogromne kiełbasy

Kazimierz Szachnitowski, legendarny napastnik GKS-u Tychy, kończy we wtorek 60 lat! "Ayala" z tyskim klubem sięgnął w 1976 roku po wicemistrzostwo Polski.
Były piłkarz i trener GKS-u uczył się grać w piłkę w Stali Jasień. Szybko jednak trafił do Zastalu Zielona Góra, gdzie już w wieku 13 lat grał w jednej drużynie z 19-latkami! Do tyskiej drużyny trafił przed sezonem 1974/75 i z miejsca stał się ulubieńcem kibiców. Debiutował meczem z Lechem Poznań. Przebojowy napastnik był nazywany "Ayalą", a to z powodu długich, sięgających do ramion włosów, co upodabniało go do Rubena Hugo Ayali - popularnego wtedy piłkarza z Argentyny.

- Pseudonim wymyślił świętej pamięci Jan Ciszewski. Od tej pory inaczej się już do mnie nie zwracano. Moja satysfakcja jest tym większa, że miałem od Argentyńczyka... dłuższe włosy! Jego miały długość 46 cm, moje - 54 - wspominał na łamach "Gazety" Szachnitowski.

W barwach GKS-u rozegrał 88 ligowych spotkań, w których strzelił 19 bramek. W 1976 był ważnym ogniwem drużyny, która zdobyła wicemistrzostwo Polski. - To był raczej przeciętny zespół, a jednak groźny dla wszystkich. Może kiedyś doczekam czasów, gdy GKS nawiąże do tamtego sukcesu? Na początek konieczny jest nowy stadion w Tychach - mówi.

Tytuł wicemistrza Polski doceniły socjalistyczne władze, które każdemu piłkarzowi ufundowały talon na malucha. - Dla mnie przygotowano osobny egzemplarz. Odbierałem go osobiście od dyrektora bielskiej fabryki - dodaje.

Szachnitowski grał też w fińskim drugoligowym MyPa Myllykoski. "Ayala" wyjechał do Skandynawii tuż po stanie wojennym w lecie 1983 roku, podpisał pięcioletni kontrakt. - Nastrzelałem tam mnóstwo bramek. Praktycznie w co drugim meczu otrzymywałem wyróżnienie dla najlepszego gracza. Dostawałem puchary i... ogromne kiełbasy - mówi.

Był okres, gdy Szachnitowskiego uważano za drugiego - po Robercie Gadosze - lewoskrzydłowego w kraju. Grał w reprezentacji młodzieżowej oraz w drugim zespole narodowym prowadzonym przez Ryszarda Kuleszę. Nie może odżałować, że nie udało mu się wyjechać na mistrzostwa świata w Argentynie w 1978 roku. - Rządziły układy - wspomina z żalem. Spośród wszystkich goli najbardziej utkwił mu w pamięci ten strzelony w 1976 roku Widzewowi Łódź (ze Zbigniewem Bońkiem w składzie). - W 83. minucie meczu minąłem zwodem obrońcę, przymierzyłem i huknąłem w samo okno z 20 metrów. Wygraliśmy wtedy 1:0 - podkreśla Szachnitowski, który ostatni mecz w barwach GKS-u rozegrał jesienią 1989 roku przeciwko Piastowi Gliwice - o czym przypomina internetowa strona klubu.

Co ciekawe "Ayala" uganiał się za piłką jeszcze po pięćdziesiątce, gdy był grającym trenerem C-klasowego LKS-u Czarków. Dziś jest trenerem młodzieży.